Pierwsza Rzeczpospolita i Rosja
PIASTOWIE, CHRZEST POLSKI I POCZ�TKI PA�STWA POLSKIEGO
Krzy�acy Henryka Sienkiewicza � prawda i fikcja
Polub nas na Facebook'u
ekiosk.pl

Mówią Wieki 8/2021

tylko
8.50 zł

DOSTʘPNE NA:
Win, iPad, Android

pobierz obrazy

OSOBLIWE GABINETY EPOKI CIEKAWOŚCI

Maciej Krawczyk


Kolekcjoner to dziwna figura, dziś przedstawiana najczęściej przez popkulturę w demoniczno-sensacyjnym kostiumie. To bardzo niesprawiedliwe, bo bez mrówczej pracy tysięcy opanowanych żądzą oglądania i posiadania zbieraczy trudno byłoby sobie  wyobrazić dzisiejszą kulturę zwróconą ku zabytkom przeszłości.       

 

Muzeum to przede wszystkim kolekcja, przedmioty przeznaczone do oglądania, wyłączone z obiegu użytkowego, których „użyteczność i znaczenie wykluczają się wzajemnie”. Zanim jednak narody zaczęły stawiać  te pomniki własnej pamięci, zanim edukować przez wystawienie chcieli Henry Cole czy Alexandre Lenoir, ba, zanim jeszcze swoje zbiory zaczęli udostępniać władcy, malutki zalążek muzeów istniał w prywatnych domach, pałacach czy aptekach. Były to gabinety osobliwości zwane niekiedy wunderkamerami.

 

KAMIENIE, OBRAZY i WYPCHANY KROKODYL

Pierwsze nikną gdzieś w cieniach XV wieku, epoce, gdy do głosu znów dochodził rozum, a dociekliwość zaczynała powoli odzyskiwać należne jej miejsce na panteonie cnót. Niestety, mamy jedynie strzępki informacji o ich liczbie i kolekcjach, które mieściły. Najprawdopodobniej panował w nich ogromny chaos,  jako że składały się z wszelkich przedmiotów, które mogły uchodzić za ciekawe, a więc wszelkiego rodzaju starożytności i osobliwości naturalnych: medali, kamei, starych marmurów, instrumentów naukowych, muszli, skamieniałości, itp. Całości dopełniały obrazy (współczesne i dawne, czyli namalowane ponad 50 lat wcześniej), rzeźby i podczepiony pod sufitem szekspirowski  „wypchany krokodyl”.

25_07_2012_13_17_52.jpg

Galeria kolekcjonera, mal. Frans Francken Młodszy, pierwsza połowa XVII wieku

Właściwie do końca XVII stulecia gabinety osobliwości tworzone były bez żadnego planu. W najlepszym wypadku kolekcjonerzy dążyli do stworzenia mikrokosmosu - zebrania eksponatów, które odnosiłby się do wszystkich aspektów rzeczywistości: od minerałów przez faunę i florę aż po wyroby rąk ludzkich. Epokę tę profesor Krzysztof Pomian nazywa epoką ciekawości, w której rodząca się nowoczesna nauka mieszała się jeszcze ze światem legend i mitów, a posiadanie i oglądanie rzeczy rzadkich miało wartość immanentną.

           

 

Dzięki temu prężnie rozwijał się rynek (od curieux – ciekawy). Dość powiedzieć, że już latach 1584 - 1586 powstał w Londynie College of Antiquarieties, szkoła dla ludzi zawodowo zajmujących się handlem dziełami sztuki (była to również niejako pierwsza kuźnia znawców sztuki, z której wywodzą się protoplaści marszandów czy krytyków). Jej adepci byli autorami pierwszych profesjonalnych katalogów kolekcji zebranych w gabinetach osobliwości, a także pierwszych podręczników dla zbieraczy.

Typowy zbieracz epoki ciekawości nie miał nic wspólnego z dzisiejszym stereotypem maniakalnie drobiazgowego i zamkniętego w sobie kolekcjonera. Co prawda, jego gabinet nie był dostępny dla szerszej publiczności, ale raczej z braku tejże. Kolekcjonerzy byli najczęściej humanistami lub lekarzami i chętnie pokazywali swoje zbiory ludziom o podobnych zainteresowaniach. Nie tworzyli jeszcze niczego, co można by nazwać społecznością, jednak bez wątpienia czuli pewną wspólnotę intelektualną. Wraz z rosnącą popularnością wunderkamer zaczynali się nimi interesować również władcy i książęta – ich kolekcje jednak, choć często najbogatsze, nie były wcale najważniejsze, bo zbyt często tworzono je ze zwykłego kaprysu lub chęci rywalizacji czy legitymizacji. Motor procesów, dzięki którym gabinety osobliwości stawały się kołami zamachowymi rozwoju rynku sztuki, leżał gdzie indziej.

           

W BAŁAGANIE JEST METODA

Opisując XVI i XVII wieczne gabinety osobliwości, nie sposób pominąć kilku  monumentalnych postaci.  Pierwszą był Hubert Goltz, flamandzki kolekcjoner, który w połowie XVI wieku odbył podróż po Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Francji, Włoszech i Niderlandach, aby zwiedzać gabinety osobliwości. Ten pierwszy turysta muzealny naliczył ich blisko tysiąc. Najprawdopodobniej większość nie była wunderkamerami z prawdziwego zdarzenia, lecz jedynie małymi zbiorami kilku rzadkich okazów, najczęściej starożytnych inskrypcji, którymi Goltz był szczególnie zainteresowany. Nie zmienia to faktu, że ta liczba jest wręcz porażająca. Notatki z podróżny Goltza nie są zbyt dokładne (autor najwyraźniej nie miał ambicji katalogowania), ale trzeba pamiętać, że żył i zbierał sztukę jeszcze przed utworzeniem College of Antiquarieties, który stworzy zręby standardów opisu kolekcji. Pierre Borel, nadworny lekarz króla Ludwika XIV, chemik, fizyk, starożytnik i zapalony kolekcjoner, znał je już doskonale. Dowodzi tego w swoim opisie Starożytności, osobliwości, roślin, minerałów i innych rzeczy godnych uwagi w mieście i hrabstwie Castres, do którego dołączył katalog własnej wunderkamery. Za jego kolekcją stoi już wyraźna, choć wciąż chaotyczna, idea jasno wyrażona w inskrypcji widniejącej nad wejściem do prywatnego muzeum . Borel chce w nim zmieścić mikrokosmos albo zestawienie wszystkich rzeczy rzadkich. Odzwierciedla to jego katalog. Kolekcjoner stara się tak podzielić zbiory, by ich kategorie jak najpełniej obejmowały rzeczywistość. Borel wiedział, że w samej Francji istniało już ponad 150 podobnych gabinetów, a bliżej nieokreślonych kolekcji, jakie wyliczał Goltz.

25_07_2012_13_17_44.jpg

Kunstkamera, mal. Frans Francken Młodszy, 1736 roku

Trzecią niezwykle ważną dla historii wunderkamer postacią był duński lekarz Ole Worm (1588 - 1658). Stworzył Wormianum Museum - kolekcję zupełnie wyjątkową jak na tamte czasy, podobną (z zachowaniem proporcji) do dzisiejszych muzeów historii naturalnej. Zbierał przede wszystkim okazy flory i fauny, jak również skamieliny (niektóre okazy sprowadzał nawet z Ameryki) i starał się je usystematyzować. Jest wielce prawdopodobne, że Worm pierwszy opatrywał poukładane na półkach eksponaty kartkami z opisami - zwyczaj ten, jak wiadomo, szybko się rozpowszechnił. Ponadto Duńczyk wykazał naukowo, że... jednorożce nie istniały. Po jego śmierci zbiory wykupił król Danii i Norwegii Fryderyk III i wkrótce udostępnił szerszej publiczności. Nie było to w tym czasie niczym wyjątkowym – nawet wunderkamera Piotra Wielkiego otworzyła podwoje przed ludem w1719 roku.

Te trzy postacie reprezentują trzy typowe dla epoki ciekawości podejścia do zbieractwa, które czynią z kolekcjonerów „centralne postaci kultury” - jak pisze prof. Krzysztof Pomian. Goltz był uczonym podróżującym w poszukiwaniu materiałów do swoich badań nad starożytnymi inskrypcjami (których ogromnej roli w kulturze renesansu nie trzeba nikomu wyjaśniać), Borel nowożytnym humanistą starającym się skupić w jednym umyśle całą  wiedzę rodzaju ludzkiego i uporządkować ją, a Worm nowoczesnym uczonym - metodycznym i racjonalnym. Te postawy były potrzebne, aby z epoki ciekawości przejść do epoki oświecenia. Co interesujące, zbieraczy i miłośników wszelkiej maści kuriozów, książek czy dzieł sztuki, czyli siłą rzeczy jedynych prawdziwych ich znawców, nazywano w tym czasie właśnie amatorami (miłośnikami).

           

NIECH WSZYSCY PATRZĄ

Dzieła sztuki były oczywistym uzupełnieniem bez mała wszystkich gabinetów osobliwości. Monety, rzeźby, kunsztowne kamee czy te najważniejsze – obrazy - zajmowały w nich najważniejsze miejsce. Pisząc o nich, nie da się pominąć wielkiego nieobecnego w tym szkicu do obrazu europejskiego zbieractwa – Włoch. Miasta włoskie, a zwłaszcza weneckie, różniły się od innych jedynie liczbą i jakością dzieł zgromadzonych od czasu „renesansu sztuk” - pisze prof. Pomian. Była to jednak różnica bardzo znacząca, gdyż choć nie tylko nad Padem czy Tybrem rodzili się wielcy mistrzowie, to przewaga włoskiego „buta” nad resztą Europy była przygniatająca. Tam też najwcześniej gabinety osobliwości zmieniły się w pełnoprawne galerie i narodził się rynek sztuki z prawdziwego zdarzenia. Przykładowo - kolekcje Musellich i Pietra Curtoniego sprzedano po śmierci właścicieli za zawrotne na owe czasy sumy: 22 i 10 tys. dukatów. Niestety, nie rozporządzamy dokładnym inwentarzem tych kolekcji i nie możemy dokładnie określić liczby wchodzących w ich skład obrazów. Najwcześniejsze takie dokumenty datują się dopiero na lata osiemdziesiąte XVII stulecia i dotyczą kolekcji Dolfinich i Canossa - w skład pierwszej wchodziły 134 obrazy, a drugiej - 387. A przecież były to w tych czasach kolekcje największe, np. Alessandro Savorgnan miał aż 1111 obrazów (nie wymieniają go twórcy najbardziej znanych katalogów Boschini i Martinioni - być może dlatego, że nie był skłonny udostępniać zbiorów szerszej widowni). Kolekcji sztuki podobnych rozmiarów próżno szukać gdzie indziej w Europie.

 

Wenecja jest niezwykle interesującym przydałem również dlatego, że kolekcje prywatne bardzo szybko przechodziły w państwowe ręce i stawały się dostępne dla wszystkich obywateli. Już w 1523 roku kardynał Domenico Grimani ofiarował republice swoje prywatne zbiory, a był jednym z największych kolekcjonerów w swoim czasie (pół wieku później w jego ślady poszedł siostrzeniec Giovanni Grimani). Od tej chwili jakby wszyscy wenecjanie zrozumieli, że dostępne publicznie dobra kultury przysparzają miastu splendoru, a Majestatowi Publicznemu przystoi czuwać nad tymi uczonymi zabytkami […] i nie dać się prześcignąć żadnemu innemu. Stąd już krok do klasycznych muzeów imperialnych z ich funkcją legitymizowania władzy - z tą różnicą, że Republika Wenecka musiała raczej legitymizować własne bogactwo.

25_07_2012_13_18_00.jpg

Hubert Goltz, flamandzki kolekcjoner sztuki, który przemierzył pół Europy, oglądając gabinety osobliwości

Na przełomie wieków XIX i XX popularne było zdanie, że włoscy zbieracze nie interesowali się historią naturalną. Dziś wiemy, że to nieprawda. Rogi jednorożców, zęby wielorybów czy bardziej prozaiczne skamieliny lub minerały po prostu znikały przykryte grubym płaszczem wspaniałych obrazów i rzeźb oraz starych marmurów.

Najważniejszą cechą wunderkamer było to, że zbierano w nich rzeczy rzadkie i przez to cenne. Arcydzieła pędzla czy dłuta są zaś bardziej unikatowe niż „wypchane krokodyle” i z tego faktu Włosi pierwsi zdali sobie sprawę. W jak wielkim poważaniu mieli sztukę, ładnie obrazuje anegdota Franco Sacchettiego: w kościele San Francesco w Rawennie, miejscu spoczynku Dantego, jakiś człowiek przestawił znicze z ołtarza na grób poety ze słowami Weź je, gdyż jesteś ich godniejszy niż tamten – Ukrzyżowany..

25_07_2012_13_18_16.jpg

Eksponaty zgromadzone Museum Wormianum, rycina z 1655 roku

Gabinety osobliwości nie były muzeami, gdyż nie miały dwóch konstytutywnych dla nich tych instytucji cech: były tworzone bez żadnego planu i nie były przeznaczone dla szerszej widowni. W ich ścianach jednak przedmioty stawały się relikwiami, których wyjątkowość nie ma żadnego kontekstu religijnego. Stawały się warte posiadania i oglądania, a także - co może jeszcze ważniejsze - zachowania dlatego, że były rzadkie i ciekawe. Trudno powiedzieć, ile fantastycznych już nawet nie dzieł sztuki, ale choćby skamielin, nie dotrwałoby do dziś, gdyby nie mozolna praca prywatnych kolekcjonerów. Nie ma wielkiego znaczenia, że nie istniał żaden róg jednorożca - w końcu nagrobek Heloizy i Abelarda z muzeum Lenoira również jest falsyfikatem. Wartość samą w sobie ma już wyjęcie go z obiegu użytkowego i poddanie namysłowi. Wiedza, że jednorożce nie istniały, choć może przykra, została zdobyta właśnie dzięki temu. Gabinety osobliwości były ośrodkami pracy naukowej, motorem rozwoju wiedzy, podstawą kolekcji wielu dzisiejszych muzeów i pierwszymi świątyniami sztuki w znaczeniu jak najbardziej współczesnym. Były również niezwykłą inspiracją dla artystów.  

Nota o autorze:

Maciej Krawczyk, redaktor naczelny portalu „Mówią wieki w sieci”    

 

 

.

 

 

             

 

 

 /

 



Kalendarium

18 października 1815: utworzenie Wolnego Miasta Krakowa (Rzeczypospolitej Krakowskiej) - państewko utworzone na mocy postanowień kongresu wiedeńskiego znajdowało siępod wspólnym zarządem Rosji, Prus i Austrii

Bieżący numer

06 październik 2021
nr 8 (746)

Prenumerata  | Reklama  | Kontakt

Zamknij X

Błąd wczytywania.

Zamknij X