PIASTOWIE, CHRZEST POLSKI I POCZTKI PASTWA POLSKIEGO
Krzyacy Henryka Sienkiewicza  prawda i fikcja
dzieje.pl Imperium Romanum Muzeum Historii Pols Muzeum II Wojny Światowej Muzeum Pałac w Wilanowie NARODOWE ARCHIWUM CYFROWE PTH Zamek Królewski w Warszawie 
Polub nas na Facebook'u
ekiosk.pl

Mówią Wieki 9/2018

tylko
8.50 zł

DOSTʘPNE NA:
Win, iPad, Android

pobierz obrazy

Opór

Edward Zwick

Szoa stał się końcem cywilizacji żydowskiej na ziemiach Rzeczypospolitej, które w 1941 roku były podzielone pomiędzy Związek Sowiecki i III Rzeszę Niemiecką. Za sprawą rewolucji narodowosocjalistycznej, a wcześniej porządków bolszewickich zniknął świat sztetlów. Nieliczni, jak Tewje Bielski i jego bracia, uratowali się z piekła Holocaustu. Za ogromną cenę, jaką przyszło im za to zapłacić. Wyparcie się własnej wiary, kolaboracja z sowieckimi najeźdźcami, a w konsekwencji terror i mordy, zwiastujące powojenne porządki Smiersza i NKWD. Nie dowiemy się tego z najnowszego filmu Edwarda Zwicka - "Opór". W Hollywood powstała superprodukcja o przygodach żydowskich partyzantów Bielskich, z których Tewjego zagra odtwórca roli Jamesa Bonda - Daniel Craig.


Opis:

Jednak z filmu "Opór" widzowie nie dowiedzą się, że oddział Bielskiego poza uratowaniem wielu Żydów, współodpowiedzialny był za śmierć ponad kilkudziesięciu Polaków (od 38 do 130). Działania braci Bielskich wpisują się w klimat konfliktów na tle narodowościowym i politycznym, których mnóstwo zdarzało się na Kresach Wschodnich: Wileńszczyźnie, Nowogródczyźnie, Polesiu czy Wołyniu. "Bękart Wersalu" - II Rzeczpospolita była państwem wielonarodowościowym, co potwierdzał ostatni przed wojną spis z 1931 r. Polacy stanowili 65% mieszkańców, Ukraińcy 16%, Żydzi 9,8%, a Białorusini 6,1%. Jednak rejonach wiejskich proporcje te diametralnie się zmieniały na korzyść lub niekorzyść Polaków. Mimo uprzedzeń i zatargów, wszystkie narodowości żyły obok siebie dość zgodnie od pokoleń w swych ojcowiznach - ojczyznach. Sytuację zmieniły szokujące i nie poznane do dziś czasy Szoa.

Po przetoczeniu się frontu wschodniego w głąb Rosji rozpoczęły się na jego zapleczu rządy niemieckie, realizujące bezlitosne metody rewolucji narodowosocjalistycznej. Naziści zrazili do siebie Untermenschów, którzy w czerwcu 1941 r. entuzjastycznie witali Ostheer, a później masowo wstępowali do szeregów formacji kolaboracyjnych. Komuniści postawili na terror, wymierzony w Niemców, którzy z kolei represjonowali niewinną ludność cywilną. Wpisywało się to w makiaweliczną grę, zakładającą wykorzystanie zawiedzionych nadziei eks-sowieckich obywateli, którzy wybierali los niewolników w socjalistycznym raju zamiast pogardy i kaźni z rąk niemieckich okupantów. Dość wcześnie pojawiły się nieliczne i słabo uzbrojone sowieckie oddziały partyzanckie, częstokroć tworzone przez czerwono armijnych maruderów, ale nie przejawiały większej aktywności. Litewski Sztab Ruchu Partyzanckiego (Lietuvos partizaninio judejimo tabas) z siedzibą w Moskwie, kierowany przez znanego działacza komunistycznego Antanasa Sniečkusa rozpoczął działalność dopiero 26 listopada 1942 na terenie Litwy. Sytuacja zmieniła się w drugiej połowie 1943 r. wraz z finiszem Endlösung na wschodzie. Wówczas do lasów trafiło kilkuset Żydów, którzy byli uciekinierami z getta kowieńskiego. To oni stanowili większość w najbardziej znanych sowieckich oddziałach partyzanckich, takich jak "Wpieriod" ("Naprzód"), "Borba" ("Walka") czy "Smiert okupantam" ("Śmierć okupantom") do końca niemieckiej, narodowosocjalistycznej okupacji.

Moskwa powierzała dowodzenie oddziałami partyzanckimi ludziom lojalnym, przerzucanym na Litwę "po linii NKWD". Przygotowywaniem kierownictwa guerrilli zajmował się Zarząd Zadań Specjalnych przy NKWD (przemianowany na Specjalny Zarząd II NKWD, a w lutym 1942 roku w Niezależny Zarząd IV NKWD do Zadań Specjalnych i Wojny Partyzanckiej), na czele którego stał Paweł Sudopłatow. A zadania specjalne to nic innego jak: wywiad na terenie okupacji niemieckiej, organizowanie i prowadzenie partyzantki oraz sieci agentów, przeprowadzaniem tajnych operacji dezinformujących wroga. Jednym z sukcesów Sudopłatowa i jego Zarządu IV NKWD było reaktywowanie sabotażu i partyzantki na Nowogródczyźnie za sprawą wyszkolonego Konstantina Rodionowa ps. Smirnow. To on dowodząc oddziałem "Smiert okupantam" walnie przyczynił się do tragicznego losu wsi Koniuchy, wydając rozkaz swoim żydowskim podkomendnym czyli m. in. Bielskiemu.


Rozbudowa sowieckiej partyzantki na Nowogródczyźnie nie przyczyniła się do wzrostu jej aktywności. Brak wyszkolenia wojskowego, nieliczna broń, licha dyscyplina i rozpowszechniona demoralizacja uniemożliwiały podjęcie poważniejszych działań przeciwko Niemcom. Dokumenty "moskiewskiego" Litewskiego Sztabu Partyzanckiego, potwierdzają że większość sowieckich oddziałów partyzanckich wykonała po kilka akcji bojowych o nieznacznym znaczeniu wojskowym. Ich faktycznym zadaniem była legitymizacja komunistycznej władzy pod nieobecność NKWD. Ważna była gromadzenie danych wywiadowczych i list proskrypcyjnych polskich i litewskich działaczy niepodległościowych oraz zwalczanie "antysowieckiego elementu" przez likwidację fizyczną lub donos na Gestapo. Partyzanci sowieccy wyolbrzymiali "wyczyny bojowe" w oficjalnej sprawozdawczości już w czasie wojny, co znakomicie ukazał Sergiusz Piasecki w "Zapiskach oficera Armii Czerwonej". Liczba potyczek i bitew z okupantem zaczęła lawinowo rosnąć w powojennych monografiach i wspomnieniach. Rodzi to pytania o faktyczną rolę partyzantki "antyfaszystowskiej" (określanej tak w Rosji i na Zachodzie) i przemilczanie powiązań z NKWD.

Dla ofiar Szoa ucieczka do lasu była praktycznie jedyną szansą na ocalenie życia. Brak środków utrzymania (poza oszczędnościami) wymuszał na ukrywających się Żydach mniej lub bardziej wymuszone zaopatrywanie się u ludności wiejskiej. Zubożały rejon Puszczy Rudnickiej musiał oddawać obowiązkowe kontyngenty, utrzymywać polską partyzantkę niepodległościową oraz mieszkańców. Nie powinno nikogo dziwić, brak entuzjazmu, gdy pojawiła się konieczność utrzymywania grup żydowskich ocaleńców z Shoah. Zdobycie broni i utworzenie większych grup partyzanckich na zalesionych obszarach, dzięki NKWD-owskiej pomocy dawało szanse na przetrwanie i pozyskiwanie zaopatrzenia. Zresztą instrukcje przysyłane z Moskwy nakazywały "zaopatrywanie się w lokalnych organizacjach komsomolskich", a wobec braku takich, dyrektywy te dawały wolną rękę w rabunku miejscowej ludności. Konflikt ideologiczny pomiędzy nazistami i komunistami pociągał za sobą implikacje w postaci diabelskiego kręgu w którym znaleźli się Polacy, Litwini (Bałtowie), Białorusini i Żydzi.

Jedynie Sowieci korzystali w pełni z determinacji żydowskich ochotników, którzy wzmacniali komunistyczne szeregi, jedyne chętne do współpracy z uciekinierami z gett. Żydzi rzadko pełnili kierowali partyzantami, co pozostawało domeną agentów NKWD. Ale obecność Żydów była widoczna, czego dowodem politruk w oddziale "Smiert okupantam" - lejtnant Hersz Smolar, co mogło intensyfikować stereotyp o żydokomunie.

Sowieccy i żydowscy partyzanci nie poczuwali się związków emocjonalnych z polską, białoruską czy litewską ludnością Puszczy Rudzkiej. Chłopów traktowali brutalnie, czego dowodem "akcje zaopatrzeniowe" wobec miejscowej ludności można znaleźć dziesiątki relacji złożonych przez ich uczestników. Jeden z nich Jakow Rumowicz wspominał: "Grupy rabusiów i tyle, którzy brali od kogo popadnie. Jedzenie, dziecięce ubranie, pościel, łyżki, widelce, kosztowności [...] U nas prawie połowa to Żydzi byli, ale co to za partyzanci? Grabili tylko i gwałcili". Podobne wieści znajdziemy u Anatola Wertheima, szefa sztabu "Oddziału nr 106 Iwienieckiego Centrum Rejonowego" Szolema Zorina: "Z powodu pijaństwa wydarzały się w oddziałach nieodwracalne tragedie - zbrojne konflikty, strzelaniny... ". Jednak sowiecka partyzantka nie ograniczała się do konfiskat towarów potrzebnych do przeżycia w umiarkowanych ilościach, aby starczyło dla miejscowych.

Jedną z wielu doświadczanych wsi były Koniuchy, leżące w przedwojennym powiecie Lida. Od wiosny 1943 roku coraz częściej wieś doświadczała Sowietów z Puszczy Rudnickiej. Początkowo partyzanci mieli najgorsze stosunki z miejscowymi, ale problem pojawił się z coraz częstszych i tragiczniejszych w skutkach "odwiedzinach". Bezkarność "braci leśnej" prowadziła do pospolitego bandytyzmu - gdyż Sowieci rabowali odzież damską i zimową, biżuterię, wartościowe przedmioty, pieniądze oraz wódkę. Chłopi w coraz trudniejszej sytuacji zaczęli się organizować w samoobrony za niemieckim przyzwoleniem. Dzięki łatwemu dostępowi do broni doszło do rychłego konflikt z partyzantami sowieckimi. Samoobrona, kierowana przez Władysława Woronisa, uzbrojona w mniej więcej 20 sztuk broni (karabiny, dubeltówki i pistolety), czuwała nocami nad bezpieczeństwem mieszkańców Koniuchów i odstraszała sowieckich maruderów, wyruszających na nocne wypady aprowizacyjne.

Sowieci traktowali obronne postawy chłopów jako przejaw buntu, który poważnie zagrażał wpływom komunistycznej konspiracji utożsamianej w władzą sowiecką. Zapadła decyzja o ataku na Koniuchy, by rozbić tamtejszą "samoobronę", a innym niepokornym wsiom, także stawiającym opór, dać nauczkę: - "Sztab brygady zdecydował zrównać Koniuchy z ziemią, aby dać przykład innym. Pewnego wieczoru 120 najlepszych partyzantów ze wszystkich obozów, uzbrojonych w najlepszą broń, wyruszyło w stronę tej wsi. Między nimi było około 50 Żydów, którymi dowodzi Jakow (Jakub) Prenner. O północy dotarli w okolicę wioski i zajęli pozycje wyjściowe. Mieli rozkaz, aby nie darować nikomu życia. Nawet bydło i nierogacizna miały być wybite, a wszelka własność spalona" - napisał Chaim Lazar we wspomnieniach.

Podobnie inne powojenne wspomnienia i opracowania wydawane na Zachodzie oraz Izraelu opisują mord w Koniuchach jako poważną bitwę z Niemcami i siłami kolaborującymi z narodowymi socjalistami: "We wsi Koniuchy, jakieś 30 kilometrów od bazy partyzanckiej, usadowił się niemiecki garnizon. Faszyści ścigali partyzantów; zastawiali na nich zasadzki na drogach. Kilka zgrupowań partyzanckich, a w tym »Śmierć okupantom« otrzymało więc rozkaz zniszczenia tej placówki bandytów. Na początku rozkazano Niemcom wstrzymać ich działalność i oddać broń. Gdy odmówili, ludowi mściciele zdecydowali działać według prawa: »Jeśli wróg się nie podda, wroga trzeba wyeliminować«. (...) Niemcy zajmowali kilka domów i otworzyli ogień kulami dum-dum ze swojej broni maszynowej. Trzeba było szturmować każdy dom. Zastosowano kule zapalające, granaty ręczne oraz race świetlne, aby eksterminować Niemców" - napisał jeden z kombatantów o nazwisku Gelpern. Inni partyzanci nie kamuflowali, że zaatakowano nie "niemiecki garnizon", tylko cywilną wioskę, pisząc: "półnadzy ludzie skakali przez okna, próbując uciekać, ale nikt nie wymknął się z okrążenia. Niektórzy skakali wprost do rzeki, ale ich też zastrzelono".

Zupełnie inaczej o tej pacyfikacji mówią dokumenty Polskiego Państwa Podziemnego: "W ostatnich dniach stycznia [1944 r.] wieś Koniuchy została otoczona przez bandę żydowsko-bolszewicką w sile około 2 tys. Po otoczeniu wieś podpalono. Do uciekających mieszkańców strzelano. Ujętych, tak dorosłych, jak i dzieci żywcem rzucano do ognia. Wynik: 34 zabitych, 14 rannych, ilości osób spalonych żywcem nie ustalono. Z 50 budynków pozostało tylko cztery. Powodem był fakt, że wieś była częściowo uzbrojona przez Litwinów i do czasu opisanego wypadku opierała się grabieżom".

Pogrzebem ofiar spośród mieszkańców Koniuchów zajęli się litewscy policjanci z posterunku w Rakiszkach. Ocaleńcy przeżyli dramatyczną zimę 1944 roku w ucieczce z miejsca kaźni bliskich lub w naprędce wykopanych ziemiankach. Po wojnie wielu z nich zdecydowało się repatriację do Polski i dalej. Nieszczęśnicy, którzy pozostali nad Wisłą, błyskawicznie trafili na listy proskrypcyjne NKWD za "zwalczanie partyzantów Wojny Ojczyźnianej" jako członkowie "samoobrony" i zostali aresztowani w 1947 roku. Po jednodniowej farsie procesu sadowego bez szans na obrońcę, sąd nawet nie przesłuchał ich. Wyrokiem proletariackiej sprawiedliwości zostali skazani na 10 lat Gułagu i konfiskatę mienia.

Po pacyfikacji Koniuchów sowieccy partyzanci przesłali depeszę o skutecznej akcji przeciwko wrogom. Zaś pół roku później na tereny Nowogródczyzny wkroczyła Armia Czerwona. Komandir Konstantin Rodionow ps. "Smirnow" został po wojnie funkcjonariuszem partyjnej nomenklatury na Litwie, a inni weterani komunistycznej guerrilli trafili do milicji, wojska. Tak było z Icchakiem Aradem, eksprezesem izraelskiego Holocaust Memorial Authority w Yad Vashem. Najpierw uczestniczył w rajdzie na wieś Girdenai w 1944 roku. Akcja miała charakter odwetowy za brak aprowizacji jego oddziału przez litewskich chłopów, a po wojnie wybrał służbę w NKWD. Traktował to jako powód do własnej chwały i dalsze prowadzenie walki z "faszystowskimi wrogami", którzy ulegli "burżuazyjnemu wirusowi nacjonalizmu" byli więc "nazistami i kolaborantami".

Czarno-biała wersja wydarzeń i wydatnie wyolbrzymiony heroizm działalności partyzantów żydowskich na Kresach Wschodnich należy do mitów zakorzenionych głęboko w wojennej spuściźnie Żydów. Po 64 latach od zbrodni w Koniuchach, podejrzani o to nadal triumfują w blasku glorii jako bohaterscy konspiratorzy. Nawet nie wypierają się swoich postępków, przypominając je we własnych wspomnieniach. Tymczasem ofiary zostają nieśmiale przypominane po pięćdziesięciu latach prześladowań. Śledztwo IPN nie przyniosło żadnych efektów - triumfy swięci hollywoodzka wersja historii, a w Polsce nie słychać nic o wyprodukowaniu filmu o losach Polaków na Kresach Północno-Wschodnich (Naliboki i Koniuchy) podczas II wojny światowej.

Hubert Kuberski


dodano: 2009-01-04


Kalendarium

31 sierpnia 12: Caius Iulius Caesar Kaligula, cesarz rzymski w latach 37–41n.e.

Bieżący numer

04 wrzesień 2018
nr 9 (704)

Prenumerata  | Reklama  | Kontakt

Zamknij X

Błąd wczytywania.

Zamknij X