PIASTOWIE, CHRZEST POLSKI I POCZTKI PASTWA POLSKIEGO
Krzyacy Henryka Sienkiewicza  prawda i fikcja
dzieje.pl Imperium Romanum Muzeum Historii Pols Muzeum II Wojny Światowej Muzeum Pałac w Wilanowie NARODOWE ARCHIWUM CYFROWE PTH Zamek Królewski w Warszawie 
Polub nas na Facebook'u
ekiosk.pl

Mówią Wieki 9/2018

tylko
8.50 zł

DOSTʘPNE NA:
Win, iPad, Android

pobierz obrazy

Był sobie dzieciak

Leszek Wosiewicz

Przeżył, bo założył sukienkę

Przez pierwsze dni Powstania Warszawskiego Niemcy mordowali głównie mężczyzn (poza Wolą, gdzie ginęli wszyscy), później młodych i rannych czyli walczących. Początkowo wydawało się nierealnym, że Leszek Wosiewicz na ocaleniu poprzez fortel z przebraniem chciał skonstruować swoją fabułę - która przez to wydawała się nierealna. Ale po przeczytaniu „Ferajny z herbowej ulicy” Jerzego Kasprzaka można zrozumieć, że był to wówczas dylemat egzystencjalny, co gorsza mogący się udać, jedynie gdy błyskawicznie się nań decydowało. „Był sobie dzieciak” to historia pokazywana z perspektywy ludności cywilnej, ukrywającej się w piwnicach - nie zawsze pragnącej być bohaterską. I tu mogłyby się pojawić skojarzenia z „Pamiętnikiem z powstania warszawskiego” Mirona Białoszewskiego.


Opis:

Głównym bohaterem u Wosiewicza został młody poeta Marek, który podczas przedzierania się przez ruiny powstańczej Warszawy spotyka fascynującą kobietę - Irenę (oskarżoną o bycie Volksdeutscherką). Bohater, a w zasadzie antybohater zagrany przez Rafała Fudaleja to całkowite zaprzeczenie mitu innego wieszcza, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Początek filmu nie zapowiada tragicznej fabuły, gdyż Marek przenosi się w świat ułudy dziecięcej po uruchomieniu fotoplastykonu. Jak się okazuje to już osiemnastoletni młodzieniec z dobrego, inteligenckiego domu, reprezentujący rodzinę o patriotycznych tradycjach. Jednak narrator zastrzega tajemniczo zza kadru: „Jest Polakiem wychowanym na patriotę, ale z jakichś powodów został w domu przy matce”. Te komentarze z z offu pozwalają na zrozumienie przebiegu fabuły, choć też wprowadzają nieco zamieszania.

Bohater Wosiewicza tworzy liryki, jak wielu natchnionych młodzieńców z tego pokolenia, zafascynowanych romantyczną literaturą. Dziwi tedy, niewyjaśniona przyczyna nie dołączenia do kolegów z gimnazjalnej klasy, którzy walczyli i ginęli na polu chwały. Czy Marek zawdzięcza to nadopiekuńczości matki, której udało się zatrzymać syna w domu, choć ta wie, ze to dłużej jest niemożliwe. Dwunastego dnia powstania matka postanawia ewakuować się z miasta na niemieckie wezwania. Szybko okazuje się, że Mareczek z plecakiem przypomina powstańca, choć do tej pory nie uczestniczył w walkach. Za sprawą matki przebiera się za dziewczynę, co zdejmuje z niego „bandyckie piętno”. Wkrótce po rozpoczęciu marszu przez niemieckie zaplecze matka podpowiada mu jednak: „musisz uciekać!”. To moment metamorfozy, za chwilę z postaci zinfantylizowanego chłopca dokona się przemiana w młodzieńca, poruszającego się labiryntem piwnic i ruin. Marek przestaje być obserwatorem, pragnąc stać się powstańcem w czasie krwawych i morderczych walk.

Niewątpliwie protoplastą postaci Marka mógł być młody Miron Białoszewski, który Powstanie przeżył w piwnicach, często przebywając tam z kobietami. Był zresztą tak jak bohater Wosiewicza delikatny i nadwrażliwy. W filmie doszło do swoistej konfrontacji Marka z mitem jego kolegów, którzy poszli do powstania i walczyli. Wydawać mogłoby się, że tak skonstruowana postać, w dodatku zderzona z wyobrażeniami o generacji „Kolumbów” staje się automatycznie samograjem. Ale przeszkodził temu brak wyjaśnień narratora - dlaczego bohater filmu nie poszedł walczyć? Podobnie jak przeznaczeniem Marka okazała się Irena, wyrastająca na Charona pośród warszawskich rumowisk. Chłopiec, pragnący walczyć, wyczuwa w niej siłę i motywację.

Bohater Wosiewicza podąża więc za tą kobietą wiedzącą, czego chce. Najpierw podświadomie ratuje ją przed lynczem, a gdy Irenę uznaje za przewodniczkę, ignoruje sygnały o jej pochodzeniu i zadaniach (to akurat też nie zostało wyjaśnione w filmie, ale była zapewne V-Mannem/ V-Mannką czyli niemiecką informatorką). Oboje zostają upokorzeni i zgwałceni, nadal pragnąc walczyć o swoją godność oraz wyznaczone cele. Niejednoznaczna, skonfliktowana wewnętrznie kobieta to druga główna postać filmu. Nie wiemy czy faktycznie donosi Niemcom (ale inaczej nie można wytłumaczyć jej obecności w gruzowiskach). Jej wybór jest skazany na klęskę, gdyż przez Polaków została uznana za Niemkę, a przerysowani podwładni Dirlewangera traktują ją jak Polkę. Ta kobieta pragnie też odzyskać dziecko, ale te wybrało stronę polską, a nie własną matkę –Volksdeutscherkę.

Reżyser wybrał chyba nieświadomie swym filmem dyskusję z mitem „Kolumbów” – czy aby dobrze poświęcili swój „życia los”, gdy przeżył element nędzniejszy (czytaj: ze złamanym kręgosłupem), chowający się po piwnicach. Oczywiście bohater Wosiewicza, pragnie iść do Powstania, ale sytuacja (historia) odebrała mu możliwość wyboru i skazała na błąkanie. Migotliwe obrazy przechodziły błyskawicznie jedne w drugie jak w fotoplastykonie (pojawiającym się na początku filmu). Ponadto reżyser wykorzystał w filmie ujęcia archiwalne, które połączył się z inscenizowanymi – dzięki czemu mógł nadać kadrom szerszy kontekst, nie ograniczony li tylko do kilku aktorów i zawężonego kadru. Jak zwykle u Wosiewicza imponuje precyzja z jaką zmontował obraz i dźwięk.

Ale czegoś zabrakło w tej fabule. Mimo tragizmu warszawiaków, los głównego bohatera nie pochłania widza, nie emocjonuje. Wraz z wchodzeniem w film obojętnieje się wobec przeżyć bohatera, z którym z racji wyborów reżyserskich nie można się identyfikować – czyżby chodziło o niekonsekwencje w zarysowaniu tej postaci, czy może raczej o stereotypowość w ukazywaniu drugiego planu: wiejska służąca jest osobą prostą i wyszczekaną, stary weteran z piwnicy popisuje się ozdobną karabelą, a Niemcy oczywiście to  brutale. Choć należy pamiętać, że wówczas podwładni Dirlewangera nie zajmowali się ściganiem powstańców na własnym zapleczu, tylko usiłowali zdobyć Stare Miasto od wschodniej strony. Zaś za gwałt na Niemce długo nie pożyliby, oczywiście gdyby tylko ofiara zdążyła się poskarżyć oficerom SD.

Podsumowując, Wosiewicz wyreżyserował ambitne kino pozostawiające niedosyt. Ten film oglądałoby się inaczej po zobaczeniu kilku epickich fabuł zrealizowanych z rozmachem. Ale Powstanie nie ma szczęście do takiego ukazania, a najbliższy wysokobudżetowy epos młodego reżysera też nie napawa optymizmem po obejrzeniu pierwszych fotosów i trailerów.

Hubert Kuberski


dodano: 2013-08-01


Kalendarium

31 sierpnia 12: Caius Iulius Caesar Kaligula, cesarz rzymski w latach 37–41n.e.

Bieżący numer

04 wrzesień 2018
nr 9 (704)

Prenumerata  | Reklama  | Kontakt

Zamknij X

Błąd wczytywania.

Zamknij X