PIASTOWIE, CHRZEST POLSKI I POCZTKI PASTWA POLSKIEGO
Krzyacy Henryka Sienkiewicza  prawda i fikcja
dzieje.pl Imperium Romanum Muzeum Historii Pols Muzeum II Wojny Światowej Muzeum Pałac w Wilanowie NARODOWE ARCHIWUM CYFROWE PTH Zamek Królewski w Warszawie 
Polub nas na Facebook'u
ekiosk.pl

Mówią Wieki 9/2018

tylko
8.50 zł

DOSTʘPNE NA:
Win, iPad, Android

pobierz obrazy

Stalingrad

Fiodor Bondarczuk

Pięciu ojców zwycięstwa

Rosyjska superprodukcja „Stalingrad“ miała zdumiewać rozmachem i drobiazgowością odtwarzanych detali. Reżyser Fiodor Bondarczuk odświeżył jeden z mitów II wojny światowej – jak Armia Czerwona złamała kręgosłup niemieckiej Ostheer (choć wiadomo, że nastąpiło to pod Kurskiem). Niejako przy okazji syn przejął pałeczkę od ojca – tak właśnie Fiodor dopowiedział po prawie czterech dekadach narrację rozpoczętą przez swego ojca Siergieja. Ojciec odważył się wówczas opowiedzieć o chwilach załamywania się obrony czerwonoarmistów w „Oni walczyli za Ojczyznę”. Tylko drakońskie kary, wynikające z rozkazu 227 i sztrafbaty ocaliły dyktaturę Stalina. Porównując już choćby dwa filmy Bondarczuków można stwierdzić, że rosyjskie kino w zasadzie z trudem przyswaja nauki, płynące z arcydzieł Elema Klimowa, czy Pawła Łungina.


Opis:

Przed laty ojciec Bondarczuk pokazywał jak sołdatom (obowiązkowo rosyjskim mużykom) udawało się zatrzymywać nieudolne ataki niemieckiej Panzerwaffe za pomocą kilku 14,5 mm rusznic przeciwpancernych PTRS – choć to bardzo kontrowersyjna teza – niby jak Niemcy dotarliby nad Wołgę. Ale gdy już zjawili się w mieście Stalina – ten fragment scenariusza bitewnego opowiedział po swojemu i z rozmachem jego syn. Obu Bondarczuków połączyło ukazanie w zasadzie homogenicznej, rosyjskiej Armii Czerwonej, z tym że syn pokazał jednego mieszkańca republiki środkowoazjatyckiej, walczącego w szynelu. Fiodor musiał zadziwić publiczność, pamiętającą o wysokiej poprzeczce postawionej przez rodzimego propagandzistę Jurija Ozierowa, niemieckiego konfabulatora filmowego Josepha Vilsmaiera, a szczególnie francuskiego mistrza X Muzy, Jeana-Jacquesa Annauda. Toteż do Stalingradu czerwonoarmiści najpierw idą po wodzie, jak Chrystus (po zanurzonym moście), a chwilę później zamieniają się w ogniste demony rodem z Tartaru – gdy część z nich w wyniku eksplozji niemieckiej zbiorników z benzyną staje się infernalnymi kadukami. A nawet udaje im się pokonać przestraszonych Niemców, jak zdarzało się na froncie wschodnim – choć to Hansy i Helmuthy walczyły do końca, jak bohaterowie Bondarczuka.

Opowieść o kapitanie Gromowie i czterech jego kluczowych podwładnych to typowa narracja jak niewielu oparło się mrowiu Niemców w słynnym Domie Pawłowa. Nic z tego, że bywało odwrotnie. To Niemcy wykrwawiali rosyjskie generacje mężczyzn w takt niezmordowanego wystrzeliwania pocisków przez kaemy MG-34 i MG-42. O dziwo rosyjski film pokazuje, że jego bohaterowi zwyciężali Niemców właśnie za sprawą zdobycznego Maschinengewehr, a nie swojskiego cekaemu Maxim wz. 10 na podstawie konstrukcji Sokołowa z charakterystyczną tarczą ochronną.

Wyraźnie propagandowy charakter filmu zatracił się w rozmachu scen zbiorowych, które rzeczywiście zdumiewają werwą, jak i wiernością oddawanych detali (ubiory, mundury czy scenografia). Ale niejako przy okazji reżyser przypomniał niedolę mieszkańców oblężonego miasta, którzy nie wszyscy zostali ewakuowani – barki wystarczyły dla członków komitetu obwodowego i miejskiego WKP(b) wraz z rodzinami i fikusami. A Stalingradczycy musieli gnieździć się w piwnicach swych zrujnowanych domów. To niezaprzeczalne novum i zaleta filmu Bondarczuka.

Aktorski pojedynek dwóch kapitanów oczywiście wygrywa protagonista kapitan Gromow zagrany przez Piotra Fiodorowa, który bije na głowę Hauptmanna Petera Kahna (Thomas Kretschmann ponownie w Stalingradzie). Nie dość że to Rosjanin okazuje się humanistą zasłuchanym z frontowymi towarzyszami w arię kochanka Toski, Mario Cavaradossi z opery Giacoma Pucciniego. I powstrzymuje swe żądze cielesne, nie brukając Katii w przeciwieństwie do niemieckiego wroga, który zdominuje seksualnie nie potępioną, choć ukaraną Maszę. Ogólnie filmowi Niemcy musieli być źli, choć wyróżniał się spośród nich wspomniany wrażliwy kapitan Wehrmachtu. Jego romans z blondwłosą Rosjanką jest jakby wieszczeniem porozumienia niemiecko-rosyjskiego do czego przecież dochodzi dzisiaj, jak we współczesnym nieoczekiwanym epizodzie-finale „Stalingradu”. Dzięki oszałamiającymi ujęciami zbiorowym oraz zbliżeniom detali twarzy autorstwa Maksima Osadczyj-Korytkowskiego powstał produkt eksportowy kina rosyjskiego, mogący konkurować z hollywoodzkimi blockbusterami. Tylko po co? I czy utrzyma się w kanonie filmowym, jak białoruska produkcja Klimowa?

Ponad dwie godziny eksplozji, hurgotów i walk przypominających formułę komputerowego „Call of Duty”, okraszonych kompozycjami samego Angelo Badalementiego, nie oddają do końca tragedii rosyjskiego narodu uciemiężonego przez dyktaturę własnej partii komunistycznej i dodatkowo mordowanego przez Niemców w duchu rasistowskiej ideologii narodowego socjalizmu. I chyba dlatego nie znalazło się miejsce w kadrze dla granatowych otoków NKWD (choć sam potrafił się wcielić u Aleksieja Andrianowa w rolę starszego majora GB w niedawno zrealizowanym filmie „Szpion”), ani dla współpracujących z Niemcami rosyjskich Hiwisów.

Hubert Kuberski


dodano: 2013-12-20


Kalendarium

31 sierpnia 12: Caius Iulius Caesar Kaligula, cesarz rzymski w latach 37–41n.e.

Bieżący numer

04 wrzesień 2018
nr 9 (704)

Prenumerata  | Reklama  | Kontakt

Zamknij X

Błąd wczytywania.

Zamknij X