PIASTOWIE, CHRZEST POLSKI I POCZTKI PASTWA POLSKIEGO
Krzyacy Henryka Sienkiewicza  prawda i fikcja
dzieje.pl Imperium Romanum Muzeum Historii Pols Muzeum II Wojny Światowej Muzeum Pałac w Wilanowie NARODOWE ARCHIWUM CYFROWE PTH Zamek Królewski w Warszawie 
Polub nas na Facebook'u
ekiosk.pl

Mówią Wieki 2/2018

tylko
8.50 zł

DOSTʘPNE NA:
Win, iPad, Android

pobierz obrazy

JAN SOBIESKI I MARYSIEŃKA. ROMANS WSZECH CZASÓW

Iwona Kienzler


Małżeństwa z miłości w rodzinach królewskich nie był częste. Najważniejsze były obowiązki dynastyczne, na miłość czy namiętność raczej nie było miejsca. Chlubnym wyjątkiem jest król Jan III Sobieski i królowa Marysieńka − Maria Kazimiera d’Arquien.

 

23_09_2013_14_02_24.jpgMaria Kazimiera urodziła się 28 czerwca 1641 roku w Nevers, w starej, ale mocno zubożałej rodzinie d’Arquien. Jej ojciec Henryk Albert de la Grange był wojskowym, natomiast matka Franciszka de la Châtre ochmistrzynią na dworze księżniczki Ludwiki Marii Gonzagi, która trzymała do chrztu Marię Kazimierę. Później żyły się na tyle, że kiedy Ludwika Maria jechała do Rzeczypospolitej, aby poślubić Władysława IV, zabrała ze sobą pannę d’Arquien. W Warszawie stała się pupilką dworzan. Wszyscy nazywali ją Marysieńką – to zdrobnienie przylgnęło do niej na zawsze, jedynie Ludwika Maria mawiała o niej ta mała d’Arquien. Królowa w przyszłości chciała ją wydać za mąż za polskiego szlachcica. Na razie jednak odesłała ją do Nevers na naukę u sióstr urszulanek. Po kilku latach ponownie ściągnęła chrześniaczkę do Polski.

Na dworze Jana Kazimierza (Gonzaga wyszła za niego w 1649 roku, po śmierci Władysława IV) szybko dostrzeżono rozkwitającą urodę Marysieńki. Mawiano, iż jej oczy są tak żywe i tak błyszczące, że żadnemu malarzowi […] nie udało się uchwycić w pełni jej spojrzenia. Dość kiedy na kogo spojrzy przychylnie, to już trudno oprzeć się jej wejrzeniu – podkreślano. Nadszedł rok 1655. W Warszawie zwołano sejm, na który zjechali magnaci i szlachta z całego kraju. Wśród nich był niespełna dwudziestoletni starosta jaworowski Jan Sobieski, który poznawszy czternastoletnią wówczas pannę d’Arquien, zadurzył się w niej po uszy. Nikt wówczas nie przypuszczał, że zostanie jednym z największych polskich królów.



fot. Królowa Maria Kazimiera Sobieska, malarz nieznany, ok. 1665 roku, Muzeum Pałac w Wilanowie, fot. Z. Reszka

 


Sobieski, wykształcony i obyty w świecie, nie był nowicjuszem w miłosnych manewrach. Jednak gdy ujrzał Marię Kazimierę, pokochał ją od pierwszego wejrzenia i przyrzekł żyć tylko dla niej. Nie złamał tego przyrzeczenia, mimo że obiekt westchnień długo był dla niego nieosiągalny. Wkrótce bowiem pojawił sie pojawił się nowy wielbiciel i konkurent do ręki pięknej Marysieńki – Jan „Sobiepan” Zamoyski, wnuk kanclerza Jana Zamoyskiego. Bez trudu zyskał przychylność królowej − był właścicielem wielkiej fortuny, ponadto wsławił się obroną Zamościa przed wojskami Karola Gustawa. Ludwika Maria zauważyła zauroczenie Zamoyskiego swą podopieczną i pisała w jednym z listów, że imć Jan zdaje się być zakochanym w małej d’Arquien. Jednak o tym, że to Zamoyski został mężem pięknej dwórki, przesądziło zupełnie co innego. Otóż Jan Kazimierz nawiązał romans z należącą do fraucymeru królowej panną Schonfeld. Królowa, przyzwyczajona do mężowskich skoków w bok, tolerowała to przez pewien czas, jednak ostatecznie zagroziła królowi, że usunie dziewczynę z dworu. Ten postanowił wydać dwórkę za mąż, licząc, że przyszły mąż jako lojalny poddany od czasu do czasu użyczy mu wdzięków żony. Wybór padł na Jana Zamoyskiego, jednak Ludwika Maria podsunęła ordynatowi d’Arquien. Z satysfakcją donosiła w liście do przyjaciółki: Książę Zamoyski jest tak bardzo zakochany, że ofiarowuje swej wybrance milion talarów w podatku, dwanaście tysięcy rocznie na drobne wydatki, a nadto cztery tysiące rocznie z dochodów ze starostwa; jeśli się będzie dobrze prowadziła, gdy zostanie jego żoną i będzie go kochała, przyrzeka jej wiele innych jeszcze korzyści.

 

PANI NA ZAMOŚCIU

Maria Kazimiera i Jan Zamoyski wzięli ślub 6 marca 1658 roku w Warszawie. Panna młoda miała wówczas siedemnaście lat, pan młody był o piętnaście lat starszy i nie grzeszył urodą − Krzysztof Opaliński pogardliwie nazywał go karłem. Lecz wszystkie mankamenty z nawiązką rekompensował jego majątek.

Małżeństwo Marii Kazimiery z najbogatszym człowiekiem w Polsce nie było  sielanką. „Sobiepan” Zamoyski okazał się hulaką i pijanicą, trwoniącym lekką ręką rodowy majątek. W Zamościu urządził harem złożony z jego poddanek, prostych wiejskich dziewek i zawodowych ladacznic, choć trzeba przyznać, że po ślubie rozpuścił całe towarzystwo. Co gorsza, cierpiał na chorobę weneryczną  i najprawdopodobniej dlatego małżeństwo z Marysieńką zostało skonsumowane dopiero miesiąc po ślubie. Mimo wszystko Maria Kazimiera kochała pierwszego męża – w listach nazywała go „kochanym Tiaptutą”.

Wkrótce Marysieńka zaszła w ciążę i urodziła dziewczynkę, ale ta zmarła po miesiącu. Druga ciąża zakończyła się poronieniem. Trzecia córka zmarła w wieku dwóch lat, a czwarta zaraz po urodzeniu. Nie mogąc realizować się w macierzyństwie, starała się uratować małżeństwo, jednak „Sobiepan” pił coraz więcej i dostawał ataków pijackiego szału. Popadł też w długi. Maria Kazimiera musiała zaciągać pożyczki, aby opłacić służbę.

 

JAK DOBRZE MIEĆ SĄSIADA

Gdy niesforny Zamoyski na długie miesiące opuszczał Marysieńkę, ta umierała z nudów w ponurej rezydencji. Wówczas pojawił się jej dawno zapomniany adorator Jan Sobieski, już chorąży koronny, którego dobra Pielaszkowice leżały niedaleko Zamościa. Ich korespondencja początkowo miała niewinny charakter: oto sąsiedzi plotkowali o wspólnych znajomych, dyskutowali o wydarzeniach politycznych i całkiem przyziemnych sprawach. Lecz gdy chorąży koronny odwiedził powierniczkę w Zamościu w 1660 roku, wybuchła między nimi ostra sprzeczka – najwyraźniej pozwolił sobie na zbyt wiele i otrzymał stanowczą odprawę. Potem oboje nie pisali do siebie przez rok. Marysieńka z goryczą informowała przyjaciółkę: Jestem pewna, że nikt na świecie nie ośmieliłby potraktować kobiety tak jak on.

Zakochanego Sobieskiego gryzło sumienie i długo myślał, jak odzyskać sympatię wybranki. Wysłał jej dość osobliwy prezent: karła Muszkę, który okazał się dobrym ambasadorem swego pana, bowiem korespondencja została wznowiona. Listy miały coraz bardziej intymny charakter, a pani Zamoyska prosiła Sobieskiego, aby palił je bezzwłocznie po przeczytaniu. Ponownie spotkali się w maju 1661 roku w Warszawie. Sobieski zachował się jak na dżentelmena przystało, dając Marysieńce do zrozumienia, że darzy ją uczuciem. Tym razem ta patrzyła na niego przychylnie.

Ton ich korespondencji zmienił się; obojga, zwłaszcza listów pisanych przez Sobieskiego, na co niemały wpływ miały romanse23_09_2013_14_02_17.jpg francuskie, które regularnie przesyłała mu ukochana. To najprawdopodobniej pod ich wpływem chciał być dla niej rycerzem, naśladując ideały średniowiecznej miłości. Zakochani używali swoistego szyfru. I tak Marysieńka nazywała Sobieskiego „Prochem”, „Sylwandrem” albo „Jesienią”, a ją „Różą”, „Esencją” lub „Jutrzenką”; oboje określali łączące ich uczucie „pomarańczami”. Biografowie Marysieńki spierają się, czy w tym okresie była szczerą przyjaciółką Sobieskiego, czy z premedytacją próbowała rozpalić w nim miłość. Jesienią 1661 roku Sobieski i Zamoyska spotkali się w Warszawie w kościele Karmelitów. Jan przysiągł ukochanej wierność i para wymieniła się pierścionkami.

Tymczasem stosunki państwa Zamoyskich stale się pogarszały. Ostatecznie Marysieńka wyjechała do Francji, gdzie w uzdrowisku Pau leczyła nadwerężone zdrowie. Życie w ojczyźnie odpowiadało jej bardziej niż to w Polsce, dlatego  próbowała namówić do wyjazdu z kraju zarówno Sobieskiego, jak i niekochanego męża. Dla niektórych był to jawny dowód jej przewrotności i niestałości uczuć. Obaj zainteresowani zresztą nie chcieli się przeprowadzić nad Loarę.

Po półtora roku Maria Kazimiera wróciła do Zamościa. Jej stosunki z mężem na krótko poprawiły się, czego efektem była kolejna ciąża. Urodziła córkę, która zmarła po kilku miesiącach. To ostatecznie zniechęciła ją do ratowania związku z Zamoyskim. Tymczasem 7 kwietnia 1665 roku „Sobiepan” nagle zmarł.

 


fot.Jan „Sobiepan” Zamoyski


PANI SOBIESKA

Romans młodej wdowy i Sobieskiego zyskał teraz poparcie królowej Ludwiki Marii, która chciała pozyskać popularnego wśród szlachty i wojska wodza, jakim stał się Sobieski. Pod wpływem żony Jan Kazimierz ofiarował mu godność marszałka wielkiego koronnego po skazanym na banicję Jerzym Lubomirskim, ale Sobieski nie kwapił się do przyjęcia urzędu. Wobec tego królowa postanowiła jak najszybciej doprowadzić do ślubu. Całą aferę opisał agent elektora brandenburskiego: Pani Zamoyska miała w pałacu królewskim schadzkę arcymiłą z panem Sobieskim w nocy o godzinie jedenastej. Królowa zaskoczywszy ich na uczynku, oświadczyła panu Sobieskiemu, że jeśli nie chce niezwłocznie poślubić pani Zamoyskiej, musi zginąć. Trzeba było zdecydować się na ślub w pałacu. Przyszedł potem ksiądz i dał im o północy ślub w pałacu. Zainteresowany wspominał po latach, że łóżko w komnacie schadzek było wąskie, ciasne, a Marysieńka jakoś mnie na swoją ciągnęła pościel.

Trzy miesiące później, 5 lipca 1665 roku, nuncjusz papieski Pignatelli oficjalnie udzielił im ślubu. Huczne wesele trwało pięć dni. Książę Bogusław Radziwiłł tak skomentował ten mariaż: Aleć się to dobrze nagrodzi p. Zamoyskiej, która trafi na tak humorowatego męża, jakiego w Polszcze nie masz.

W 1667 roku Marysieńka wyjechała do Francji, by leczyć się z „francuskiej choroby”, którą zaraził ją pierwszy mąż. Kuracja odniosła skutek, a pani Sobieska urodziła Janowi pierwszego syna, któremu na cześć króla Francji Ludwika XIV nadano imiona Ludwik Henryk Jakub. Sobieskiemu się to nie spodobało i na jego życzenie zmieniono kolejność imion na Jakub Ludwik.

W 1668 roku Jan Kazimierz abdykował. Rozpoczął się wyścig o koronę królewską, w który aktywnie zaangażowała się pani Sobieska. Zafascynowana dworem Ludwika XIV na jego prośbę poparła na elekcji kandydata Francji księcia Kondeusza. Namówiła do tego także małżonka. Jednak polska szlachta Szlachta wybrała „Piasta” – Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Warto dodać, że jego matką była siostra „Sobiepana” Zamoyskiego Gryzelda Wiśniowiecka, szczerze nienawidząca byłej bratowej. Na szczęście dla Sobieskich, a na nieszczęście dla Polski Wiśniowiecki szybko stracił poparcie szlachty. Sobieski, wówczas już marszałek i hetman wielki koronny, otwarcie okazywał wrogość królowi – parę razy nazwał go nawet małpą.


Maria Kazimiera kolejny raz udała się do Francji. W czasie rozłąki małżonkowie prowadzili ożywioną korespondencję. Pochodzące z tego czasu  listy (Maria napisała ich 68), są pełne wyrazów miłości, tęsknoty i oddania. Ocierały się o erotykę. W jednym z nich Jan użalał się na rozstanie z żoną: Nie racz mi za złe mieć: mnie nie kapucynem ani kamedułem natura stworzyć chciała. Wszyscy na świecie ludzie, którzy mię znali, wierzyć temu nie mogli, abym się jedną żoną obejść mógł, a ja i z tą jedną cały rok już nie mieszkam, co nie tylko że się przyrodzeniu przykrzy, gdy mu się taki gwałt czyni, jako nie może być większy, ale i zdrowiu tak szkodzi, że już nie może bardziej. Ustawiczna gorączka dzień i noc, krosty po ciele, dymy do głowy takie, że się ledwie nie rozpada, a najbardziej począwszy od wiosny. W kolejnej epistole pisał frywolnie: A teraz całuję począwszy od busieńki, wszystkie śliczności, a najbardziej tyteńki, muszeczkę, pajączka i śliczne nóżeczki.

Marysieńka wróciła do Polski w przeddzień tureckiej inwazji., nad krajem wisiało widmo inwazji tureckiej. Wsparła zaciąg wojska, dając mężowi 30 tys. złotych. Pomogło mu to pobić Turków pod Chocimiem 11 listopada 1673 roku. W przeddzień bitwy zmarł król Michał Korybut Wiśniowiecki, a chocimska wiktoria utorowała Sobieskiemu drogę do korony.

Historycy spierają się o rolę Marii Kazimiery podczas elekcji. Wiadomo, że odbyła poufną rozmowę z biskupem Marsylii Forbinem Jansonem, przekonując go, by w imieniu Francji poparł jej męża. Tymczasem zainteresowany nie kwapił się do zgłaszania swej kandydatury. Jak to się stało, że zasiadł na tronie Rzeczypospolitej? Niektórzy podejrzewają, że Sobieski chciał wykorzystać wizerunek spokojnego i stroniącego od wszelkich zaszczytów magnata, podczas gdy małżonka, za jego cichym przyzwoleniem, wykonywała całą robotę polityczną: prowadziła rozmowy i kaptowała stronników. Tak czy inaczej 21 maja 1674 roku na polach Woli pod Warszawą rozległ się donośny okrzyk: Vivat Joannes Rex! (Niech żyje król Jan).

 23_09_2013_14_02_35.jpg

fot. Maria Kazimiera z dziećmi, mal. Jerzy Eleuter Szymonowicz-Siemiginowski, ok. 1683 roku, Muzeum Pałac w Wilanowie, fot. Z. Reszka 


NA TRONIE RZECZYPOSPOLITEJ

Ze względu na kampanie wojenne uroczysta koronacja pary królewskiej odbyła się dopiero 2 lutego 1676 roku w katedrze wawelskiej. Część szlachty sprzeciwiała się koronacji Marii Kazimiery. Podawano w wątpliwość jej szlacheckie pochodzenie, podkreślano brak znaczących przodków. Sobieski nie uległ tym opiniom.

O względy nowo obranego monarchy ubiegały się dwory Francji i Austrii. Maria Kazimiera początkowo popierała interesy swej ojczyzny, ale kiedy okazało się, że Ludwik XIV nie kwapi się do nadania jej sędziwemu ojcu tytułu diuka, swą sympatię skierowała w stronę Habsburgów. 1 kwietnia 1683 roku Rzeczpospolita zawarła układ z cesarstwem Austrii skierowany przeciwko Turcji, tradycyjnemu sojusznikowi Francji. W ten sposób zerwano stosunki z Wersalem.

Miesiąc po koronacji ceremonii Marysieńka ku niekłamanej radości małżonka powiła zdrową córkę Teresę Kunegundę. W 1677 roku urodził się drugi syn Aleksander, a w 1680 roku Konstanty. Jednak matczyne szczęście królowej nie było pełne. Historycy doliczyli się, że 17 razy była z Sobieskim w ciąży. Część dzieci straciła w wyniku poronień, inne przyszły na świat martwe albo umarły tuż po urodzeniu. Nic dziwnego, że Marysieńka była wręcz nadopiekuńczą matką, zwłaszcza w stosunku do synów, co gniewało Sobieskiego. Gwoli sprawiedliwości należy dodać, że rozpieszczała też męża, a troska o jego zdrowie spędzała jej sen z powiek. Świadczą o tym korespondencja z czasów kampanii wiedeńskiej, w której przypomina Jachniczkowi o konieczności ciepłego ubierania się i dbania o zdrowie. W drodze pod Wiedeń odprowadziła go oraz najstarszego syna Jakuba aż do Tarnowskich Gór. Potem zjechała do Krakowa, by tam czekać z niecierpliwością na wieści.

Te rychło nadeszły. Po zwycięskiej bitwie król w zdobycznym namiocie wezyra napisał dwa listy – do papieża Innocentego XI oraz do ukochanej małżonki, który rozpoczął słowami: Bóg i Pan nasz na wieki błogosławiony dał zwycięstwo i sławę narodowi naszemu, o jakiej wieki przeszłe nigdy nie słyszały. W ślad za listem Sobieski wysłał 400 wozów z bronią, siodłami, namiotami, arrasami, tkaninami, ubiorami oraz wieloma innymi cennymi przedmiotami, które wojsko polskie zdobyło w obozie tureckim.

 

OSTATNIE DNI SZCZĘŚCIA

Od 1690 roku stan zdrowia Sobieskiego systematycznie się pogarszał. Schorowany i zniechęcony do polityki monarcha zaszył się w ukochanym Wilanowie. Marysieńce, która przez pewien czas sprawowała rządy w imieniu małżonka, nie udało się zrealizować swych ambicji politycznych. Wcześniej też próbowała wpływać na króla, ale – wbrew obiegowej opinii – raczej bezskutecznie. Sobieski przytakiwał swojej żonie po to, by dała mu spokój, ale robił swoje – podsumował prof. Kazimierz Przyboś. Królowa była bardzo krytykowana za ponowne zbliżenie z Francją i traktat sojuszniczy z Ludwikiem XIV, zawarty 15 lipca 1692 roku. Jednak jej główną troską była opieka nad coraz słabszym Janem. Kiedy 17 czerwca 1696 roku król zmarł, świat Marii Kazimiery zadrżał w posadach. W jednym z listów pisała zrezygnowana: Los uczynił mnie nieszczęśliwą, zabierając mi go. Nie ma już bez niego żadnej dla mnie przyjemności w życiu. Wszak szczęście moje polegało bardziej na radowaniu się jego osobą aniżeli jego koroną.

23_09_2013_14_02_42.jpg

fot Toaletka Marii Kazimiery, Muzeum Pałac w Wilanowie, fot. Z. Reszka 


KRÓLOWA-WDOWA

Po śmierci Sobieskiego Marysieńka nie pogrążyła się w żałobie. Niektórzy biografowie twierdzą, że jeszcze pod koniec jego życia nie była mu wierna. Ponoć miała romans z młodziutkim Benedyktem Sapiehą, a potem z księciem kurlandzkim Ferdynandem Kettlerem. Choć w chwili zgonu króla miała 55 lat, co w owych czasach uważano za wiek raczej podeszły, nadal zachwycała urodą i wdziękiem. Rozważała nawet ponowne zamążpójście − kandydatem do jej ręki był starosta Jabłonowski, ale z tych planów nic nie wyszło.

Pełna energii, zaangażowała się w akcję na rzecz osadzenia na tronie swego syna Jakuba, z którym wkrótce poróżniła się o majątek po zmarłym mężu. W efekcie szansę na koronę dla Sobieskiego zaprzepaszczono, a na tronie Rzeczypospolitej zasiadł elektor saski August II. Ponieważ stosunki z nim układały się źle, Marysieńka opuściła Rzeczpospolitą. Najpierw osiadła w Rzymie, w rezydencji papieża Innocentego XII, który mimo podeszłego wieku był bardzo czuły na jej wdzięki i często korzystał z jej rad. Gdy umarł, Marysieńka wspierała papieską kandydaturę kardynała Giovanniego Francesco Albaniego, który ponoć gościł w jej łożu, a nawet chciał dla niej opuścić stan duchowny. Ostatecznie Albani został nowym papieżem Klemensem XI, a pontyfikat rozpoczął osobliwie: odwiedził Marię Kazimierę w jej rezydencji, przynosząc półmisek poziomek z watykańskiego ogrodu. Potem para widywała się regularnie, co było tematem licznych plotek.

Maria Kazimiera nadal interesowała się sprawami Rzeczypospolitej. Kiedy Brandenburgia zajęła Elbląg, bez wahania zaoferowała 300 tys. złotych pożyczki na jego wykupienie. Gdy August II uwięził Aleksandra i Konstantego Sobieskich w twierdzy Königstein w Saksonii, poruszyła niebo i ziemię, by uwolnić synów: interweniowała u Ludwika XIV, pisała listy do króla Polski oraz prosiła o pomoc papieża – na próżno. Jej stosunki z Klemensem XI ochłodziły się i w 1713 roku wyjechała z Wiecznego Miasta do Francji. Wcześniej zdeponowała w ojczyźnie sporą sumkę na procent, co zapewniło jej dostatnie życie. Osiadła w majestatycznym zamku Blois, który oddał jej Ludwik XIV. Zmarła 30 stycznia 1716 roku. 2 kwietnia jej szczątki przeniesiono do kaplicy św. Eustachego w kościele św. Zbawiciela w Blois, a serce złożono w urnie w miejscowym kościele jezuitów. Jednak później w niewyjaśnionych okolicznościach trumna z jej ciałem dotarła do Warszawy. Najprawdopodobniej przywiózł ją dworzanin Sobieskich Filip Dupont. Ciało królowej złożono w kościele Kapucynów obok małżonka, a w 1733 roku wraz z prochami króla przewieziono je do krakowskiej katedry wawelskiej. Wraz z ukochanym Jachniczkiem  spoczęła na zawsze w krypcie św. Leonarda.

 

Powyższą historię oraz inne opowieści o miłosnych perypetiach naszych królowych znajdą Państwo w książce Iwony Kienzler Romanse żon polskich królów elekcyjnych, wydanej nakładem Bellony SA.

Nota o autorze: Iwona Kienzler, historyk, popularyzatorka historii, autorka ponad 60 książek, reportaży i artykułów, ostatnio nakładem Bellony ukazały się: Dziwactwa i sekrety władców Polski, Mroczne karty historii Polski oraz Poczet kochanek i metres władców Polski

 



Kalendarium

25 lutego 1836: Samuel Colt otrzymuje patent na swój rewolwer bębenkowy.

Bieżący numer

05 luty 2018
nr 2 (697)

Prenumerata  | Reklama  | Kontakt

Zamknij X

Błąd wczytywania.

Zamknij X