PIASTOWIE, CHRZEST POLSKI I POCZTKI PASTWA POLSKIEGO
Krzyacy Henryka Sienkiewicza  prawda i fikcja
dzieje.pl Imperium Romanum Muzeum Historii Pols Muzeum II Wojny Światowej Muzeum Pałac w Wilanowie NARODOWE ARCHIWUM CYFROWE PTH Zamek Królewski w Warszawie 
Polub nas na Facebook'u
ekiosk.pl

Mówią Wieki 12/2018

tylko
8.50 zł

DOSTʘPNE NA:
Win, iPad, Android

pobierz obrazy

RÓWNIA POCHYŁA. KILKA SŁÓW O JAKOŚCI ALKOHOLU W POLSCE XX WIEKU

Paweł Libera


Wiesław Gołas, fenomenalnie parodiujący pijaka w pamiętnej piosence W Polskę idziemy, wzdychał, mając na myśli mocny trunek: Gdyby nam kiedyś tego zabrakło… Po czym mocnym głosem kończył: Nie, nie zabraknie! Faktycznie, Polska alkoholem stała i pewnie stać będzie. Choć nie zawsze dobrym i legalnie wyprodukowanym.   

 

Pierwsza wojna światowa była prawdziwym wstrząsem zarówno dla producentów, jak i konsumentów alkoholu. Już w je04_04_2013_19_42_21.jpgj pierwszych dniach na terenie zaboru rosyjskiego z obawy przed rozruchami wprowadzono zakaz sprzedaży alkoholu i zamknięto wszystkie składy wódki. Z tego samego powodu w latach 1914 − 1918 gorzelnie na ziemiach polskich nie pracowały w ogóle albo na niewielką skalę.

W niebezpieczeństwie znalazły się także piwnice polskich ziemian. Najcenniejsze trunki starano się uchronić przed rabunkiem. Beczki i butelki z alkoholem zamurowywano w piwnicach i zakopywano w ziemi. W Bielicy setki butelek win francuskich, węgierskich, krymskich, starego miodu, a wreszcie około dziesięciu beczek starki postanowiono zakopać w różnych miejscach w lesie i pod stołem w altanie ogrodowej.

Z czasem było już tylko gorzej; przemieszczające się wojska bezlitośnie rabowały dwory i sklepy. Najgorzej było na Kresach po upadku caratu. Łupili żołnierze, maruderzy, chłopi i przeróżne formacje wojskowe. Nikt nie był pewny następnego dnia, a nadzieja łatwego zdobycia alkoholu była wystarczającym bodźcem do przekroczenia wszelkich granic.

 04_04_2013_19_45_13.jpg

PRODUCENCI WÓDEK W MIĘDZYWOJNIU

W pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości produkcja alkoholu była niewystarczająca. Z powodu zniszczeń wojennych dopiero w 1924 roku utworzono Państwowy Monopol Spirytusowy. Ustawa pozostawiała produkcję alkoholu w rękach prywatnych, ale producenci byli zmuszeni do sprzedaży wyprodukowanego alkoholu państwu. Wyrób wódek czystych został zastrzeżony dla dyrekcji PMS, prywatni przedsiębiorcy mogli produkować tylko wódki gatunkowe, destylaty owocowe, likiery, koniaki i inne. Podstawowym surowcem były ziemniaki − wyrabiano z nich 90 proc. spirytusu produkowanego w Polsce, jedynie w latach nieurodzaju częściowo zastępowano je zbożem. Większość spirytusu przetwarzano na wódki czyste, znacznie mniej (nie więcej niż 20 proc.) na wódki gatunkowe.

Do najbardziej znanych i cenionych producentów wódek gatunkowych i likierów należały słynne wytwórnie: Baczewskiego we Lwowie, Kasprowicza w Gnieźnie, Haberfelda w Oświęcimiu, Potockich w Łańcucie, następców Wilkenhausena w Stargardzie albo kontynuatorów wytwórni Hartwiga Kantorowicza w Poznaniu. Działały też fabryki produkujące na potrzeby rynku lokalnego, m.in. Vettera i Kośminka w Lublinie, Jenknera w Bielsku, Akwawit w Lesznie i w Poznaniu, Daumana w Chełmie, Modzelewskiego w Kutnie, Mikulińskiej w Łowiczu, Fasala w Cieszynie i wiele innych. Właścicielami niektórych były znane arystokratyczne rody (Tarnowscy mieli gorzelnię w Dzikowie, Czetwertyńscy w Suchowoli).

Duża liczba wytwórni sprawiała, że producenci prześcigali się w tworzeniu nowych trunków. Dostępna gama wódek gatunkowych była wówczas znacznie bogatsza niż dziś - największe zakłady (np. Kasprowicz w Gnieźnie) wytwarzały ok. 100 gatunków wódek i likierów. Jakub Haberfeld w Oświęcimiu miał w asortymencie: Old Polish Whisky (czyli starkę), Dębówkę, likier Zamkowy, Kontuszówkę, Czystą, Pół na pół, Kwaśną, Waniliową, Korzeniówkę, trunek o dziwnie brzmiącej nazwie Było nie było. Prawdziwy polski napój o mocy 45 proc. oraz wódki koszerne.

Oprócz wódek opisywanych jako „polskie” wytwórnie produkowały także likiery wzorowane na znanych markach zagranicznych, których nazwy wypisywano na etykietach po francusku: krem kakaowy (Creme de cacao), Bordeaux Punch, likier Klasztorny z ziół (Grande Liqueur d Abbaye, préparé de herbes fines) albo słynny kminkowy alasz (Allash Russe). Wyrabiano też różne gatunki rumu z surowców krajowych bądź importowanych.

Koniaki importowano głównie z Francji, ale jeszcze przez długie lata po Wielkiej Wojnie można było kupić słynne rosyjskie koniaki Szustowa. W kraju wyrabiano też sztuczne koniaki (cognac façon Jakob Haberfeld). Te najczęściej powstawały z gotowych esencji, ale nie tylko. Od początku XX wieku w fabryce Bolesława Kasprowicza w Gnieźnie wyrabiano koniak z wina importowanego z Francji – był to jeden z 18 produkowanych przez niego gatunków koniaku.

fot. u góry  po prawej : Pracownicy Fabryki Wódek, Koniaków i Vermouthu firmy Stock w Białej, fotografia z końca XIX wieku

 

WINNICE, WINA IMPORTOWANE I MIODY PITNE

Oprócz wódek i likierów chętnie pijano także miody i wina. Te pierwsze produkowano w kilkunastu dużych miodosytniach oraz na mniejszą skalę w licznych gospodarstwach ziemiańskich i chłopskich. Wina tradycyjnie importowano z Węgier, w mniejszym stopniu z Europy Zachodniej – te były dość drogie. Mniej wybredni i dysponujący skromniejszymi środkami sięgali po tanie wina niemieckie. Rodzima produkcja ograniczała się przede wszystkim do win owocowych. W latach dwudziestych jeden z autorów podręczników przetwórstwa owocowego twierdził, że w kraju hodowla winorośli nie należy do przemysłowych gałęzi ogrodnictwa, nie będziemy się więc zatrzymywali na technice przerobu winogron.

04_04_2013_19_43_42.jpg

Mimo to podjęto próby wskrzeszenia winnic polskich i polskiego winiarstwa. Dzięki prężnej działalności ówczesnych placówek badawczych i odpowiedniej propagandzie rządowej winnice pojawiły się na Podolu; w drugiej połowie lat trzydziestych łączna powierzchnia podolskich winnic wynosiła ok. 150 ha, a rejon stał się winnym zagłębiem Drugiej Rzeczypospolitej.

Ówczesny rynek alkoholi w Polsce różnił się od innych tym, że można było na nim dostać stare, dojrzałe napoje. Najstarsze04_04_2013_19_43_53.jpg przechowywano w warszawskiej winiarni Fukierów, której właściciele od XVI wieku handlowali winem sprowadzanym z Węgier i trunkami skupowanymi z prywatnych piwnic Zamoyskich, Lubomirskich, Potockich i innych. Zwłaszcza po utracie części Kresów Wschodnich, a później po krachu na nowojorskiej giełdzie, ziemianie sami przywozili stare alkohole ze swoich piwnic i aby podratować domowy budżet, sprzedawali je znanym stołecznym firmom. Ostatni z winiarskiego rodu Henryk M. Fukier wspominał: prastare tokaje stanowią tedy rzadki zbiór, chlubę naszej firmy, a od XIX wieku najstarszą kolekcję na świecie. Przetrwały do 1939 roku w ilości pięciu tysięcy pięciuset butelek – wszystkie powyżej stu lat mające.

U Fukiera bywali biznesmeni i monarchowie; w staromiejskiej winiarni przyjaciół podejmował Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Kiedy lekarz zalecił, aby niedomagający Piłsudski dla celów zdrowotnych pił stary miód, jego adiutanci wybrali się na zakupy właśnie do Fukiera. W tej samej winiarni zaopatrzył się też wracający w 1919 roku ze Szwajcarii Ignacy Jan Paderewski, który wybrał większą ilość starszych tokai różnych odcieni, trochę wystałych win hiszpańskich oraz stare miody z kolekcji 1824 roku i inne, mało znane za granicą, a pijane chętnie przy czarnej kawie.

Inne piwnice również mogły się poszczycić bardzo starymi alkoholami. W pamiętnikach często wspomniano kilkudziesięcioletnie, a nawet ponadstuletnie starki. Podobny wiek osiągały miody pitne. Wiadomo, że w 1939 roku ponad 90 lat miały najmłodsze miody sycone przez Wiktora Szaniawskiego z Przegalina.

 04_04_2013_19_43_20.jpg

SZARA STREFA

Pierwsze lata po zakończeniu Wielkiej Wojny nie należały do łatwych. Alkoholu było mało i był dość drogi. Dla konsumentów04_04_2013_19_42_58.jpg utrudnieniem była polityka antyalkoholowa. Ustawa z 1920 roku ograniczała sprzedaż alkoholu w poszczególne dni – soboty i niedziele, święta, dni targowe, w czasie jarmarków, poboru wojskowego i innych. Ograniczono także liczbę punktów sprzedaży wódki do jednego na 2500 mieszkańców. Dlatego kwitło nielegalne gorzelnictwo, a wraz z nim alkoholizm. Ustawa o monopolu z 1924 roku miała także na celu zwalczanie alkoholizmu: 1 proc. zysków z tej branży przeznaczano na przeciwdziałanie alkoholizmowi, szpitale i schroniska dla alkoholików.

Od 1926 roku pędzenie bimbru podlegało karze grzywny od 1 do 10 tys. zł i więzienia od jednego do sześciu miesięcy; nielegalny spirytus był konfiskowany.  Gdy przestępstwo popełniano na większą skalę, kara była wyższa: wynosiła od 10 do 500 tys. zł i od sześciu miesięcy do dwóch lat więzienia.

W 1932 roku przepisy zaostrzono, m.in. z powodu kryzysu sprzyjającego nielegalnej produkcji. W okresie międzywojennym nielegalne gorzelnictwo koncentrowało się przede wszystkim na terenach wiejskich, prym wiodły północno-wschodnie Kresy. Sytuacja ta utrzymała się nawet po znacznym spadku nielegalnej produkcji, jaki miał miejsce po 1933 roku.

 

WOJNA, BIMBER i PIJANI WYZWOLICIELE

Podczas drugiej wojny światowej pod okupacją niemiecką gorzelnie przeszły pod zarząd okupanta i w większości ograniczyły asortyment do czystej wódki, pędzonej na potrzeby Wehrmachtu. W Generalnym Gubernatorstwie wprowadzono kartki na żywność i alkohol. Przedwojenne wódki gatunkowe stały się poszukiwanym towarem, a ich wartość wzrosła. Kwitł przemyt alkoholu i nielegalne gorzelnictwo. Bimber wyrabiał nie tylko margines, ale też ludzie wykształceni i średnio zamożni,  zarówno na wsi, jak i w miastach. Na prowincji całe miejscowości utrzymywały się z produkcji bimbru, a ówczesna opinia publiczna nie widziała w tym nic nagannego. Bimber był potrzebny jako przedmiot handlu, konsumpcji, prezent, a ryzykanta, który trudnił się nielegalną produkcją, postrzegano pozytywnie.

Wojna zadała także ostateczny cios polskim piwnicom i zapasom starych trunków. Alkohole kradziono oficjalnie i nieoficjalnie, najpierw rabowali je Niemcy, później Rosjanie, niewiele udało się uratować. Na początku października 1939 roku Niemcy wywieźli bezcenną zawartość piwnic winiarni Fukiera. Na skargi właściciela odpowiedziano sentencjonalnie: Krieg ist Krieg (wojna jest wojną). Antoni Słonimski wspominał, że gdy we wrześniu 1939 roku uciekał z Warszawy razem z Mieczysławem Grydzewskim, redaktorem „Skamandra” i „Wiadomości Literackich”, napotkał poetę Stanisława Balickiego; ten wiózł ze sobą całą walizeczkę skarbów. Była tam korespondencja Mickiewicza z Odyńcem, autografy bezcenne, klejnoty rodzinne i butelka stuletniej starki, której część wypiliśmy, aby uczcić to spotkanie.

W 1943 roku Wehrmacht znalazł się w odwrocie, ale pochód Armii Czerwonej zapisał się pamięci wyzwalanych jak najgorzej. W grudniu tego roku pojawiło się oficjalne zezwolenie Rady Komisarzy Ludowych ZSRR na wydawanie każdemu żołnierzowi po 100 g wódki i 100 g słoniny dziennie. Kadra otrzymywała dodatkowo 100 g koniaku. Przed każdym natarciem żołnierze dostawali podwójną porcję. Nie pili – przynajmniej oficjalnie − jedynie ci, którzy utrzymywali łączność z frontem, oraz sztabowcy.

Mieszkańcy ziem polskich, a szczególnie poniemieckich Ziem Odzyskanych, przeżywali prawdziwy horror. Żołnierze radzieccy ze szczególną pasją plądrowali dwory, sklepy i gorzelnie. Pili na umór, bezpośrednio z kadzi, cokolwiek by się tam znajdowało. Zdarzało się, że przy okazji niejeden się utopił, co jednak nie przeszkadzało innym w piciu.

04_04_2013_19_40_43.jpg

Kontrola jakości na linii produkcyjnej w jednym z Polmosów

 

POLSKA LUDOWA ALKOHOLOWA

Opuszczone przez niemieckie zarządy fabryki wódek i gorzelnie próbowały wznawiać działalność, ale na krótko. Zarządzeniem ministra skarbu z 20 grudnia 1946 roku ogłoszono listę wytwórni alkoholu, które przeszły na własność państwa wraz z nieruchomym i ruchomym majątkiem i wszelkimi prawami. W przeciwieństwie do okresu Drugiej Rzeczypospolitej, kiedy dawni właściciele wyzbywali się własności firmy, ale zostawiali swe nazwisko i umożliwiali kontynuację tradycji, w Polsce Ludowej nie przejmowano się tym. Często fabryki po prostu nacjonalizowano i zamykano, a właścicielom odmawiano odszkodowania. Tak było w przypadku wytwórni Haberfelda w Oświęcimiu albo Kasprowicza w Gnieźnie. Znane lokale stawały się przedsiębiorstwami państwowymi; w odbudowanej restauracji na Starym Mieście zatrudniono nawet Fukiera, ale bez cennej kolekcji starych trunków kontynuacja nie miała sensu.

Starano się także zerwać ze wszystkim, co przypominało przedwojenne i starsze gorzelnictwo. Polityka komunistów doprowadziła do likwidacji warstwy ziemiańskiej, a wraz z nią do zaniku rodzinnych tradycji produkcji starki, miodów i win. W państwowych wytwórniach wymiana znacznie przerzedzonej przez wojnę kadry była połączona z czyszczeniem bibliotek przyzakładowych, z których wycofano stare publikacje jako niewłaściwe ideologicznie. W ten sposób zerwano nić gorzelniczej tradycji i wyzbyto się doświadczeń minionych pokoleń.

04_04_2013_19_44_34.jpg

Klienci przy półkach z wyrobami alkoholowymi w sklepie WSS  Społem przy ul. Grochowskiej 134 w Warszawie, 1967 rok.

W miejsce zlikwidowanych prywatnych wytwórni wódek utworzono 15 fabryk wódek czystych i gatunkowych, ale wprowadzenie ścisłego monopolu alkoholowego zmniejszyło  gamę wódek gatunkowych dostępnych na rynku. Gospodarka centralnie sterowana nie funkcjonowała sprawnie, toteż np. kapsle wyrabiano z nieodpowiedniej blachy, brakowało etykiet, korków do butelek, a nawet samych butelek.

Mimo to konsumpcja alkoholu stale rosła. W latach pięćdziesiątych ok. 1,5 mln Polaków nadużywało alkoholu, dziesięć lat później już od 2 do 3,5 mln, w latach siedemdziesiątych 5 mln, w następnej dekadzie te liczbę przekroczono.

W pierwszych latach powojennych władze próbowały walczyć z nielegalnym bimbrownictwem, już w grudniu 1944 roku PKWN wydał dekret o zwalczaniu potajemnego gorzelnictwa. Nie przyniósł on oczekiwanych efektów, został uchylony i zastąpiony innymi przepisami. Wzrost konsumpcji alkoholu w latach gierkowskiej propagandy sukcesu, a jednocześnie ograniczenia sprzedaży wódki (kartki) oraz wprowadzony w 1982 roku zakaz sprzedaży alkoholu do godz. 13 stworzyły sprzyjające warunki do odrodzenia się bimbrownictwa. Zakaz można było ominąć m.in. dzięki sieci peweksów, które od lat sześćdziesiątych sprzedawały za waluty wymienialne lepsze wódki, a w połowie lat osiemdziesiątych mogły sprzedawać alkohol bez ograniczeń godzinowych.

Dziedzictwo przeszłości jest dziś widoczne na każdym kroku: prawie zupełny zanik wódek dojrzewających w beczkach i niewielka ilość wódek gatunkowych dostępnych w sprzedaży. O elastycznym podejściu do tradycji świadczą m.in. zalecenia odnoszące się do okresu leżakowania alkoholu. W 1884 roku Wiktor Szaniawski pisał, że półtorak nadaje się do picia po kilkunastu latach, ale doskonałość osiąga dopiero po kilkudziesięciu. Kilkanaście lat później Teofil Ciesielski uznał, że półtorak nadaje się do picia po dziesięciu latach. W PRL okres leżakowania ponownie skrócono: wynosił od pięciu do dziesięciu lat. Z kolei według wniosku o rejestrację Staropolskiego Miodu Pitnego Półtorak z 2005 roku powinien leżakować przynajmniej półtora roku.

Zdjęcia różnych etykiet wódek produkowanych w międzywojennej Polsce za które redakcja dziękuje Leszkowi Wiwale, autorowi książki Od gorzałki do wódki. Zarys historii polskiej wódki, za udostępnienie ilustracji.

 

Nota o Autorze:

Paweł Libera, historyk, pracuje w Archiwum Akt Nowych, doktorant w instytucie Historii PAN, zajmuje się dziejami XX wieku, przygotowuje do druku biografię polityczną Józefa Łobodowskiego i monografię ruchu prometejskiego  



Kalendarium

14 grudnia 1799: zmarł George Washington, amerykański polityk i dowódca, pierwszy prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej.

Bieżący numer

03 grudzień 2018
nr 12 (707)

Prenumerata  | Reklama  | Kontakt

Zamknij X

Błąd wczytywania.

Zamknij X