Bitwy epoki napoleońskiej
Dzieje.pl  Imperium Romanum  Muzeum Historii Pols  Muzeum II Wojny Światowej  Muzeum Pałac w Wilanowie  NARODOWE ARCHIWUM CYFROWE  PTH  Zamek Królewski w Warszawie 
Polub nas na Facebook'u
Ostanie numery Czasopisma Mówią Wieki

ABRAHAM LINCOLN, CZYLI BRODA NA CIĘŻKIE CZASY

Maciej Krawczyk


Niewielu wie, że Abraham Lincoln zapuścił swoją słynną brodę dopiero wtedy, gdy musiał się zmierzyć z powagą urzędu prezydenta. Ta broda i nieodłączny cylinder przeszły do legendy narodu, który powstał z piekła wojny domowej dzięki delikatności i męczeństwu pewnego olbrzyma.

 

Uczciwy - takim przydomkiem obdarzyli Abrahama Lincolna mieszkańcy Nowego Salem w stanie Illinois, gdy za młodu jako subiekt odmierzał im mąkę i sól w miejscowym sklepiku, a później już za ladą własnego przybytku sprzedawał whisky i gin. Mimo to został skutecznym politykiem. Ba, za słowa wypowiedziane przeciwko niewolnictwu w czasie debaty na temat kandydatury Johna Charlesa Fremonta na fotel wiceprezydenta do jego nazwiska dołączono bardziej patetyczny epitet - prawy. Tak też został zapamiętany przez Amerykanów.

By uświadomić sobie siłę legendy Lincolna jako nieomylnego moralnego kompasu, wystarczy przywołać z pamięci jedną z setek, jeśli nie tysięcy, scen filmowych, które rozegrały się w mauzoleum u stóp gigantycznego pomnika wyobrażającego niemałą zresztą postać pierwszego zamordowanego prezydenta USA. Za jego rządów Stany Zjednoczone przeżywały bez wątpienia najtragiczniejszy okres w swoich dziejach. Dość powiedzieć, że w wyniku bratobójczych (często dosłownie) walk życie straciło więcej amerykańskich żołnierzy niż w obu dwudziestowiecznych wojnach światowych łącznie. Naturalne byłoby złożenie odpowiedzialności za tę hekatombę na barki głowy państwa, a jednak potomni nie tylko tego nie uczynili, ale wręcz wynieśli Lincolna na najwyższy narodowy piedestał, może nawet ponad ojców założycieli.

Biografię Lincolna można podzielić na dwa okresy: z brodą i bez brody. Swój słynny zarost zapuścił on bowiem dopiero dla powagi urzędu prezydenta, idąc za radą jedenastoletniej dziewczynki, która w liście pouczyła go, że wszystkie kobiety kochają brody i jeśli ją zapuści, przekonają mężów do głosowania właśnie na niego. Miała rację. Życie Lincolna ogolonego było może malownicze i zawierało kilka zupełnie odlotowych, by tak rzec, wątków, ale jak na amerykańskie warunki nie było przesadnie imponujące. To jeszcze jedna opowieść o ambitnym i zdolnym człowieku, który dzięki własnej wytrwałości i nierzadko zbiegowi wypadków wspiął się na szczyt politycznej kariery. Brak tu rozmachu i gwałtownych zwrotów akcji, jak choćby u Waszyngtona czy Jeffersona. Prezydentura Lincolna to dwa gigantyczne wykrzykniki: wojna i zniesienie niewolnictwa. Z gładkolicego dziwaka, który o niczym istotnym nigdy nie zadecydował, „uczciwy Abe” stał się nagle przywódcą podzielonego narodu na rozstajach swej historii.

15_02_2013_14_02_42.jpg

Pomnik prezydenta Lincolna autorstwa Daniela Chestera Frencha w waszyngtońskim Lincoln Memorial

 

 

ŻYCIE BEZ BRODY

Jeśliby zapytać przeciętnego Amerykanina, który prezydent spędził najmniej czasu w szkole, z pewnością odpowiedziałby - Lincoln. Faktem jest, że mały Abraham, urodzony w rodzinie biednego rolnika, według własnych słów nie uczęszczał do żadnej szkoły dłużej niż rok, o studiach nie wspominając. Archetyp self-made mana całą młodość od wczesnego dzieciństwa spędził na pomaganiu w gospodarstwie ojca, przeróżnych pracach dorywczych oraz edukacji za pomocą chaotycznie dobranych lektur. Do dziś jest tajemnicą, skąd pozyskiwał książki – dobra na terytoriach pogranicza rzadkie i cenne. Wiadomo jedynie, że kochał czytanie i robił to w każdej wolnej chwili, a czasem nawet kosztem obowiązków. Tak dorobił się opinii lenia, ale również obudził w sobie ambicję, która przez lata pozostała sprężyną jego działań.

Niezwykły wygląd zewnętrzny Lincolna do dziś jest przedmiotem sporów lekarzy. Diagnozowano u niego: zespół Marfana, ataksję, syfilis, kraniosynostozę itp. Na pewno coś było nie tak, gdyż wyglądał jakby żywcem wyjęty z obrazów El Greca. Miał 193 cm wzrostu, a więc niemal stopę (ok. 30 cm) więcej niż ówcześni przeciętni Amerykanie, asymetryczną twarz, niedowład szczęki, wąską klatkę piersiową i wydłużone ręce. Przyszły prezydent zdawał sobie sprawę w tych niedoskonałości. Uważał się za niezwykle brzydkiego, a wady własnej powierzchowności były przedmiotem wielu jego bon motów i anegdot. Pełne dystansu do siebie i błyskotliwe poczucie humoru to zresztą znak firmowy zarówno ogolonego, jak i brodatego Lincolna, który twierdził, że w śmiechu jest lekarstwo na ból, gdy nie wolno płakać. Matka, z którą Abe był bardzo związany, umarła, gdy miał zaledwie siedem lat, a stosunki z ojcem były raczej chłodne. Nie potrafił on zrozumieć synowskich ambicji, wykraczających poza fizyczną pracę i farmę. Lincoln junior do 21. roku życia przekazywał ojcu wszystkie pieniądze, jakie zarobił, a i później nieraz wspomagał go finansowo. Osiągnąwszy tę subiektywną pełnoletniość, stwierdził, że czas się usamodzielnić, i zatrudnił się jako flisak u niejakiego Dentona Offuta. Pracodawca polubił łagodnego w obejściu olbrzyma i zaproponował mu pracę subiekta w sklepie w Nowym Salem. Do miasteczka młodzieniec przybył jak kawałek drzewa płynący z prądem.

15_02_2013_13_39_27.jpg

 Abraham Lincoln (jeszcze bez brody) jako kandydat na prezydenta w 1860 roku 

 

POLITYKUJĄCY POCZCIARZ I ADWOKAT

Karierę polityczną Lincoln zaczął właśnie tam. Swój pierwszy program wyborczy do stanowej legislatury ogłosił drukiem w roku 1832. Przegrał oczywiście, ale w najbliższym sąsiedztwie zdobył ponad 90 proc. głosów (według rożnych wyliczeń były to 192 głosy z 203 oddanych lub 277 głosów z 302) – nieźle jak na 23-latka. Próbował swoich sił również w armii (milicji) w czasie tzw. Wojny Czarnego Jastrzębia (1832 - konflikt białych osadników z Indianami o tereny na wschód od rzeki Missisipi) i biznesie. Raczej z mizernym skutkiem: wojna rychło się skończyła, a nieszczęsny interes ze sklepem monopolowym pozostawił go tylko z długami. Dzięki poparciu przyjaciół został szefem miejscowej poczty. Była to jego pierwsza i ostatnia do czasu prezydentury praca administracyjna, tyle że na poczcie był jedynym pracownikiem. Nowa funkcja listonosza (a później również mierniczego) stała się doskonałym narzędziem politycznej agitacji bezpośredniej – po prostu chodził od domu do domu i przekonywał ludzi do swoich poglądów i kandydatury. Abraham, mimo że brzydki, był czarujący i potrafił docierać do prostych i twardych ludzi pogranicza. Jedyne, co mieli mu do zarzucenia, to zbyt wielki pociąg do książek.

Następne wybory do legislatury już wygrał. Co ciekawe, ubogi przecież Lincoln kandydował z listy wigów, łączonych raczej z bogatymi posiadaczami ziemskimi. Było to nowe ugrupowanie powstałe z inicjatywy byłego sekretarza stanu Henryego Cleya, politycznego idola naszego bohatera, którego ten z namaszczeniem wspominał, będąc już prezydentem. Wigowie stawiali na protekcjonizm (ochronę własnego rynku za pomocą ceł i koncesji), modernizację i inwestycje infrastrukturalne, a tę świętą trójcę poglądów Lincoln prezentował już w swoim programie z 1832 roku i chyba nigdy nie przestał w nią wierzyć. Jako członek legislatury nie wyróżnił się niczym nadzwyczajnym. Sukcesywnie zdobywał jednak coraz większe wpływy, zdał egzamin prawniczy, został elektorem prezydenckim i podjął praktykę adwokacką w stolicy stanu Springfield.

Prowincjonalnych adwokatów, takich jak Lincoln, nazywano podówczas w Stanach preriowymi prawnikami. Zajmowali się wszelkimi sprawami, a o sądowym zwycięstwie decydowała częściej umiejętność odwołania się do zdrowego rozsądku ławników niż znajomość prawa. Lincoln nie narzekał więc na brak klientów. Jego ustabilizowane życie w latach trzydziestych XIX stulecia zakłócił tylko jeden poważny incydent - pojedynek. Wyzwał go James Shields, młody demokrata, z powodu wydrukowanego w gazecie anonimu, którego autorstwo mu przypisano. Abraham postanowił zakpić z drażliwego adwersarza i jako broń wskazał długie szable kawaleryjskie. Shields nie miał szans w starciu z długorękim wielkoludem. Otrzymawszy płytkie cięcie, uznał się za pokonanego i pogodził z przeciwnikiem. Biografowie uznają ten moment ze przełomowy w charakterze Lincolna.

W wieku 30 lat, gdy Abraham spłacił większość długów po nieudanym biznesie, postanowił się ożenić. Wybór padł na Mary Todd, dziewczynę z dobrego domu posiadaczy niewolników. Małżeństwo Lincolna do dziś pozostaje zagadką. Nie wydaje się, żeby żonę specjalnie kochał – dość powiedzieć, że przy pierwszym podejściu do ołtarza uciekł, a gdy w końcu związek został zawarty, skomentował to słowami: Jest to dla mnie bardzo dziwne. Także uczucie Mary budzi wątpliwości w obliczu licznych publicznych scen zazdrości i udokumentowanych przypadków przemocy domowej wobec męża. Mary Todd była osobą niezrównoważoną, zakończyła życie w zakładzie psychiatrycznym, ubezwłasnowolniona przez sąd. Z Abrahamem łączyły ją za to ambicja i miłość do dzieci. Niewykluczone, że małżeństwo było kontraktem w imię wspólnych interesów lub wynikiem poczucia odpowiedzialności mężczyzny po chwilach namiętności, a najpewniej obu tych rzeczy naraz. Po ślubie kariera polityczna Lincolna wyraźnie przyspieszyła.

15_02_2013_14_02_52.jpg

Prezydent Lincoln podpisuje 22 września 1862 roku Proklamację Emancypacji, znoszącą niewolnictwo w stanach Południa. Litografia według obrazu Davida Gilmoura Blythe’a

 

 

DŁUGI MARSZ KU PREZYDENTURZE

Od żony przyszłemu prezydentowi udało się uciec wprost w waszyngtońskie ławy Izby Reprezentantów. Nowicjuszowi z prowincji przydzielono miejsce w dwóch mało wówczas istotnych komisjach – poczty oraz wojny. Lincoln na lata utonął w szarzyźnie biurokratycznej roboty. Wyróżnił się jedynie punktualnością i sprzeciwem wobec wojny z Meksykiem (idąc za przykładem partyjnego szefa Cleya). Wyborcy z Illinois nie docenili tej żmudnej roboty. Lincoln przegrał reelekcję. Następna dekada w jego życiu to znów pasmo małych spraw dla adwokata, kłótni z żoną i nieudanych wyborów. Dwukrotnie bez powodzenia startował do Senatu, a raz nawet ubiegał się o wiceprezydenturę u boku kandydata wigów.

Za każdym razem w decydujących debatach o nominację Lincoln podnosił kwestię niewolnictwa. Sam niepozbawiony uprzedzeń i wierzący w supremację białej rasy – co dziś niesłusznie mu się wyrzuca, gdyż był po prosu dzieckiem swoich czasów – sprzeciwiał się decyzjom Kongresu, które nazywały człowieka własnością. Przyniosło mu to poparcie abolicjonistów i niemogących konkurować z niewolniczymi plantacjami farmerów na terytoriach centralnych i zachodnim wybrzeżu. Problem niewolnictwa w Ameryce był bowiem nie tyle sporem o prawa człowieka, ile gospodarczym wyzwaniem dla zasiedlających nowe ziemie pionierów i drobnych posiadaczy ziemskich w stanach, w których darmowa siła robocza była zakazana.

Moment politycznego przesilenia Lincoln wyczuł idealnie. Gdy prezydent Buchanan oddawał w ręce stanowych milicji Południa federalne forty, ogolony i ciepły w obejściu prawnik olbrzym ze Springfield mówił na wiecach o jedności narodu i abolicji. Kto i kiedy wpadł na pomysł prezydenckiej nominacji Lincolna, pewnie się nie dowiemy – zbyt wielu współczesnych przyznawało się po latach do tego pomysłu. Niewykluczone, że on sam był inspiratorem. Nominacja Lincolna na konwencji bardzo młodej wtedy Partii Republikańskiej była majstersztykiem inżynierii politycznej.

Lincoln zarówno w wyborach partyjnych, jak i ogólnonarodowych postawił na „plebs na galerii”, ignorując bogatych i potężnych (jak zawsze w Stanach) lobbystów. Wygrał tylko dlatego, że rozkład głosów elektorskich był bardzo niekorzystny dla Południa. Na bal inauguracyjny pt. „Muzułmański biały pałac cudów” nowy prezydent nie poszedł, bo ustalał skład swojego gabinetu. Zresztą najdziwniejszego, jaki powstał w dziejach USA, ponieważ prezydent zaprosił do niego głównie politycznych przeciwników.

Zwycięstwo „tyrana” z Północy tak zirytowało południowców, że wkrótce zbombardowali Fort Sumter, co dało początek wojnie secesyjnej. Lincoln początkowo próbował załagodzić konflikt. Jego pierwszą wojenną decyzją było wysłanie do garnizonu w Forcie Sumter nie odsieczy, lecz zwiększonych racji żywnościowych. Drugą zaś ustawa Senatu, że w tej wojnie chodzi o zachowanie Unii bez zniesienia niewolnictwa. Te gesty nie uspokoiły jednak południowców przekonanych o swojej wyższości i decydującym wpływie bawełny na gospodarkę światową (na Południu królowało hasło „bawełna jest królem”).

15_02_2013_14_03_07.jpg

 Aktor John Wilkes Booth śmiertelnie rani Lincolna w Teatrze Forda w Waszyngtonie 14 kwietnia 1865 roku

 

WOJENNE LATA I TRAGICZNA ŚMIERĆ

Pierwsze dwa lata walk to nieustające klęski Unii – co było zresztą do przewidzenia, biorąc pod uwagę, że większość absolwentów West Point stanowili synowie dżentelmenów z Południa. Później machina północnego przemysłu rozkręciła się. Po pierwszym zwycięstwie nad Antietam Lincoln ogłosił „Deklarację emancypacji”. Dawała ona wolność Murzynom na Południu (lecz nie w stanach granicznych) i zasiliła szeregi armii Unii tysiącami czarnoskórych żołnierzy. Północ powoli przechodziła do ofensywy. Ślamazarnej, jak to określał prezydent, dymisjonując kolejnych generałów. Lincoln jako zwierzchnik armii mieszał się zresztą do wszystkich spraw związanych z prowadzeniem działań zbrojnych, czym doprowadzał do rozpaczy swojego sekretarza wojny Edwina Stantona. Niemal nałogowo ułaskawiał dezerterów, ale bywało, że wykazywał się bezwzględnością. Nie zgodził się np. na wymianę jeńców, których los po obu stronach konfliktu był nie do pozazdroszczenia. Zaakceptował za to zasadę spalonej ziemi gen. Shermana, którego żołnierze obracali w perzynę zdobyte terytoria secesjonistów. Spośród unijnych dowódców prezydent ufał chyba tylko energicznemu gen. Grantowi. Gdy przeciwnicy generała wytknęli mu pijaństwo, żądając od Lincolna, by odebrał mu komendę nad Armią Potomaku, ten odparł: powiedzcie mi, co on pije, a wyślę beczkę tego trunku każdemu z moich generałów, by walczyli z podobną odwagą. Prezydent wybaczył nawet swemu ulubionemu dowódcy kandydowanie przeciwko niemu na republikańskiej konwencji przed kolejnymi wyborami w 1864 roku. Wygrał je w cuglach.

Mając bardzo silny mandat od społeczeństwa (stany południowe nie głosowały), postanowił go użyć i podpisał 13. poprawkę do konstytucji. Od tego czasu w USA ani na terytoriach im podległych człowiek nie miał prawa posiadać człowieka. Niedługo później wojna została zakończona – Południe biło się do końca, ale musiało skapitulować. Lincoln bardzo krótko cieszył się zwycięstwem - śmiertelna kula wystrzelona z pistoletu aktora Johna Wilkesa Bootha zapewniła mu status bohatera i męczennika Ameryki. To paradoks, że człowiek, który na scenie politycznej pojawił się tylko na chwilę, i to najcięższą, zginął z ręki konfederackiego fanatyka niedługo po pojednawczym geście wobec pokonanych przeciwników z Południa, ale przecież także Amerykanów. Gdy miał ogłosić narodowi zakończenie wojny, orkiestra na jego prośbę zaczęła grać Dixie -  marsz konfederatów.  Lincoln zaś stwierdził, że bardzo się cieszy, iż wreszcie wolno mu gwizdać tę piękną melodię. Ten niewykształcony, fizyczne zdeformowany, ukrywający się za brodą męża stanu mężczyzna pokazał wówczas wielką klasę. Chciał na powrót zjednoczyć Amerykę, odbudować poczucie wspólnoty, co po latach stało się faktem.   

 

 

Nota o autorze: Maciej Krawczyk, redaktor naczelny portalu „Mówią wieki w sieci”


Kalendarium

1 listopada 1914: w bitwie pod Coronelem niemieckie okręty pod dowództwem admirała Maksymiliana von Spee rozbiła brytyjską eskadrę Indii Zachodnich. Było to jedno z niewielu morskich zwycięstw Niemców podczas pierwszej wojny światowej

Bieżący numer

04 październik 2014
nr 10 (657)

Prenumerata  | Reklama  | Kontakt

Zamknij X

Błąd wczytywania.

Zamknij X