PIASTOWIE, CHRZEST POLSKI I POCZTKI PASTWA POLSKIEGO
Krzyacy Henryka Sienkiewicza  prawda i fikcja
dzieje.pl Imperium Romanum Muzeum Historii Pols Muzeum II Wojny Światowej Muzeum Pałac w Wilanowie NARODOWE ARCHIWUM CYFROWE PTH Zamek Królewski w Warszawie 
Polub nas na Facebook'u
ekiosk.pl

Mówią Wieki 11/2018

tylko
8.50 zł

DOSTʘPNE NA:
Win, iPad, Android

pobierz obrazy

ZAMIESZANIE WOKÓŁ ŻONY JEZUSA

Sławomir Poloczek


18 września 2012 roku  świat obiegła wiadomość elektryzująca nie tylko chrześcijan. Karen L. King z Harvard Divinity School ogłosiła na Kongresie Studiów Koptyjskich w Rzymie, że na starożytnym papirusie znajduje się wzmianka o żonie Jezusa Chrystusa. Ale zaraz potem oświadczyła, że historyczny Jezus wcale nie był żonaty nie był. Jaka jest prawda?

 

Ewangelie kanoniczne, opisując działalność publiczną Jezusa, wspominają jedynie jego matkę i „braci oraz siostry” (Mk 6,3), z którymi chyba nie zawsze miał najlepsze stosunki (Mk 2,2I; 3, 3I). Jezus miał wprawdzie damskie zwolenniczki, które nawet towarzyszyły mu do końca ziemskiego żywota, z daleka obserwując ukrzyżowanie (Mk 15,40-41), jednak żadna nie została szczególnie wyróżniona. To one chciały namaścić ciało swojego Mistrza (Mk 16,1).

05_12_2012_12_50_54.jpg

 

Jezus Chrystus objawia sie Marii Magdalenie po Zmartwychwstaniu, mal. Aleksander Iwanow, 1835 roku

 

Wygląda na to, że jako wędrowny kaznodzieja Jezus nie miał poza Nazaretem rodzinnego gniazda – w zasadzie był bezdomny (Syn Człowieczy nie ma gdzie głowy skłonić) i prawdopodobnie musiał pomieszkiwać u znajomych (Łk 10, 38-42; J 12, 1). Po jego śmierci spośród rodziny grona w gminie jerozolimskiej jakąś rolę odgrywały Maria, matka Chrystusa (Dz. 1, 14), Jakub, „brat Pański” (Ga 1, 20) i pozostali „bracia” (Dz. 1, 14). Żony ani widu, ani słychu. O ile bracia Jezusa stanowili dla późniejszych autorów chrześcijańskich pewien problem (nie było pewności, czy chodzi o rodzeństwo, czy kuzynostwo), o tyle w kwestii małżonki odpowiedź była jednoznaczna – nie miał jej.

Przeciw takiej możliwości przemawiał nie tylko styl życia Jezusa, ale też jego nauka – wzywanie, aby dla Dobrej Nowiny porzucić w razie potrzeby dobytek i rodzinę (np. Mt 8,22; I0, 37). Prawdą jest, że dla pobożnych Żydów z czasów Jezusa posiadanie gromadki dzieci było największym błogosławieństwem, jakiego mogli dostąpić na ziemi. Znamy jednak przykłady ludzi, którzy z powodów religijnych wybrali bezżeństwo i ascezę (Jan Chrzciciel, Paweł z Tarsu, członkowie sekty esseńczyków). Starokawalerstwo Jezusa nie byłoby w tym kontekście ani wyjątkowe, ani zaskakujące. Czy niedawno upubliczniony tekst gnostycki wywraca tę interpretację? Niekoniecznie.

 

JEZUS HISTORII, JEZUS GNOZY

Uczeni badający „Jezusa historii” są zgodni, że wiedzę o Nazarejczyku czerpiemy przede wszystkim z ewangelii kanonicznych i aluzji w innych pismach Nowego Testamentu, głównie w listach Pawła (to one są najstarszą literaturą chrześcijańską). Do tego dochodzi kilka lakonicznych wzmianek u pisarzy niechrześcijańskich (Józef Flawiusz, Tacyt). I to wszystko.

Nie ma wprawdzie zgody co do tego, gdzie przy analizie ewangelii kanonicznych wyznaczyć granicę pomiędzy historią a teologią, ale nie ulega wątpliwości, że przekazują one (zwłaszcza najstarsza – św. Marka) sporo informacji o życiu Jezusa. Ale wprost nie mówią o jego statusie matrymonialnym, sugerując raczej bezżeństwo.

Przydanie Jezusowi damskiej towarzyszki było pomysłem gnostyków. Tyle że byli to trochę innymi chrześcijanie, a ich Jezus zasadniczo różnił się od historycznego pierwowzoru. Gnostycyzmem nazywamy zróżnicowany, wielki ruch religijny rozkwitający w II i III wieku głównie w Syrii i Egipcie. Podstawą teologii gnostyckiej było radykalne przeciwstawienie świata ducha i materii (tzw. dualizm). Świat materialny powstał w wyniku degeneracji elementów boskości, które zostały pozamykane w ludzkich ciałach jak w więzieniu. Gnostyckim zbawieniem było więc uwolnienie tych „cząstek światłości” z cielesnej powłoki. Takie uwolnienie mogło dokonać się tylko dzięki poznaniu boskiej mądrości, wiedzy tajemnej zwanej gnozą (z gr. gnosis – poznanie). Była to wiedza elitarna, zarezerwowana dla małej garstki wybranych.

Doktryna miała najprawdopodobniej pochodzenie niechrześcijańskie. Jednak gnostycyzm zaadaptował postać Jezusa i wiele elementów chrześcijańskiej symboliki. Gnostycy zaczęli się uważać za „prawdziwych chrześcijan”. Za wyznawców Chrystusa brali ich też przez autorzy pogańscy, np. piszący w II wieku Celsus.

05_12_2012_12_50_48.jpgJezus w wydaniu gnostyckim był boskim duchem, który objawił się na Ziemi, by przekazać kilku wybranym apostołom tajemną gnozę (dlatego ewangelie gnostyckie nie mają warstwy „zdarzeniowej”, lecz są dialogami Mistrza z wtajemniczonymi uczniami). Nie miał ciała materialnego, a tylko ciało pozorne. W Apokryfie Jana pojawia się nawet szokująca scena, w której ukrzyżowany został człowiek przypominający Jezusa lub fantom. Jezus bezcielesny nie mógł cierpieć męki. Stał niewidzialny nieopodal i śmiał się z widowiska na Gologocie. Ta spekulacja odniesie zakorzeni się potem w tradycji islamskiej. Wszak Koran odrzuca sugestię, że Jezusa ukrzyżowano (muzułmańska średniowieczna Ewangelia Barnaby podaje, że ukrzyżowany został Judasz). Według innego wyjaśnienia Chrystus „zasiedlił” na pewien czas ciało przypadkowego człowieka, z którego uleciał po wypełnieniu misji, unikając męczeńskiej śmierci. Gnostycka Ewangelia Filipa parafrazuje słowa umierającego na krzyżu: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? na: Mocy moja, mocy moja – czemu mnie opuściłaś? W tym momencie bowiem Chrystus, moc boska, opuszcza ciało umierającego człowieka.

Jezus gnostyków nie głosił publicznych nauk, nie uzdrawiał i nie został zabity. Ba, w ogóle nie był człowiekiem. Nie był więc zdolny do zawiązania relacji międzyludzkich czy do zawarcia małżeństwa, ani tym bardziej do jego skonsumowania. Mimo to żona Jezusa pojawiła się w gnostyckim tekście. Jakim sposobem?

 

 

Maria Magdalena pogrążona w modlitwie, mal. Giampietrino, pierwsza połowa XVI wieku

 

DEPOZYTARIUSZKA OBJAWIENIA

05_12_2012_12_51_07.jpg05_12_2012_12_50_36.jpgZanim odpowiemy na to pytanie, warto wyciągnąć następne asy z rękawa. Bowiem fragmentów o intymności Jezusa w tekstach gnostyckich jest więcej. Posiadamy inne apokryficzne ewangelie, które mówią o bliskiej relacji pomiędzy Jezusem i Marią Magdaleną – Ewangelię Marii i Ewangelię Filipa. Obie powstały w podobnym czasie (II – III wiek) i w podobnym lub tym samym środowisku co Ewangelia żony. Jakakolwiek interpretacja tekstu ogłoszonego przez Karen L. King jest możliwa tylko w kontekście tych utworów. Ewangelia Marii zachowała się w późnym, z V wieku, tłumaczeniu na język koptyjski i w trzech fragmentach greckich z III stulecia. Jezus zapowiada w niej, że obecny świat pędzi ku rozpadowi, a jedynym ratunkiem dla człowieka jest odkrycie swojej duchowej, boskiej natury. Odbiorczynią przekazu gnostyckiego Zbawcy jest Maria Magdalena. To ona, a nie którykolwiek z apostołów, stoi na czele wspólnoty wybranych. Budzi to gniew apostołów. Szymon Piotr zarzuca nawet Marii kłamstwo, za to Lewi (Mateusz) broni kobiety: Skoro Zbawca uczynił ją godną, kim ty jesteś, Piotrze, by ją odrzucić? Ten sam tekst podaje także, że Jezus kochał Marię bardziej niż inne kobiety. Ewangelia Marii przedstawia bohaterkę jako depozytariuszkę nauki Jezusa, nie sugeruje jednak bliższych relacji pomiędzy nimi. Użyto w nim takiego samego czasownika „kochać” (gr. agapao) co w Ewangelii św. Jana, we fragmencie (J 15, 12) mówiącym o umiłowaniu uczniów przez Jezusa. Za tym zapisem nie musi się wiec kryć podtekst seksualny.

 

Starożytne papirusy z tekstami antycznych ewangelii gnostyckich: Tomasza (z lewej) i Marii (z prawej)

 

Bardziej dosadna jest Ewangelia Filipa – zbiór kilku tekstów posklejanych w jeden utwór, przypisywanych gnostyckiej szkole Walentynian, grupy religijnej działającej w II stuleciu. Powstała zapewne w III wieku. Prawdopodobnie była podstawą gnostyckiej katechezy i nauki o pochodzeniu sakramentów. Zawiera krótkie przypowieści i powiedzenia przypisane Jezusowi. Na jej kartach znów pojawia się Maria Magdalena jako odbiorczyni posłania Jezusa i pierwsza z wtajemniczonych. Dalej czytamy jednak że: Towarzyszkę Zbawiciela Marię Magdalenę Zbawca kochał bardziej niż wszystkich uczniów i wielokrotnie całował ją w usta. Inni uczniowie widzieli go z Marią i mówili: „Dlaczego kochasz ją bardziej niż nas?”. Zbawca odpowiedział im: „A dlaczego was nie kocham tak jak jej?”. Zaskakują nas nie tylko pocałunki Marii w usta, ale także jej określenie jako „towarzyszki”. Greckie i koptyjskie słowo koinonos może mieć odcień neutralny (bycie czyimś towarzyszem, przyjacielem), uczuciowy (bycie małżonkiem/-ką kogoś) ale także seksualny (bycie czyimś kochankiem/-ką). W kontekście tych utworów najbardziej prawdopodobna wydaje się identyfikacja hipotetycznej żony Jezusa właśnie jako Marii Magdaleny.

Spór wokół tej kwestii odżył kilka lat temu w kontekście wrzawy, jaką wywołał sukces powieści Dana Browna Kod Leonarda da Vinci. Przypomnijmy, że autor, opierając się na tekstach gnostyckich, sugerował intymny związek Jezusa i Marii. Podobna idea pojawiła się wcześniej w ekranizacji powieści Nikosa Kazantzakisa Ostatnie kuszenie Chrystusa (reż. Martin Scorsese). Oba dzieła splagiatowały jednak ten motyw z wydanej w 1982 roku książki Michaela Baigenta i Richarda Leigha Święty Graal, święta krew. Jej autorzy próbowali udowodnić, że Jezus miał dzieci z Marią i że jego potomkowie dali początek frankijskiej dynastii Merowingów, a potem francuskiej sekcie katarów. Kościół zaś – jak zwykle – sprawę zatuszował. Podstawą teorii spiskowej były wyżej wspomniane apokryfy i karkołomna interpretacja średniowiecznych legend o Graalu – kielichu, w którym miano przechować krew Jezusa.

O ile cała teoria ma charakter pseudonaukowy, o tyle dwie rzeczy trzeba Marii Magdalenie przyznać. Wbrew powszechnemu przekonaniu nie była nawróconą prostytutką, z której Jezus wypędził siedem demonów. Taką opinię wyraził o Marii dopiero papież Grzegorz Wielki w VII wieku. Wcześniejsza tradycja konsekwentnie rozróżniała obie kobiety. Ewidentnie Maria Magdalena odgrywała w nauce gnostyckiej w II i III wieku dużo większą rolę niż w tradycji kościelnej – była depozytariuszką tajemnego objawienia. Czy jednak rzeczywiście łączył ją z gnostyckim Jezusem związek emocjonalno-seksualny? Wszystko wskazuje, że nie.

 

KOPERNIK BYŁA KOBIETĄ!

05_12_2012_12_50_42.jpgProblemem przy takiej interpretacji jest nie tylko status Jezusa w naukach gnostyckich jako nie-człowieka, ale także daleko idąca niechęć do sfery seksualnej. Dla gnostyków ciało ludzkie ze swej natury było złe. Zły był więc także popęd seksualny, a reprodukcja gatunku nosiła znamiona zbrodni – oznaczała tworzenie nowych „więzień” dla boskiej energii. Piszący ok. 200 roku Klemens z Aleksandrii tak referował poglądy Jezusa gnostyków: Gdy Salome pytała Pana: Dokąd śmierć będzie sprawowała swą władzę?, odpowiedział jej Pan: Dopóki wy, kobiety, będziecie rodzić. Zapewniają oni, że sam Zbawiciel rzekł: Przybyłem, aby położyć kres dziełom kobiety. Słowo „dzieła” oznacza narodziny i zagładę, a „kobieta” jest synonimem pożądania.

Kolejny tekst pochodzenia gnostyckiego, Ewangelia Tomasza opowiada: Powiedział im [i.e. apostołom] Szymon Piotr: Niech Maria odejdzie od nas. Kobiety nie są godne życia. Rzekł Jezus: Oto poprowadzę ją, by zmienić ją w mężczyznę, aby sama mogła stać się duchem żyjącym na podobieństwo was, mężczyzn. Bo każda kobieta, która uczyni się mężczyzną, wejdzie do Królestwa Niebios. Fragment mówi najprawdopodobniej o Marii Magdalenie, tej samej, która w innych tekstach jest „żoną” i „towarzyszką” Jezusa. Scena dobitnie wyrażała wrodzoną niższość i nieczystość kobiety w doktrynie gnostyckiej.

Opisy o charakterze seksualnym w tekstach gnostyckich pełnią funkcję symbolu, metafory, a nie świadectwa relacji damsko-męskich. To proces uwolnienia ducha przedstawiany jest przez gnostyckich walentynian w alegorycznym języku odnoszącym się do miłości cielesnej.

 

Trzy Marie (matka Jezusa, Maria Magdalena i Maria Kleofasowa) przy grobie Chrystusa, fragment obrazu Duccia di Buoninsegna, 1308 - 1311

 

KOMNATA MAŁŻEŃSKA

Taka interpretacja wyjaśnia scenę całowania się Jezusa i Marii, jak i ich małżeństwa. Pocałunek nie jest wyrazem uczucia. To moment przekazania wtajemniczonemu boskiej gnozy: Kto napił się z moich ust, stanie się takim jak ja – powiada apokryf. Pocałunek Marii oznacza więc, że tylko ona, a nie pozostali apostołowie, może otrzymać i zrozumieć boską wiedzę.

Co do małżeństwa, to wiemy z Ewangelii Filipa, że w środowisku walentynian był trochę inny repertuar obrzędów, niż te, które rozwinęły się w tradycyjny zestaw katolickich sakramentów. Pan uczynił wszystko tajemnicą: chrzest, namaszczenie, odkupienie, eucharystię i „komnatę małżeńską”. Poza chrztem czy eucharystią we wspólnocie najwyraźniej praktykowano obrzęd „komnaty małżeńskiej”. Polegał zapewne na przekazaniu adeptowi kolejnej porcji ezoterycznej wiedzy: Ci wszyscy, którzy wkraczają do sypialni, poczną światłość, gdyż nie będą poczynali jak małżeństwa, które konsumowane są w nocy. Inicjowany podczas obrzędu nazwany jest synem sypialni. Ireneusz z Lyonu, polemizujący z gnostykami ok. 180 roku, podaje, że obrzęd odzwierciedlał boską rzeczywistość: Niektórzy dysponują sypialnią i spełniają całe wtajemniczenie, któremu towarzyszą wezwania nad wtajemniczonymi: twierdzą, że w ten sposób sprawują małżeństwo duchowe na podobieństwo jedności z wysoka. Obrzęd przypominał więc ślub (najpewniej towarzyszył mu także rytualny pocałunek), nie był jednak realnym małżeństwem i nie obejmował stosunku seksualnego. A wspomniana przez Ireneusza „jedność z wysoka” oznaczała istniejącą pierwotnie unię elementów świata boskiego z żeńskim pierwiastkiem zwanym Sofią (czyli Mądrością) i męskim pierwiastkiem najwyższego Boga lub kosmicznego Chrystusa. Poprzez „komnatę małżeńską” wtajemniczony mógł zdobyć pradawną mądrość i zjednoczyć się z Chrystusem.

Przedstawienie Marii jako żony i towarzyszki Jezusa miało więc potrójne znaczenie. Maria była wcieleniem niebiańskiej Sofii, z którą łączył się Jezus, przywracając pierwotną harmonię świata boskiego, a zarazem depozytariuszką wiedzy o zbawieniu ludzi. W niczym nie zmieniało to jednak gnostyckiej negacji sfery ludzkiej seksualności ani nie czyniło z Jezusa głowy rodziny.

 

 

O CZYM MÓWI EWANGELIA ŻONY

Sensacyjny tekst zapisany jest na fragmencie papirusu o rozmiarach 4 na 8 cm. Nie znamy oryginalnego tytułu dzieła (Ewangelią żony nazwali go badacze). Nie wiemy też nic o okolicznościach znalezienia papirusu. Wiemy tylko, że na początku lat osiemdziesiątych XX wieku znajdował się w prywatnej berlińskiej kolekcji, a ponad  rok temu został przekazany do badań naukowcom Harvard Divinity School. Na podstawie paleografii i badań chemicznych atramentu ustalono, że tekst jest autentyczny i że został spisany w IV wieku w języku koptyjskim. Najpewniej jest to przekład utworu oryginalnie skomponowanego po grecku w II lub III wieku. Nie znamy jego autora, zresztą tekst był pewnie przypisany (jak większość ewangelii gnostyckich) jednemu z apostołów lub bliskich Jezusa. Eksponowanie związku Jezusa i Marii sugeruje, że wyszedł z kręgu walentynian.

05_12_2012_12_51_01.jpg

 

Strzęp papirusu z fragmentami tzw. Ewangelii żony 

 

Z papirusu możemy odczytać tylko fragmenty zdań pozbawione kontekstu:

1. [...] nie mój (lub: nie mnie). Matka moja (która) dała mi ży[cie]

2. [...] powiedzieli uczniowie do Jezusa: [...]

3. [...] zaprzeć. Maria jest tego godna [...]

4. [...] Jezus rzekł do nich: Moja żona [...]

5.[.....] ona będzie mogła stać się moim uczniem [...]

6. [...] niech ludzie źli napuchną [...]

7. [...] pojawiłem się z nią, aby [...]

8. [...] obraz [...]

9. nieczytelny ślad atramentu

 

Na drugiej stronie możemy przeczytać jedynie kilka pojedynczych słów: moja matka (linia I.), trzech (linia 3., słowo rekonstruowane), z czegoś / kogoś (może: wyjść skądś, przybyć z).

Kwestią problematyczną jest połączenie wzmiankowanych postaci. Imię „Maria” może się odnosić się zarówno do matki Jezusa (wspomnianej linijkę wyżej), jak i do innej kobiety. Nie mamy zachowanego dopełnienia, kto jest domniemaną „żoną” Jezusa – może Maria, może zaś boska mądrość (Sofia)? Na konkretną osobę wskazuje jednak wzmianka o uczynieniu jej uczniem. Analiza tych fragmentów w kontekście Ewangelii Filipa i Ewangelii Marii, czyni najbardziej prawdopodobną interpretację, że chodzi o Marię Magdalenę.

Użyty w tekście koptyjski termin [t]shime (s i h czytane oddzielnie, jak „sch” w słowie „schody”) oznacza „kobietę”. Jednak w połączeniu z zaimkiem dzierżawczym „moja” oznacza najpewniej „żonę”. Mimo to trudno ustalić dokładny sens wypowiedzi. Karen L. King, na podstawie analogii z Ewangelią Łukasza (Łk. 14, 26) i Ewangelą Tomasza (49,32 – 50,11) sugerowała, że słowa z pierwszej linii (nie mnie / nie mój) były częścią zdania: Ktokolwiek nie ma w nienawiści swojego ojca i swojej matku, nie będzie mógł stać się moim uczniem. Byłaby to więc parafraza jednej z ewangelii kanonicznych –  biblijny nakaz postawienia Jezusa na pierwszym miejscu (tak rozumieli ten fragment Ojcowie Kościoła). Interpretacja gnostycka odbiegała jednak od tradycji patrystycznej – traktowała te słowa jako dosłowny nakaz porzucenia rodziny na rzecz wspólnoty gnostyków i zachętę do poszukiwania wiedzy tajemnej. Pamiętajmy przy tym, że zaproponowana wersja tekstu niezachowanego jest tylko spekulacją.

Kolejny problem pojawia się w trzeciej linii. Po budzących tak wielkie zainteresowanie słowach „moja żona” zachowała się jeszcze litera „m” i być może kawałek litery „n”. Te litery mogły stanowić wyraz men – „wraz z”, ale mogły także być początkiem zupełnie innego słowa.

W szóstej linii dziwacznie wrażenie robi czasownik „puchnąć” (kopt. szafe), używany zazwyczaj do opisu stanu ciała podczas choroby. Możliwe, że mamy do czynienia z błędnym zapisem podobnego słówka: szof („być zniszczonym”). Sens zdania byłby wtedy bardziej logiczny: niech ludzie źli będą zniszczeni.

 

Notao Autorze: Sławomir Poloczek, historyk starożytności, archeolog, absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego

 



Kalendarium

14 listopada 1840: W Paryżu rodzi się malarz-impresjonista Claude Monet (zm. 1926).

Bieżący numer

06 listopad 2018
nr 11 (706)

Prenumerata  | Reklama  | Kontakt

Zamknij X

Błąd wczytywania.

Zamknij X