PIASTOWIE, CHRZEST POLSKI I POCZTKI PASTWA POLSKIEGO
Krzyacy Henryka Sienkiewicza  prawda i fikcja
dzieje.pl Imperium Romanum Muzeum Historii Pols Muzeum II Wojny Światowej Muzeum Pałac w Wilanowie NARODOWE ARCHIWUM CYFROWE PTH Zamek Królewski w Warszawie 
Polub nas na Facebook'u
ekiosk.pl

Mówią Wieki 9/2018

tylko
8.50 zł

DOSTʘPNE NA:
Win, iPad, Android

pobierz obrazy

TA ZBRODNIA POWINNA BYĆ OSTRZEŻENIEM. ROZMOWA Z DR. PATRYKIEM PLASKOTEM


TA ZBRODNIA POWINNA BYĆ OSTRZEŻENIEM

Z dr. PATRYKIEM PLESKOTEM, autorem książki Niewiadomski – zabić prezydenta, o zamachu na Gabriela Narutowicza rozmawia Bogusław Kubisz.

 

05_12_2012_11_59_31.jpgBohaterem Pana książki jest Eligiusz Niewiadomski, zabójca pierwszego prezydenta Rzeczypospolitej Gabriela Narutowicza. Dlaczego napisał Pan biografię mordercy, a nie ofiary?

Patryk Pleskot: Prezydent Narutowicz jest postacią dobrze znaną, napisano już o nim książki – inna sprawa, że te z czasów PRL, gdy cenzura nie pozwalała na opisanie wszystkiego, mają pewne braki. Powstał nawet film fabularny o zabójstwie Narutowicza – Śmierć prezydenta Jerzego Kawalerowicza. Czytając te opracowania, zwróciłem jednak uwagę, że mało miejsca poświęca się sprawcy zamachu, czyli Niewiadomskiemu. Stąd wziął się pomysł na książkę. Nie nazwałbym jej zresztą pełną, wyczerpującą biografią Niewiadomskiego, chociaż elementy biograficzne są w niej zawarte. To raczej próba znalezienia odpowiedzi na pytanie o przyczyny zabójstwa. Zadawałem je sobie przed napisaniem książki, w trakcie pisania i w pewnym sensie nadal je sobie zadaję. Bo odpowiedź jest złożona. Do zabójstwa Narutowicza doszło 16 grudnia 1922 roku, ale już co najmniej od listopada (daty wyborów parlamentarnych) trwała atmosfera politycznego i społecznego rozgorączkowania, a potem nagonka na nowo wybranego prezydenta. Zbiegło się to z indywidualnymi uwarunkowaniami i wyborami Niewiadomskiego. Predyspozycje, charakter, mentalność, ideologia wyznawana przez tego fanatyka zgrały się z gorącą atmosferą polityczną. To sprzężenie spowodowało tragedię.

 

Niewiadomski ujawnił podczas procesu, że jego celem nie był Narutowicz, tylko Piłsudski.

P.P.: Wszyscy byli zdumieni tym, co opowiadał. Pytany o powody zbrodni, rozpoczął filipikę wymierzoną w Piłsudskiego. Sędzia nie mógł zrozumieć, dlaczego wobec tego ofiarą zamachu padł Narutowicz i prosił go o wyjaśnienie. Odpowiedź była porażająca i według mnie znakomicie oddaje mentalność Niewiadomskiego. Twierdził on, że Narutowicz jako człowiek nie był dla niego istotny. Nie znał go i w ogóle się nim nie interesował. Zabił głowę państwa, bo taką miał ideę, nie zauważając, że zabija człowieka. Liczył się dla niego pewien konstrukt myślowy, projekt, który miał w głowie i w imię którego strzelał do prezydenta.

Cytuje pan relacje świadków, że Niewiadomski tuż przed zabójstwem pytał kolegów malarzy w Zachęcie, czy to na pewno „ten Narutowicz”…

P.P.: To zdumiewa i przekonuje, że nie zabił w afekcie i nie z osobistej nienawiści do Narutowicza. To właśnie jest fanatyzm doprowadzony do ekstremum. Ktoś realizuje swój światopogląd, ideę, którą sam stworzył, bez względu na skutki, także na ludzkie życie.

05_12_2012_11_59_22.jpgDlaczego jednak Niewiadomski nie próbował targnąć się na życie Piłsudskiego, skoro taki miał zamiar?

P.P.: Planował to zabójstwo jeszcze kilka dni przed wyborem Narutowicza na prezydenta, bo był przekonany, zresztą tak jak duża część Polaków w grudniu 1922 roku, że to Piłsudski zostanie głową państwa. Lecz marszałek w ostatniej chwili wycofał się z kandydowania. Po tej decyzji, w wyniku burzliwych głosowań Zgromadzenia Narodowego, 9 grudnia prezydentem zupełnie nieoczekiwanie został mało komu znany Gabriel Narutowicz. Wywołało to oburzenie dużej części prawicowego elektoratu i atmosferę politycznej nagonki, która w jakiejś mierze sprzyjała zamachowi. Można powiedzieć, że Niewiadomski zabił Narutowicza siłą rozpędu. Chciał zabić Piłsudskiego jako symbol Drugiej Rzeczpospolitej, która wyglądała zupełnie nie tak, jak tego oczekiwał. Piłsudski był dla niego symbolem zmarnowanych szans na „wielką Polskę”. Ponieważ Piłsudski nie został prezydentem, celem Niewiadomskiego stał się Narutowicz, który po objęciu urzędu utożsamiał w jego umyśle sprzeniewierzenie się ideałom wielkiej, patriotycznej, polskiej Ojczyzny.

 

 

Eligiusz Niewiadomski

Zamach miał miejsce w gmachu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Czy to przypadek, że do morderstwa doszło właśnie tam?

P.P.: Niewiadomski bardzo dobrze znał Zachętę, jeszcze przed pierwszą wojną światową należał do środowiska, które ją budowało, do szerokiego grona jej współtwórców. W Zachęcie zresztą wystawiano jego obrazy. Nie uczestniczył w przygotowywaniu wystawy, w trakcie której zabił Narutowicza, ale obracał się towarzystwie artystów prezentujących wtedy swoje dzieła. Dlatego ti, że się tam znalazł 16 grudnia 1922 roku na uroczystym otwarciu dorocznej wystawy, nikogo nie zdziwiło. Niewiadomski mógł wejść przez nikogo nie niepokojony na pierwsze piętro i popełnić zbrodnię.

Czy Niewiadomski działał sam? Czy podejrzewano spisek? Ponoć przy przeszukaniu znaleziono u niego kartkę, która mogła sugerować, że odbyło się losowanie zamachowca spośród większego grona kandydatów.

P.P.: Znaleziono tylko kartkę z nazwiskiem „Niewiadomski”. To znaczy wszystko i nic. Po zamachu pojawiały się oczywiście różne teorie spiskowe. Trzeba pamiętać, że został on szybko zinstrumentalizowany politycznie. Środowiska lewicowe oskarżały prawicę, że Niewiadomski był narzędziem w jej  ręku i że miał miejsce spisek przeciwko demokratycznie wybranej głowie państwa. Narodowcy odcinali się od tego. Próbując ratować twarz, przedstawiali Niewiadomskiego jako outsidera, fanatyka i zapewniali, że nie mają z nim żadnych związków. Później pojawiła się inna teoria, jakoby to piłsudczycy wykorzystali Niewiadomskiego, żeby wywołać zamęt w kraju, co pozwoliłoby im przejąć władzę. Pozostaje faktem, że przez kilkanaście godzin po zabójstwie Narutowicza władza leżała na ulicy. Może to pewna przesada, ale pamiętajmy, że rząd wcześniej złożył dymisję, Maciej Rataj, który jako marszałek Sejmu przejął obowiązki prezydenta, nie mógł zebrać ministrów. Państwo czekało na nowych przywódców.

Czy przed zamachem Niewiadomski zdradził komuś swój zbrodniczy zamysł?

P.P.: Nie. On był zupełnie wyizolowany ze społeczeństwa. Można zauważyć jego społeczną degradację. Nie chodzi o alkoholizm czy podobne sprawy, tylko o mentalne przeobrażenie, radykalizowanie się i pogrążanie się w odosobnieniu. W grudniu 1922 roku od kilkunastu miesięcy był bezrobotny, bo stracił pracę w Ministerstwie Kultury i Sztuki w efekcie sporów z ministrem Ponikowskim. Stopniowo tracił krąg znajomych, stawał się samotnikiem, frustratem, coraz bardziej pogrążonym w swoich obsesjach. Nie ogłaszał, że zabije Piłsudskiego, nie odgrażał się publicznie, ale krytykował go mocno.

Proces Niewiadomskiego trwał tylko jeden dzień, co z pewnością nie sprzyjało pełnemu wyjaśnieniu okoliczności zabójstwa. Dlaczego?

P.P.: Władze chciały pokazać swoją skuteczność poprzez skazanie sprawcy. To przeważyło nad ewentualnymi pokusami wykorzystania procesu do jakichś przetargów politycznych. Po zamachu szybko powstał ponadpartyjny rząd gen. Władysława Sikorskiego. Urząd prezydenta objął Stanisław Wojciechowski, wybrany przez tą samą większość co Narutowicz. Nowym władzom nie zależało na zaostrzaniu tego konfliktu, ale jego pacyfikacji. Endecję, która miała najwięcej posłów w Sejmie, zaczęto neutralizować i próbowano ją pozyskać do konstruowanego układu politycznego. Przeważył więc polityczny pragmatyzm.

Czy kara śmierci dla Niewiadomskiego była z góry przesądzona?

P.P.: Niewiadomskiego zatrzymano bezpośrednio po zabójstwie 16 grudnia, a jego proces odbył się 30 grudnia i w tym okresie pojawiały się głosy, żeby go nie skazywać na śmierć. O ułaskawieniu oczywiście nie mogło być mowy, ale proponowano, by go skazać na dożywotnie więzienie. Lewicowy pisarz żydowskiego pochodzenia Leo Belmont logicznie argumentował, że skazanie Niewiadomskiego będzie cegiełką do budowy jego mitu. Uważał, że zamiast robić z niego męczennika, lepiej osadzić go w więzieniu.

Niewiadomski stanowczo domagał się dla siebie kary śmierci. Obawiał się również, że zostanie uznany za niepoczytalnego. Robił wszystko, żeby dowieść, że zbrodniczy czyn popełnił w pełnej świadomości. Chciał być skazany na śmierć i uznany za męczennika. Nie dokonano ekspertyzy lekarskiej, która mogłaby wykazać, że był chory psychicznie. Tak też uniknięto by budowania jego mitu. To jednak przeciągnęłoby sprawę.

Niewiadomskiego nie powieszono, tylko honorowo rozstrzelano. Dlaczego?

P.P.: W źródłach nie znalazłem informacji na ten temat. Może rozstrzelano go z tego powodu, że uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej jako pracownik kontrwywiadu i żołnierz? Może dlatego, że był urzędnikiem państwowym? A może przez wzgląd na autorytet prezydenta Rzeczypospolitej, którego 05_12_2012_11_59_26.jpgzabił. Egzekucja odbyła się wczesnym rankiem, pod Cytadelą, nad Wisłą, żeby było przy niej obecnych jak najmniej ludzi.

Zabójcę pochowano na Powązkach, reprezentacyjnej nekropolii Warszawy. Dlaczego władze zgodziły się na to, choć było jasne, że jego grób stanie się obiektem kultu, miejscem manifestacji politycznych?

P.P.: Niewiadomscy byli szanowaną rodziną warszawską. Niemniej władze starały się uniknąć zgromadzenia z okazji pogrzebu, dlatego jego datę podano w ostatniej chwili. Niewiadomskiego pochowano o godz. 6 rano. Mimo to zgromadziło się ok. 10 tys. ludzi. Sporo, ale miesiąc wcześniej prawie pół miliona ludzi przyszło pożegnać prezydenta Narutowicza.

Przykład Niewiadomskiego pokazuje, że ciasnota przekonań i zacietrzewienie nie muszą być skutkiem braku wykształcenia, kultury, znajomości reguł rządzących życiem publicznym. Jak na owe czasy był człowiekiem znakomicie wykształconym: ­ukończył dwie akademie sztuk pięknych – w Petersburgu i Paryżu, był cenionym artystą i krytykiem sztuki, człowiekiem inteligentnym, obytym za granicą. Jak taki ktoś mógł zabić prezydenta?  

 Gabriel Narutowicz mal. Ludomir Janowski 0k. 1922

P.P.: Należał do elity intelektualnej kraju. Jego książki dotyczące historii sztuki cieszyły się estymą. Rzeczywiście ciasnota poglądów może iść w parze z wykształceniem i inteligencją. Także z tego względu to ciekawy przypadek. Moim zdaniem mamy tu do czynienia z klasyczną socjopatią, czyli  nieumiejętnością funkcjonowania w społeczeństwie. Jej podłożem było uznanie tego, co się wyznaje, za stojące ponad normami społecznymi i prawodawstwem.

To było wynaturzenie idei rewolucyjnych, a może nawet romantycznych. Hasło „mierz siły na zamiary” odczytane jako: nie licz się z niczym i realizuj swój cel. Czy Niewiadomski miał jakąś pozytywną wizję Polski?

P.P.: W więzieniu spisał swój testament polityczny, wydany potem pt. Kartki z więzienia. Ale pozytywnej wizji tam nie zobaczymy. To zbiór, mocno zresztą nieskładnych, ataków i frustracji. Niewiadomski atakował przede wszystkim lewicę, Żydów i Piłsudskiego. Wychwalał natomiast założenia faszyzmu włoskiego. Z ogólnego chaosu trudno wyłowić jakieś projekty pozytywne, może z wyjątkiem koncepcji kształcenia młodzieży. Niewiadomski proponował kształcenie wszechstronne, pisał o wyrabianiu wrażliwości artystycznej. Zwracał też uwagę na wychowanie fizyczne. Był zapalonym taternikiem, chodził po górach. Opracowywał też mapy Tatr, wydawał przewodniki z trasami wycieczek krajoznawczych. Kultura fizyczna, ale też uwrażliwianie młodzieży na sztukę miały jego zdaniem ukształtować ducha polskości. Ale w potoku oszczerstw i oskarżeń wobec rzeczywistości, która go otaczała, te myśli pozytywne znikają.

Mimo ataków na Piłsudskiego Niewiadomski podczas procesu parokrotnie wypowiedział się o nim z atencją. Dlaczego?

P.P.: Jego nienawiść do Piłsudskiego nie zrodziła się od razu. Z pewną przesadą można stwierdzić, że była to zawiedziona miłość. Niewiadomski początkowo pokładał wielkie nadzieje w Piłsudskim, ale się rozczarował. Ta utracona wiara, że jest to mąż opatrznościowy Polski, popychała go do zabójstwa. Z drugiej strony nasiąkł ideologią endecką i bardzo szanował Dmowskiego, którego czytał z zachwytem. Ciekawe, że ani na procesie, ani w Kartkach z więzienia nie pojawia się wątek współpracy Dmowskiego z caratem, jego rezygnacji z działań radykalnych.

Czy po śmierci Niewiadomski stał się bohaterem dla swego obozu politycznego?

P.P.: W 1923 roku 300 dzieci dostało na chrzcie rzadkie imię Eligiusz – to o czymś świadczy. Po pogrzebie przed grobem Niewiadomskiego na Powązkach ustawiały się warty, palono znicze, przynoszono kwiaty. Tworzył się kult, który jakiś czas trwał. Prasa endecka, która tuż po zamachu odcięła się od niego, z czasem zaczęła usprawiedliwiać jego decyzję i kreować wizerunek człowieka, który co prawda popełnił zbrodnię, ale położył życie na ołtarzu ojczyzny.

Ale w ten sposób wybielano zbrodnię…

P.P.: Nie posunięto się do tego, by wprost pochwalić czyn Niewiadomskiego. Pisano jednak, że widział ogrom nieszczęść ojczyzny, że to, co uczynił, zrobił dla przyszłych pokoleń. Były to absurdalne argumenty, bo jakim wzorem dla przyszłych pokoleń mógł być morderca, który strzelił bezbronnej ofierze w plecy. Ale się pojawiały. W ten sposób pośrednio usprawiedliwiano zbrodnię i jej rzeczywistą ofiarę – Gabriela Narutowicza, stawiano obok skrytobójcy, którego traktowano jako drugą ofiarę zamachu.

Całość rozmowy znajdą Państwo na łamach grudniowego numeru Mówią wieki - do kupienia w Empikach, kioskach i księgarniach.

 



Kalendarium

31 sierpnia 12: Caius Iulius Caesar Kaligula, cesarz rzymski w latach 37–41n.e.

Bieżący numer

04 wrzesień 2018
nr 9 (704)

Prenumerata  | Reklama  | Kontakt

Zamknij X

Błąd wczytywania.

Zamknij X