PIASTOWIE, CHRZEST POLSKI I POCZTKI PASTWA POLSKIEGO
Krzyacy Henryka Sienkiewicza  prawda i fikcja
dzieje.pl Imperium Romanum Muzeum Historii Pols Muzeum II Wojny Światowej Muzeum Pałac w Wilanowie NARODOWE ARCHIWUM CYFROWE PTH Zamek Królewski w Warszawie 
Polub nas na Facebook'u
ekiosk.pl

Mówią Wieki 9/2018

tylko
8.50 zł

DOSTʘPNE NA:
Win, iPad, Android

pobierz obrazy

AP BAC 1963

Lech Krzemiński


AP BAC 1963 - Pierwsze starcie Amerykanów z Wietkongiem

 

Bitwa o Ap Bac była pierwszą bitwą wojny wietnamskiej, w której żołnierze amerykańscy występujący w roli doradców wojskowych Armii Wietnamu Południowego starli się z oddziałami Wietkongu. Miała ona jednak również inne tło – po bitwie prasa amerykańska pierwszy raz zmierzyła się z opinią wojskowych. W 1963 roku rozpoczęły się dwie wojny wietnamskie: militarna i medialna. Ta druga była równie ważna jak pierwsza.

 

Amerykańscy korespondenci prasowi podczas konfliktu w Wietnamie cieszyli się niespotykaną wcześniej swobodą, m.in. dlatego, że USA formalnie nie wypowiedziały nikomu wojny, a więc nie uruchomiono cenzury. Niebagatelną rolę odegrała telewizja przekazująca obrazy bezpośrednio z pola walki. Społeczeństwo amerykańskie nie tylko zobaczyło wojnę, ale także zetknęło się z inną kulturą. To sprawiło, że opinia publiczna szybko zaczęła krytykować azjatycki konflikt. Spór pomiędzy cywilami, reprezentowanymi w Wietnamie przez reporterów, a wojskowymi narastał wraz z eskalacją działań wojennych. Później okazało się, że konfrontacja z opinią publiczną miała istotne znaczenie dla wojny w Indochinach.

 

ZATRZYMAĆ HO CHI MINHA

Na Półwyspie Indochińskim po drugiej wojnie światowej rozpoczął się proces dekolonizacji. Po krwawych walkach z Francuzami wietnamski ruch narodowy Viet Minh wywalczył niepodległość. W wyniku ustaleń międzynarodowej konferencji w Genewie w 1954 roku Wietnam podzielono na dwie części: północną pod przywództwem Ho Chi Minha i południową pod panowaniem profrancuskiego cesarza Bao Daia. Ponieważ Ho Chi Minh sympatyzował z komunistami, rząd USA zdecydował się wspierać niezależność Wietnamu Południowego. W 1955 roku Amerykanie wspomogli przewrót na Południu, w wyniku którego Bao Daia zastąpił prezydent Ngo Dinh Diem, a kraj stał się republiką (Republika Wietnamu − RVN). W tym samym czasie na Północy Ho Chi Minh ustanowił Demokratyczną Republikę Wietnamu (DRW) i rozpoczął działania na rzecz zjednoczenia obu państw.

 31_01_2012_20_38_59.jpg

Tzw. szlak Ho Chi Minha był siecią tras komunikacyjnych, którymi do Wietnamu Południowego przerzucano z północy partyzantów i sprzęt. Na zdjęciu transport broni szlakiem Ho Chi Minha

Rząd DRW zdecydował się wysłać na Południe swoich ludzi z misją ustanowienia Narodowego Frontu Wyzwolenia (NLF), organizacji opartej na strukturach Viet Minhu. Celem była destabilizacja rządu Diema i przejęcie kontroli nad terytorium Republiki Wietnamu. Ponieważ wspierający Diema Amerykanie mieli ogromną przewagę sprzętową i techniczną, NLF prowadził działania partyzanckie na prowincji i w mniejszych miejscowościach, nie ryzykując większych starć z wojskami rządowymi, szkolonymi i wspieranymi przez oficerów armii USA.

W 1959 roku sowiecki gensek Nikita Chruszczow zadeklarował wsparcie dla wszystkich ruchów narodowowyzwoleńczych, chcąc wykorzystać proces dekolonizacji do rozprzestrzeniania systemu komunistycznego w nowych krajach Azji, Ameryki Południowej i Afryki. Zachęceni tym komuniści w Wietnamie Północnym zintensyfikowali działania NLF, aby uniemożliwić przeprowadzenie wyborów parlamentarnych na Południu i zdestabilizować sytuację w kraju. DRW uruchomiła szlaki zaopatrzeniowe wzdłuż granicy Republiki Wietnamu, zwane ścieżkami Ho Chi Minha. Ciągnęły się one poprzez terytoria sąsiedniej Kambodży oraz Laosu. Przesyłano nimi zaopatrzenie oraz kadry dla NLF. Wzrost aktywności partyzantów sprawił, że amerykańscy doradcy wojskowi w Wietnamie Południowym dostrzegli realne zagrożenie z ich strony, a przemowa Chruszczowa nadała działaniom Narodowego Frontu Wyzwolenia perspektywę zimnowojenną.

NFL chciał pozbawić rząd Republiki Wietnamu kontroli nad prowincją i przeciągnąć chłopów na stronę komunistów. Niewielkie oddziały partyzanckie, wytrenowane przez oficerów z Północy i uzbrojone dzięki zaopatrzeniu płynącemu przez ścieżki Ho Chi Minha, ukrywały się w dżungli, atakując wioski oddalone od baz wojskowych, niebronione przez oddziały rządowe. Wietkong – jak amerykańscy oficerowie zwykli określać żołnierzy NLF – prowadził działania terrorystyczne i propagandowe: mordował lokalnych urzędników, wprowadzał swoich zarządców, zmuszał chłopów do oddawania części zboża, a także werbował ludność, obiecując lepsze życie pod rządami komunistów. Gęsta dżungla była doskonałym schronieniem przed amerykańskim i południowowietnamskim zwiadem. Pożywienie komuniści zdobywali w opanowanych wioskach, a jeśli któryś oddział nie podporządkował sobie żadnej osady, mógł liczyć na transporty z Północy.

Niebronione wioski padały łatwym łupem Wietkongu, dzięki czemu komuniści zyskali kontrolę nad znacznymi terenami, w tym przylegającą do Sajgonu od północy strefą D, a także nad rolniczą deltą rzeki Mekong. Zmusiło to Amerykanów do przeciwdziałania.

 

WOJNA PRZECIWPARTYZANCKA

Rząd USA zwiększył liczbę doradców wojskowych i wprowadził nowe metody walki z partyzantami. W latach 1960 − 1963 prezydent John F. Kennedy zwiększył amerykański kontyngent z 600 do 16 300 oficerów, którzy służyli jako doradcy przy jednostkach Armii Południowego Wietnamu (ARVN). Ponadto wprowadzono śmigłowce bojowe oraz oddziały sił specjalnych, od nakrycia głowy zwane potocznie zielonymi beretami. Byli to żołnierze szkoleni do walki w trudnych warunkach, w oddaleniu od bazy zaopatrzeniowej, w głębi terytorium wroga. Ich zadaniem było także szkolenie Wietnamczyków. Wybrani żołnierze południowowietnamscy, zwani rangersami, mieli wykonywać najtrudniejsze misje wojskowe, a także patrolować granice państwa.

Wykorzystanie śmigłowców miało zwiększyć mobilność regularnych wojsk południowowietnamskich. Stacjonowały one w większych bazach i w razie potrzeby mogły być szybko przetransportowane drogą powietrzną na miejsce ataku. Na początku wojny do transportu piechoty używano dwuwirnikowych helikopterów H-21, zwanych przez żołnierzy amerykańskich latającymi bananami ze względu na wydłużony i załamany w środku kształt kadłuba. W połowie 1962 roku do Indochin dotarły pierwsze śmigłowce wielozadaniowe UH-1, w tym maszyny uzbrojone, mające eskortować helikoptery transportowe. UH-1, zwane potocznie hueyami, miały znacznie lepsze osiągi niż H-21 i okazały się na tyle skuteczne, że ARVN udało się odzyskać kontrolę nad większością terenów opanowanych przez komunistów.

Partyzanci bali się śmigłowców: już sam dźwięk śmigła powodował, że uciekali z pola walki. W 1962 roku straty Wietkongu wzrosły z 12 do 21 tys. ludzi, natomiast straty ARVN utrzymywały się na tym samym poziomie – 4 tys. Theodor Heavner, odpowiadający w Departamencie Stanu za kontakty z Wietnamem Południowym, pod koniec roku informował o „znaczących postępach” w wojnie z partyzantami. Jednak już na początku 1963 roku sytuacja się pogorszyła. 2 stycznia komuniści zdecydowali się wydać pierwszą bitwę wojskom rządowym i nie uciekać przed helikopterami. Starcie miało miejsce w pobliżu południowowietnamskiej wioski Bac i w dużym stopniu wpłynęło na dalsze losy wojny.

 

PLAN AKCJI NA TAN THOI

2 stycznia 1963 roku żołnierze 7. Dywizji Piechoty ARVN otrzymali rozkaz przejęcia transmitera radiowego Wietkongu, który znajdował się w wiosce Tan Thoi (sąsiadującej z Bac) w IV strefie wojskowej. Wywiad południowowietnamski informował, że mieściło się tam lokalne centrum dowodzenia partyzantki komunistycznej bronione przez 120 ludzi.

Plan ułożony przez dowództwo ARVN według wytycznych amerykańskich zakładał atak na Tan Thoi z trzech stron. Jeden batalion 7. DP miał zostać przerzucony helikopterami na północ od wioski i rozpocząć natarcie. Od południa atakowały dwa bataliony Gwardii Narodowej. Nieco na zachód od nich miała czekać kompania piechoty wyposażona w transportery opancerzone M-113 i zaatakować wycofujące się oddziały Wietkongu. Na polu bitwy znajdowało się również kilku amerykańskich oficerów, m.in. płk John Paul Vann, doradca przy 7. DP ARVN, który wraz z dowódcą południowowietnamskim płk. Bui Dinh Damem miał oceniać sytuację z samolotu zwiadowczego L-19.

31_01_2012_20_30_05.jpg

Na papierze plan wyglądał dobrze. Dzięki amerykańskiej pomocy ARVN miała znaczną przewagę techniczną i liczebną oraz potężne rezerwy: w pogotowiu znajdowały się dwie kompanie 7. DP i batalion powietrznodesantowy. Helikoptery transportowe otrzymały eskortę śmigłowców bojowych amerykańskiej Kompanii Taktycznego Transportu Helikopterów Wielozadaniowych. Maszyny UH-1B wyposażono w zestawy broni pokładowej XM-6: po cztery karabiny maszynowe M-60 oraz po dwa zestawy rakiet niekierowanych kal. 2,75 cala. Z kolei wozy bojowe M-113 uzbrojono w obrotowe gniazda karabinów maszynowych kal. 12,7 mm.

Dzięki dużej mobilności i sile ognia operację można było przeprowadzić szybko i zdecydowanie. Amerykanie nie wzięli jednak pod uwagę wyszkolenia i morale żołnierzy obu stron.

 

BÓJ O AP BAC

Helikoptery z żołnierzami 7. DP dotarły na wyznaczone miejsce i wysadziły desant. Jednak oddziały Gwardii Narodowej wpadły w zasadzkę. Żołnierze szli w stronę Tan Thoi od południa. Partyzanci Wietkongu ukryli się po obu stronach drogi – pierwsza grupa schowała się w gaju kokosowym, druga okopała po przeciwnej stronie, za linią drzew. Obie pozycje były dobrze zamaskowane. Komuniści pozwolili przeciwnikom podejść na ok. 30 m, po czym otworzyli ogień od strony gaju kokosowego. Zaskoczone oddziały gwardzistów poniosły duże straty, a ich dowódca zginął. Płk Dam zdecydował się wysłać w rejon walki śmigłowcami dwie rezerwowe kompanie piechoty, które miały się desantować pod lasem. Uznając tę stronę drogi za bezpieczną, amerykańscy piloci wylądowali blisko linii drzew. Wtedy uderzyli ukryci w lesie partyzanci. Z pięciu helikopterów, które dostarczyły pierwszy rzut żołnierzy ARVN, dwa zostały poważnie uszkodzone. Silny ogień Wietkongu przytrzymał kompanie rezerwowe przy ziemi, zmuszając żołnierzy do chowania się za niewielkimi groblami.

Natarcie było niemożliwe i płk Dam wysłał helikoptery H-21 do ewakuacji. Jedynym rezultatem tej decyzji był kolejny uziemiony śmigłowiec. Wtedy do akcji wezwano uzbrojone UH-1B. Amerykanie przelatywali raz po raz wzdłuż ściany lasu, strzelając ze wszystkich luf i odpalając rakiety. Jednak wbrew wcześniejszym doświadczeniom partyzanci pozostali na pozycjach, mało tego, podjęli walkę z helikopterami. Co gorsza, ogromna siła ognia śmigłowców zdawała się nie wyrządzać szkody przeciwnikom. Piloci nie widzieli wroga i strzelali zbyt wysoko.

Kiedy jeden z hueyów próbował lądować i ewakuować doradców amerykańskich, został trafiony serią z karabinu maszynowego: pilot zginął na miejscu, a maszyna się rozbiła. Sytuacja wydawała się krytyczna. Płk Vann wezwał myśliwce i rozkazał zrzucić na las napalm. Jednak bomby zapalające nie trafiły w cel i partyzanci kontynuowali ostrzał. Straty oddziałów rządowych rosły, a żołnierze południowowietnamscy nie kwapili się do kontrataku.

Po nieudanych atakach z powietrza płk Dam chciał wysłać na pomoc kompanię zmotoryzowaną. Wsparcie opóźnił jednak jej dowódca kpt. Ly Tong Ba, niechętnie wyruszając do walki. Kiedy po czterech godzinach oddziały zmotoryzowane dotarły na miejsce, okazało się, że niewiele mogą pomóc. Żołnierze nie tylko obawiali się wyjść z opancerzonych maszyn, ale nawet strzelać z karabinów maszynowych umieszczonych na dachach pojazdów. Nieskoordynowane próby ataku M-113 nie powiodły się. Vann i Dam chcieli rzucić do boju drugi batalion Gwardii Narodowej, jednak szef prowincji mjr Lam Quang Tho nie zgodził się. Wobec tego postanowiono zrzucić batalion powietrznodesantowy na wschód od pozycji Wietkongu, aby spadochroniarze mogli zajść partyzantów od flanki i zablokować im drogę odwrotu. Wtedy wmieszał się gen. Huynh Van Cao, dowódca IV strefy wojskowej, który przebywał akurat na stanowisku dowodzenia. Zmienił miejsce lądowania spadochroniarzy: aby ograniczyć potencjalne straty, skakali po zmroku za linie piechoty ARVN. Tym razem zawiodła koordynacja, ponieważ ani piechurzy, ani spadochroniarze nie zostali powiadomieni o zmianie rozkazów. Ci drudzy wzięli oddziały rządowe za partyzantów i wywiązała się bratobójcza walka. Co gorsza, wezwano również wsparcie artylerii, która zbombardowała pozycje sił własnych. Straty były katastrofalne: poległo 65 żołnierzy ARVN, ok. 100 zostało rannych, podczas gdy komuniści stracili zaledwie 18 zabitych i 39 rannych. Zginęło trzech Amerykanów, stracono kilka śmigłowców. Do tego nocą partyzantom udało się uciec z wioski.

 

WOJNA W DŻUNGLI I NA TYŁACH

Od stycznia 1963 roku komuniści zaczęli stawiać opór regularnym oddziałom ARVN, nawet jeśli te atakowały w dużej liczbie i przy wsparciu amerykańskich śmigłowców. Zgrupowanie oddziałów komunistycznych w wiosce Bac było wyjątkowo liczne: znajdowały się tam elementy 514. Batalionu Sił Lokalnych oraz 216. Batalionu Sił Głównych Narodowego Frontu Wyzwolenia, w sumie ok. 300 ludzi. Tak silne oddziały Północy nie operowały wcześniej na terenie Wietnamu Południowego. Dobrze ilustruje to raport szefa Kolegium Połączonych Sztabów gen. Earla Wheelera, wysłanego w styczniu 1963 roku do Wietnamu Południowego z misją oceny działań przeciwpartyzanckich. Generał sporządził wykaz statystyczny starć, z którego wynikało, że do końca 1962 roku podczas jednego starcia ginęło średnio: od jednego do trzech partyzantów i od jednego – do dwóch żołnierzy ARVN. Pod Ap Bac straty wyniosły odpowiednio: 18 do 65 zabitych oraz 39 do 100 rannych. Zmiana taktyki zarządzona przez komunistów z Wietnamu Północnego spowodowała, że w 1965 roku w wojnie walczyły już trzy regularne pułki NLF, szacowane na 4 – 6 tys. ludzi każdy. Konfrontacja pod Ap Bac stanowiła więc cezurę w wojnie: wojska komunistyczne zaczęły stopniowo przechodzić od walki partyzanckiej do działań regularnych.

Ważniejsza okazała się jednak druga wojna, rozpętana w związku z krytyczną analizą działań podczas tej bitwy konflikt oficerów armii USA z amerykańską prasą. Korespondenci przedstawili krytyczny obraz bitwy. W styczniu 1963 roku Neil Sheehan z „Washington Post” oraz David Halberstam z „New York Timesa” w serii artykułów skrytykowali działania ARVN. Oparli swoje relacje na wywiadach z żołnierzami, szczególnie na rozmowach z płk. Vannem, który otwarcie krytykował wojska sojusznicze. Opinie głoszone na łamach macierzystej gazety Halberstam powtórzył w wydanej w 1965 roku książce Making of a Quagmire.

31_01_2012_20_45_57.jpg

Śmigłowiec transportowy H-21, nazywany bananem. Na zdjęciu desant żołnierzy ARVN

Reporterzy skupili się na postawie żołnierzy południowowietnamskich. Ich zdaniem podczas bitwy zawiodły: wywiad, wyszkolenie bojowe oraz dowodzenie. Wywiad ARVN szacował siły komunistyczne w wiosce na 120 ludzi, podczas gdy znajdowało się tam ponad 300 partyzantów. Ponadto informacje o ataku nadano niekodowaną transmisją radiową, wobec czego Wietkong zdołał je przechwycić. Jeśli chodzi o wyszkolenie, to zdaniem dziennikarzy żołnierze rządowi nie wykazali inicjatywy bojowej. Zamiast atakować, chowali się za groblami i pojazdami pancernymi, przez co wielu z nich poległo. Dowodzenie zawiodło, kiedy płk Dam próbował wysłać wsparcie dla uziemionych oddziałów: najpierw dowódca kompanii zmotoryzowanej odmówił wykonania rozkazu, potem szef prowincji zmienił rozkaz głównodowodzącego wydany oddziałom Gwardii Narodowej, mimo że teoretycznie podlegał płk. Damowi. Jednak mjr Tho był protegowanym południowowietnamskiego prezydenta, w związku z czym nie uznawał zwierzchnictwa Dama. Zarzuty postawione armii oraz rządowi Republiki Wietnamu odbiły się głośnym echem w Stanach Zjednoczonych, stawiając pod znakiem zapytania pomoc dla niesfornego sojusznika, jakim był Ngo Dinh Diem.

 

MEDIA WOBEC WIETNAMU

Krytyka prasowa miała szczególne znaczenie dla konfliktu w Wietnamie. Zapoczątkowała ją właśnie bitwa o Ap Bac. Amerykańscy wojskowi zdecydowanie mniej surowo ocenili działania ARVN. Gen. Wheeler stwierdził, że przegrana batalia była jaskrawym wyjątkiem na tle sukcesów wojsk rządowych w walce z partyzantami. Według niego porażki stanowiły nieunikniony element wojny, nie należało więc przeceniać wagi jednego starcia.

W podobnym tonie wypowiadał się gen. Paul Harkins, szef Amerykańskiej Misji Wojskowej w Wietnamie. Bronił żołnierzy Republiki Wietnamu,  twierdząc, że opinie dziennikarzy ich krzywdzą, ponieważ dowiedli swej odwagi we wcześniejszych walkach. W odpowiedzi Halberstam skrytykował Harkinsa na łamach „New York Timesa”, zarzucając mu niekompetencję. Artykuł ten był początkiem konfliktu między amerykańskimi wojskowymi a korespondentami w Wietnamie. Wcześniej dziennikarze skupiali się na krytyce prezydenta Diema za autorytaryzm i nepotyzm, który odbijał się także na jakości armii południowowietnamskiej. Kiedy gen. Harkins wziął stronę Diema, dziennikarze zwrócili się przeciwko własnym oficerom. Konsekwencje konfliktu sięgały znacznie dalej, niż któraś ze stron mogła przypuszczać. Krytyka prasy spowodowała nazbyt pesymistyczną ocenę działań wojsk amerykańskich w kluczowym momencie wojny – podczas odpierania komunistycznej ofensywy Tet w 1968 roku. Pod wpływem mediów prezydent Lyndon B. Johnson ograniczył liczbę żołnierzy walczących w Wietnamie, przez co nie udało się wykorzystać militarnego sukcesu. Antywojenne protesty zmusiły go do rezygnacji z ubiegania się o drugą kadencję, a jego następca Richard Nixon rozpoczął wycofywanie wojsk USA z Wietnamu.

 



Kalendarium

31 sierpnia 12: Caius Iulius Caesar Kaligula, cesarz rzymski w latach 37–41n.e.

Bieżący numer

04 wrzesień 2018
nr 9 (704)

Prenumerata  | Reklama  | Kontakt

Zamknij X

Błąd wczytywania.

Zamknij X