PIASTOWIE, CHRZEST POLSKI I POCZTKI PASTWA POLSKIEGO
dzieje.pl Imperium Romanum Muzeum Historii Pols Muzeum II Wojny Światowej Muzeum Pałac w Wilanowie NARODOWE ARCHIWUM CYFROWE PTH Zamek Królewski w Warszawie 
Polub nas na Facebook'u
ekiosk.pl

Mówią Wieki 12/2016

tylko
8.50 zł

DOSTʘPNE NA:
Win, iPad, Android

pobierz obrazy

REDUTA ORDONA, O pomyłkach, mitach i manipulacjach

MAŁGORZATA KARPIŃSKA


09_01_2012_14_46_09.jpgEpizod obrony Warszawy w 1831 roku – obrona tzw. Reduty Ordona – jest jednym z niewielu wydarzeń w historii Polski, które tak bardzo obrosły by w legendę. Równie rzadko legenda tak bardzo odbiega od faktów.

 

Reduta Ordona faktycznie nosiła mało romantyczną nazwę − dzieło fortyfikacyjne nr 54, zwane też lunetą. Była elementem zewnętrznego pasa obrony Warszawy, najbardziej wysuniętego na przedpola miasta. Wchodząc w skład kompleksu fortyfikacji wolskich od południa osłaniała, wraz z położonym na północny-wschód od niej dziełem nr 55, główną placówkę − redutę wolską z kościołem św. Wawrzyńca, dowodzoną przez gen. Józefa Sowińskiego.

Dzieło nr 54 było fortyfikacją ziemną na planie sześcioboku. Placówka nie miała prawie żadnych zabezpieczeń dla dział i kanonierów. Fosy były płytkie, a palisady słabe, nie dokończono też wilczych dołów. Nie lepiej wyglądało jej uzbrojenie: zaledwie sześć starych dział (tzw. wałowych) o niewielkiej skuteczności. Umieszczono tu także spory skład amunicji i prochu. Obsadę stanowiło kilkudziesięciu artylerzystów-rekrutów. Redutę wzmacniały dwie kompanie piechoty. Polskie dowództwo nie spodziewało się rosyjskiego ataku od strony Woli. Liczono, że nieprzyjaciel uderzy z południa − od Mokotowa i Królikarni.

W przeddzień szturmu miasta placówkę nr 54 wizytował gen. Józef Bem, dowódca pierwszej linii obrony Warszawy. Miał on wówczas nakazać obronę składu za wszelką cenę, a w razie niemożliwości utrzymania wysadzić udaremniając zdobycie amunicji przez nieprzyjaciela. Dowódcą dzieła nr 54 był mjr Ignacy Dobrzelewski, wcześniej podporucznik 1. pułku piechoty liniowej armii Królestwa Polskiego. W powstaniu walczył w korpusie gen. Józefa Dwernickiego i wraz z nim przeszedł granicę Galicji. Internowany przez Austriaków, zbiegł i powrócił do Królestwa. Ppor. Juliusz Konstanty Ordon dowodził w placówce artylerią. Warszawiak, urodzony w 1810 roku, zaciągnął się do wojska po ukończeniu 18 lat. Uczestniczył w Nocy Listopadowej, a później walczył jako podoficer m.in. pod Dobrem, Wawrem, Olszynką Grochowską, Dębem Wielkim. Po bitwie pod Ostrołęką (25 maja 1831 roku) został odznaczony za męstwo krzyżem srebrnym Virtuti Militari oraz awansowany na podporucznika. 2 września został dowódcą artylerii dzieła nr 54.

 

Rosyjski szturm na Wolę

Szturm na wolskie fortyfikacje rozpoczął się we mgle, 6 września o świcie. Ordon, obserwujący przez lunetę pozycje wroga, miał pierwszy dostrzec przygotowania do ataku. Rosyjski ostrzał placówki nr 54 wywołał pewien popłoch w szeregach jej obrońców. Obiecane wsparcie nie nadchodziło, a opór był słaby i dość chaotyczny. Żołnierze rosyjscy szybko zaczęli się wdzierać za palisadę. Polski odwrót był niemożliwy. Tuż przed ósmą rano z hukiem w górę wzbił się wysoki słup dymu – dzieło nr 54 wyleciało w powietrze. Rosjanie zatrzymali się: Moskwa na razie struchlała, zdrętwiała i wszędzie armatnio umilkła jak daleko rozciągał się głos tego wybuchu. Nieprzyjaciel obawiał się, że szańce zostały podminowane. Zdezorientowani byli także obrońcy, sam Ordon później nie był w stanie lub nie chciał opisać, co wówczas dokładnie się stało. Jego relacje były sprzeczne; niektóre spisał, inne zanotowali jego rozmówcy. Była w nich mowa o pomyłce, przypadkowym zaprószeniu ognia przez nieuważnego żołnierza, w jednym z opisów znowu pojawiła się wersja celowego działania. Konsekwentna była natomiast ocena skutków: wybuch ten wprawdzie kosztował dużo – pisał Ordon − zginęło bowiem wielu naszych, a więcej nieprzyjaciela, ocalił jednak życie większej liczby naszych żołnierzy, którzy byliby zginęli od bagnetu spitego i rozbestwionego żołdaka moskiewskiego.

Zginęło wówczas wielu polskich obrońców oraz atakujących Rosjan, jednak dane o stratach są nieprecyzyjne. Poległ m.in. płk Aleksander Tuchaczewski, pradziad gen. Michaiła Tuchaczewskiego. Ordon, oszołomiony wybuchem i poważnie poparzony na twarzy i rękach, na kilkanaście dni stracił słuch. Dowodzący placówką mjr Dobrzelewski nie ucierpiał. Pozostał w Warszawie po kapitulacji i ponowił przysięgę carowi.

 

Po klęsce

Ordon jako jeniec został odtransportowany do Nadarzyna. Szybko zwolniono go dla leczenia. Osiadł w domu rodzinnym w Warszawie, jednak w obawie przed represjami miał ponoć rychło opuścić miasto. Przedostał się do Galicji i ukrywał m.in. w Lesku, w majątku Edmunda Krasickiego. Dalsze życie Ordona biegło rytmem podobnym do losów wielu ówczesnych polskich emigrantów. Wyznaczały go kolejne zrywy wolnościowe i mniej lub bardziej udane przygotowania do walki. Przystąpił do spisku Józefa Zaliwskiego. Bezskutecznie usiłował przedostać się na Wołyń, w 1833 roku przez pewien czas ukrywał się we Lwowie w Ossolineum. W tym samym czasie wydrukowano tam (rzecz jasna w konspiracji) wiersz Mickiewicza „Reduta Ordona”. Właśnie z tego dzieła Ordon miał się dowiedzieć o swojej śmierci. Po wielu perypetiach przedostał się do Drezna, a stamtąd do Wielkiej Brytanii, gdzie uzyskał wsparcie tamtejszego rządu. Wstąpił do loży wolnomularskiej Canongate Kilwinning, a potem The Polish National Lodge. Aktywnym masonem pozostał do końca życia.

W 1836 roku Ordon, jak wielu polskich wojskowych, usiłował wstąpić do nowopowstającego wojska belgijskiego. Próbował też szczęścia w handlu, bez powodzenia. W 1848 roku na wieść o powstaniu w Wielkopolsce podążył do kraju, ale został aresztowany już w Berlinie. Później przez Paryż wyjechał do Mediolanu, by służyć w Legionie Mickiewicza, ale ostatecznie wobec namów Władysława Zamoyskiego wstąpił do Legii Lombardzkiej, a później do armii sardyńskiej (1849 − 1855). Odznaczył się w kilku bitwach i został odznaczony.

W 1855 roku na wezwanie ks. Adama Jerzego Czartoryskiego porzucił służbę i przeprowadził z Londynu do Turcji statek ze 100 ochotnikami oraz wyposażeniem wojskowym. Zagrożona rosyjską agresją Turcja wówczas pod sztandary swoje powołuje rewolucjonistów wszystkich krajów. Ordon dołączył do tych ochotników, organizując w Szumli oddział wojskowy, który jednak nie wziął udziału w walce i szybko został rozwiązany.

Ordon powrócił do Francji i dzięki protekcji ks. Czartoryskiego został nauczycielem w Kolegium Rządowym w Maux. Jednak już we wrześniu 1860 roku wyjechał do Neapolu i stanął na czele I baterii artylerii w oddziałach Giuseppe Garibaldiego; wiosną 1861 roku znalazł się w armii włoskiej. Otrzymał stopień kapitana  i, jako jeden z pierwszych, Krzyż Oficerski Korony Włoskiej. Był krótko komendantem twierdz w Brescii i Palermo.

W 1867 roku Ordon przeszedł w stan spoczynku i zamieszkał we Florencji. Usiłował jeszcze bez powodzenia wstąpić do wojska lub podjąć jakąś posadę, wyjeżdżał też kilkakrotnie do kraju. Miał coraz większe kłopoty ze zdrowiem, tracił słuch. W 1882 roku wystąpił jeszcze oficjalnie jako weteran na pogrzebie Garibaldiego. W nocy z 3 na 4 maja 1887 roku blisko osiemdziesięcioletni Julian Ordon strzałem z pistoletu odebrał sobie życie.

09_01_2012_14_47_12.jpg

 

Coś ty uczynił światu Ordonie, że Cię w trzy groby zamknięto po zgonie

Ta parafraza znanego wiersza Cypriana Kamila Norwida dobrze odpowiada pośmiertnym losom Juliana Ordona. Przyjaciół przygotował ponoć na ewentualność śmierci samobójczej: Czuję już zbliżający się kres życia, nie chcę zaś umrzeć w szpitalu. Pragnę śmierci żołnierskiej, od kuli, a ponieważ nie mam już nadziei, aby mnie zaszczyt ten spotkał na polu bitwy, przeto muszę sobie sam poradzić. Mimo to szok był duży. Jego bliski przyjaciel, poeta Teofil Lenartowicz, przestraszony i zgorszony pisał: Nowe nieszczęście, nowy skandal, wczora w nocy wystrzałem z pistoletu zakończył życie Ordon.  W gazetach lwowskich informował rodaków, że czyn był skutkiem spleenu, tj. rodzajem chorobliwego zniechęcenia do życia, jakim bohater miał zarazić się w czasie pobytu w Wielkiej Brytanii. Pisał też, że jedyną wadą Ordona był brak „zasady religijnej”.

Ordon w testamencie prosił o skremowanie ciała i pochówek bez religijnych obrządków. Pierwszy pogrzeb odbył się we Florencji. Miał wojskowy charakter, przyszło bardzo mało osób. W 1891 roku urna z prochami została koleją przewieziona do Lwowa. Tam, 6 listopada, w asyście władz miejskich złożono ją tymczasowo w grobowcu rodziny Baczewskich na cmentarzu Łyczakowskim. Ostatni pogrzeb odbył się 29 listopada 1896. Miał bardzo uroczysty charakter, uczestniczyły w nim delegacje władz miejskich, weterani powstań z 1831 i 1863 roku, młodzież akademicka, delegacja włościan, przedstawiciele korporacji z chorągwiami, straż pożarna oraz członkowie towarzystwa „Sokół”. W sumie ok. 1000 osób. Śpiewano pieśni patriotyczne i religijne. Odprawiono także, wbrew woli Ordona, modły za jego duszę: zanosił je pastor Grafl, jako zmarły był protestantem. Prochy spoczęły w ufundowanym ze składek grobowcu, którego autorem był znany lwowski rzeźbiarz Tadeusz Barącz autor wielu pomników m.in. Jana III Sobieskiego, Mickiewicza, Kopernika.

 

Bohater

W świadomości wielu pokoleń Polaków Julian Ordon był i będzie zapewne przede wszystkim bohaterem wiersza Reduta Ordona, napisanego w Dreźnie w 1832 roku przez Adama Mickiewicza. Wieszcz przedstawił wysadzenie przez Ordona dzieła nr 54 jako zamierzony czyn bohaterski. Ofiara życia, poniesiona w nierównej, z góry skazanej na porażkę walce, była tu symbolem bezprzykładnego poświęcenia w imię wartości najwyższych − wolności i niepodległości. Informację o celowym wysadzeniu przez ppor. Ordona lunety nr 54 oraz jego bohaterskiej śmierci już 13 września 1831 opublikowano w „Gazecie Narodowej”. Co prawda trzy dni później „Gazeta Wielkiego Księstwa Poznańskiego” sprostowała, że eksplozja była przypadkowa, ale wersja o bohaterskiej śmierci Ordona zaczęła żyć własnym życiem.

Mickiewicz zapewne nie czytał „Gazety Narodowej”, wychodziła ona bowiem w niskim nakładzie w Zakroczymiu, gdzie po klęsce Warszawy ewakuował się m.in. sejm i rząd. Bohaterską obronę dzieła nr 54 znał poeta z opowieści przyjaciela i również poety, Stefana Garczyńskiego. Był on adiutantem gen. Jana Nepomucena Umińskiego, dowódcy obrony Warszawy, i miał widzieć, choć z oddalenia, szturm i wybuch. Dlatego też wiersz nosi podtytuł Opowiadanie adiutanta, a jego pierwodruk znalazł się w wyborze poezji Garczyńskiego opracowanym przez Mickiewicza, który poprzedził go dedykacją dla gen. Umińskiego oraz komentarzem Wiersz ten, pisany pod wpływem opowiadań Garczyńskiego, umieszczam między dziełami przyjaciela jako wspólną naszą własność. W połowie lat trzydziestych Mickiewicz dowiedział się o swej pomyłce, także do Ordona szybko dotarła informacja o jego mniemanej śmierci. Usiłował się on kilkakrotnie skontaktować z Mickiewiczem, jednak bezskutecznie. Do spotkania ostatecznie doszło w Burgas w 1855 roku, gdy obaj usiłowali, każdy na swój sposób, wesprzeć polskie wysiłki wojskowe w Turcji. Spotkanie było ponoć serdeczne, choć poeta miał być nieco zawiedziony „codziennością” swego zmartwychwstałego bohatera.

Romantyczne mity i legendy bywały opowieścią o życiu, ale też ważnym wzorem. Żywy Ordon nie zawsze dorównywał legendzie. Skromny, oddany sprawie narodowej w opinii niektórych zawinił jednak tym, że przeżył szturm 1831 roku. Romantycznemu wizerunkowi nie sprostał przede wszystkim swą prawdziwą śmiercią. W wierszu Mickiewicza samobójcza śmierć Ordona w gruzach wysadzonej reduty była podstawą gloryfikacji. Realny gest opuszczonego i cierpiącego człowieka stawał się faktem wstydliwym i bezcześcił pamięć bohatera narodowego tak dalece, że pojawiły się nawet głosy, iż niemożliwe było, aby to on wysadził placówkę. Sugerowano, że Mickiewicz w wierszu pomylił nazwisko bohatera. Ten prawdziwy miał zginąć w gruzach reduty. Opinie te nie zyskały jednak szerszego wsparcia. Pamięć przyjaciela uczcił Teofil Lenartowicz wierszem Ordon  (1887), a w powieści Stefana Żeromskiego Syzyfowe prace (1897) recytacja przez Bernarda Zygiera mickiewiczowskiej „Reduty Ordona” stała się ważnym elementem patriotycznej edukacji kolejnego pokolenia Polaków. Taki sens interpretacji znajduje swe miejsce także wśród współczesnego młodego pokolenia o czym świadczy hip-hopowa wersja wiersza nagrana w 2003 roku przez zespół Trzeci wymiar czy powstanie widowiska batalistycznego „Reduta Ordona” (2003).

 

Antybohater

W drugiej połowie XX wieku pojawiły się jednak inne interpretacje. Negowano heroizm Ordona, zastępując go pojęciem pejoratywnie rozumianej bohaterszczyzny. W tym kontekście o reducie Ordona pisał Zbigniew Załuski w książce Siedem polskich grzechów głównych (1962). Skrytykował tam mickiewiczowski symbol, ale samego Ordona już nie. W prześmiewczo-ironicznej formie heroizm „Reduty” powrócił w dramacie Sławomira Mrożka Śmierć porucznika (1963). Ostatnio (2008) ten motyw wykorzystano w klimacie absurdalnej gry poetyckiej Izabeli Mikrut Redutki, czyli historia reduty Ordona w pastiszach.

 09_01_2012_14_47_15.jpg

Nieoczekiwana zmiana miejsc

Dzieło nr 54 znajdowało się na terenie dzisiejszej warszawskiej dzielnicy Ochota, przy ulicy noszącej obecnie nazwę Na Bateryjce. Jego położenie było i jest znane z planu umocnień Warszawy w 1831 roku przygotowanego przez płk. Marcina Klemensowskiego, wówczas głównego kwatermistrza wojsk Królestwa Polskiego. Plany te wykorzystał i zamieścił m.in. wybitny historyk Wacław Tokarz w książce Wojna polsko-rosyjska 1830−1831 (Warszawa 1930). Mimo to, gdy w 1937 roku zdecydowano się uczcić pamięć Reduty Ordona, pamiątkowy kamień umieszczono u zbiegu ulic Mszczonowskiej i Włochowskiej, na miejscu dzieła nr 55, które w 1831 roku było niedokończone i nieobsadzone. Lokalizacja ta nie zapewne była pomyłką, bowiem w tym miejscu Rosjanie postawili obelisk upamiętniający carskich żołnierzy poległych w szturmie Woli w 1831 roku. Pomnik wzniesiono na osobiste polecenie Mikołaja I, a miejsce wybrano nieprzypadkowo: obok szła linia kolei warszawsko-wiedeńskiej i obelisk miał przypominać podróżnym, kto jest rzeczywistym władcą miasta i kraju. Znienawidzony przez Polaków symbol usiłowano wysadzić w 1905 roku. Po odzyskaniu niepodległości niszczał i był stopniowo rozbierany przez okoliczną ludność. Wreszcie z okazji setnej rocznicy powstania listopadowego zdecydowano o jego rozbiórce i ustawieniu w tym miejscu głazu upamiętniającego redutę Ordona. Tym samym ówcześni urzędnicy odpowiedzialni za politykę historyczną, świadomie lub nie, kontynuowali pewną tradycje zaborcy. Takie rozwiązania często narzucają się same przez się, chętnie też się je aprobuje: dobrze wypełniają potrzeby zarówno ideowe, jak i mnemotechniczne. Konsekwencją takiej lokalizacji było nadanie stacji kolejki EKD nazwy Warszawa Reduta Ordona, a pobliskiemu centrum handlowemu miana „Reduta”.

Od 2010 roku, na podstawie wyników prac archeologicznych rozpoczętych w rzeczywistym miejscu lokalizacji dzieła nr 54, regularnie pojawiają się prasowe rewelacje, jakoby dopiero teraz odnaleziono redutę Ordona. Przy okazji podkreśla się chętnie ignorancję historyków. Podawane w atmosferze sensacji pozostają świadectwem nazbyt dobrego samopoczucia, a może zgoła ignorancji ich autorów: w istocie jest to niewyrafinowany zabieg marketingowy.

Towarzystwo Przyjaciół Fortyfikacji postulowało wzniesienie na miejscu dzieła nr 54 pomnika, jednak plan nie zyskał aprobaty władz miasta, które zamierzają zlokalizować tu Centrum Kultury Islamskiej. Tak więc w kolejne rocznice szturmu Woli delegacje będą składać kwiaty w miejscu, gdzie kiedyś wspominano bohaterów rosyjskich. Będzie to zapowiedziana już przez Mickiewicza rozjemcza mogiła./ Tam i ci, co bronili, i ci, co się wdarli,/Pierwszy raz pokój szczery i wieczny zawarli.

 

 

 

 

 


Kalendarium

6 grudnia 1889: zmarł Jefferson Davis, były prezydent Skonfederowanych Stanów Ameryki.

Bieżący numer

01 grudzień 2016
nr 12 (683)

Prenumerata  | Reklama  | Kontakt

Zamknij X

Błąd wczytywania.

Zamknij X