PIASTOWIE, CHRZEST POLSKI I POCZTKI PASTWA POLSKIEGO
Krzyacy Henryka Sienkiewicza  prawda i fikcja
dzieje.pl Imperium Romanum Muzeum Historii Pols Muzeum II Wojny Światowej Muzeum Pałac w Wilanowie NARODOWE ARCHIWUM CYFROWE PTH Zamek Królewski w Warszawie 
Polub nas na Facebook'u
ekiosk.pl

Mówią Wieki 9/2018

tylko
8.50 zł

DOSTʘPNE NA:
Win, iPad, Android

pobierz obrazy

PIONIERKI KOBIECEGO SPORTU W POLSCE

Robert Gawkowski


Robert Gawkowski

 Pionierki kobiecego sportu w Polsce

 

W końcu XIX i na początku XX wieku cywilizowany świat zaczął dojrzewać do równouprawnienia kobiet. Rzecz jasna nie wszędzie i nie na każdym polu, ale sukcesy sufrażystek stawały się coraz większe. Takie przemiany nie ominęły także ziem polskich. Panie dopuszczono na studia wyższe (w 1908 roku w Krakowie i w 1915 roku w Warszawie), Polki brały udział w ruchu konspiracyjnym, wydawały kobiece czasopisma.

 

Z wolna też Polki zarażały się sportem. Jednak pierwsze sports-ladies nie miały łatwego życia. Traktowano je jak kobiety z brodą w objazdowym cyrku. Nawet Karolina Kocięcka, mistrzyni Królestwa Polskiego w jeździe rowerem z 1896 roku, po latach skarżyła się, że była wyklęta przez rodzinę i wyśmiewana przez przechodniów.

Wśród nielicznych społecznie aprobowanych dyscyplin sportowych dla kobiet były ćwiczenia gimnastyczne, tenis i krykiet. W Galicji pod koniec XIX wieku tworzono oddziały żeńskie Towarzystwa Gimnastycznego Sokół, ale pierwszą samodzielną jednostkę tej organizacji powołano w Warszawie w roku 1906. Warszawskie gniazdo Sokoła nazywało się Grażyna i mogło być przełomem dla kobiecego ruchu sportowego, gdyby nie fakt, że z przyczyn politycznych grażynianki działały oficjalnie jedynie przez parę miesięcy.

 22_11_2011_10_56_41.jpg

Na igrzyskach olimpijskich w Amsterdamie (1928) kobiety po raz pierwszy dopuszczono do zawodów lekkoatletycznych. Na zdjęciu powyżej eliminacje do biegu na 800 metrów

Pierwsza wojna światowa przysłużyła się wszelkim ruchom feministycznym. Miliony mężczyzn ginęły na froncie, miliony zostawały inwalidami lub miesiącami leczyły rany. Ponieważ ktoś musiał pracować, kobiety zajmowały stanowiska, które w normalnych pokojowych czasach przysługiwały mężczyźnie. W Polsce wojna wydłużyła się o dwa – trzy lata: trzeba było przecież walczyć o granice odradzającej się ojczyzny. W czasie wojny polsko-bolszewickiej Polki formowały kobiece oddziały ochotnicze, a służba w wojsku, wiadomo, wymaga sprawności fizycznej. Kobiety zyskiwały więc nowe argumenty na rzecz uprawiania sportu. Ostatnią barierę pokonano w roku 1928, gdy do startu w igrzyskach olimpijskich w Amsterdamie szerzej dopuszczono panie.

 

Wanda Dubieńska – córka premiera

Pierwszą polską olimpijką była Wanda Dubieńska, startująca na igrzyskach w Paryżu w 1924 roku. Urodzona w roku 1895, pochodziła z „dobrego domu”, w którym gośćmi byli artyści, politycy, naukowcy. Jako dziecko sportretowali ją Jacek Malczewski i Stanisław Wyspiański. Kiedy była panną, grała na cztery ręce na fortepianie z samym Ignacym Paderewskim. Ale uprawiała także sport − znakomicie grała w tenisa, jeździła na nartach i konno. Na igrzyska pojechała jednak jako... florecistka. Z tą dyscypliną nie miała wiele wspólnego. Owszem, kończyła krakowską szkołę fechtunku, ale na zawodach sportowych występowała tylko sporadycznie, i to z reguły w walkach pokazowych z mężczyznami. Do poważniejszego treningu wzięła się tuż przed igrzyskami, a miała wówczas prawie 30 lat – dużo jak na sportową premierę w nowej dyscyplinie. Opisujący jej występ znany ówczesny działacz Stanisław Polakiewicz niemal piał z zachwytu: jej przykład powinien zachęcić szersze koła pań do uprawiania tego tak odpowiedniego dla nich ćwiczenia. Nie bardzo wiadomo, co wzbudziło taki zachwyt, bo Dubieńska przegrała z kretesem wszystkie pięć pojedynków i odpadła w eliminacjach. Może nie wypadało krytykować zawodniczki, której ojcem był... premier polskiego rządu Julian Nowak.

Dubieńska była nie tylko pierwszą Polką, ale też jedyną naszą rodaczką startującą w Paryżu. Za to na kolejne igrzyska pojechało już pięć Polek, wśród nich lekkoatletka Halina Konopacka.

 

22_11_2011_11_19_02.jpgNa igrzyskach olimpijsich w Amsterdamie Halina Konopacka zdobyła złoty medal (pierwszy w historii dla Polski) w rzucie dyskiem

 

 

 

 

 

 

Młodość Konopackiej pod wieloma względami przypominała życie Dubieńskiej. Obie odebrały staranne wychowanie, w którego skład wchodziła nauka języków obcych, orientacja w sztuce i ogłada towarzyska. Konopacka grała w tenisa, jeździła na nartach i konno. Obie panie były członkiniami AZS − Dubieńska w Krakowie, a Konopacka w Warszawie. Na tym jednak podobieństwa się kończą, bo Dubieńska na igrzyskach wypadła słabo, a Konopacka zrobiła furorę.

 

Halina Konopacka − żona ministra

Halina Konopacka urodziła się w roku 1900. Ze sportem zetknęła się dzięki starszemu bratu Tadeuszowi, który grał w piłkę w warszawskiej Polonii. Wspominała, że jej pierwszą (nieświadomą) formą treningu było uczęszczanie na stadion i odrzucanie piłki trenującym piłkarzom, gdy ta wyleciała poza boisko. Zajęcie wprost idealne dla przyszłej dyskobolki. Treningi z prawdziwego zdarzenia zaczęła wiosną 1924 roku i od razu zdobyła uznanie. Kto wie, czy nie pojechałaby na igrzyska do Paryża, ale w programie olimpijskich zmagań nie uwzględniono kobiecej lekkoatletyki. Panna Konopacka musiała się zadowolić startami w mistrzostwach Polski, w których zdobyła dwa tytuły mistrzowskie (rzut dyskiem i pchnięcie kulą) i jeden wicemistrzowski (skok w dal).

Nowo odkryta gwiazda w niczym nie przypominała typowych miotaczek. Szczupła i wysoka, była zaprzeczeniem stereotypu siłaczki, za to idealnie pasowała do nowego wzoru kobiecej urody, który zyskiwał popularność w okresie międzywojennym. Jej uroda była wprost zniewalająca, a do tego ujmowała rozmówców osobowością i inteligencją. Modnie ubrana panna Konopacka niemal z miejsca podbiła serca sympatyków sportu. Tym bardziej że wygrywała, jak chciała. W 1926 roku w rzucie dyskiem pobiła rekord świata. W tym samym roku wydała swoje wiersze, co, rzecz jasna, do reszty zniewoliło jej kibiców.

Szczytem kariery były igrzyska olimpijskie w Amsterdamie w 1928 roku. Konopacka rzuciła dyskiem na odległość 39 m i 62 cm, wyprzedzając następną rywalkę o ponad 2,5, a kolejną o ponad 3,5 m. Prawdziwy nokaut. A co najważniejsze − zdobyła złoto. Pierwszy, historyczny, złoty medal dla Polski!

Pewnie wszyscy dobrze pamiętamy, jaki szał radości opętał niedawno Polskę po sukcesach Justyny Kowalczyk. Otóż pierwszy raz taka sportowa euforia opanowała nasz kraj latem 1928 roku, gdy dowiedziano się o „złotym rzucie” Konopackiej. Prezydent Ignacy Mościcki natychmiast posłał do Amsterdamu depeszę gratulacyjną. Obecny na trybunie honorowej podczas dekoracji przedstawiciel polskich władz sportowych płk Glabisz wyprężył się w postawie na baczność, zasalutował, po czym na całe gardło zaśpiewał Mazurka Dąbrowskiego.

Na tej samej olimpiadzie Konopacka zdobyła jeszcze jeden, nieformalny tym razem tytuł – została Miss Igrzysk. Nic dziwnego, że w kraju zgotowano jej iście królewskie powitanie. Popularne było przysłowie o tym, kto i jak rozsławia najlepiej nasz kraj: Konopacka dyskiem, Jan Kiepura pyskiem. Moda na kobiecy sport rozpoczęła się na dobre i to nie przypadek, że tylko w Warszawie powstało w tym czasie co najmniej pięć kobiecych klubów sportowych.

Niedługo po powrocie Konopacka wydała tomik poezji, oczywiście przyjęty z bezkrytycznym zachwytem. Lekkoatletykę uprawiała jeszcze trzy lata, występując prawie 30 razy w reprezentacji Polski i zdobywając prawie tyle samo tytułów mistrzyni kraju. Z mniejszymi sukcesami, ale wciąż na dobrym krajowym poziomie, uprawiała też tenis, koszykówkę, hazenę (grę podobną do piłki ręcznej), jeździectwo, narciarstwo. Startowała również w rajdach samochodowych, a umiejętność prowadzenia samochodu przydała się jej w latach wojny.

 

Po zakończeniu kariery

W roku największego triumfu w prywatnym życiu Konopackiej nastąpiła zmiana. W grudniu wyszła za mąż za sanacyjnego polityka i pułkownika, wkrótce ministra skarbu RP, Ignacego Matuszewskiego. Od tego momentu, jak pisała jej biografka dr Maria Rotkiewicz, „pani ministrowa” bywała w kołach rządowych, na rautach, przyjęciach, wystawach, odbywała wraz z mężem służbowe podróże zagraniczne. Matuszewscy zamieszkali w stolicy przy ul. Filtrowej69, a stąd blisko było do pl. Narutowicza, gdzie właśnie otwarto akademik. Zimą pani Konopacka-Matuszewska przychodziła tu na treningi, a ponieważ brakowało sali sportowej, biegała po korytarzu. Korytarz był długi i szeroki, ale posiadał pewien feler. Wchodziło się zeń do pokojów studenckich, więc gdy rozpoczynano biegi, przy drzwiach ustawiali się studenci i pilnowali, by ktoś w tym momencie nie otwierał drzwi.

W 1931 roku „heroina polskiego sportu” wycofała się z uprawiania lekkoatletyki. Była jeszcze wierna tenisowi i w 1937 roku dobrnęła nawet do półfinału mistrzostw kraju. Działała w różnych strukturach polskiego sportu i w ruchu olimpijskim. Redagowała sportowo-rekreacyjny magazyn dla kobiet „Start”. Tydzień po wybuchu drugiej wojny światowej wraz z mężem odpowiedzialnym za wywóz polskiego złota za granicę jechała w cennym transporcie. Gdy było trzeba, sama prowadząc autobus z kosztownościami. Transport szczęśliwie dobrnął do granicy, przejechał całą Rumunię i dalej w tajemnicy, po licznych przygodach i perturbacjach, udało się całe złoto oddać do dyspozycji rządu emigracyjnego. Narodowe złoto udało się ocalić, ale jej osobistego, sportowego złota już nie. Medal olimpijski przepadł bez śladu podczas dalszej poniewierki Matuszewskich, którzy w 1941 roku ostatecznie osiedlili się w USA. Mieli tam przebywać tylko do końca wojny, ale los sprawił, że mieszkali tam do końca życia. Matuszewski zmarł już w 1946 roku. Konopacka (która w 1949 roku wyszła powtórnie za mąż za dawnego kolegę, tenisistę Jerzego Szczerbińskiego) dożyła sędziwego wieku. Do końca życia była aktywna – jeździła na nartach, grała w tenisa, projektowała stroje, sporo malowała. Trzykrotnie odwiedziła Polskę, a podczas odwiedzin w 1958 roku była na pamiętnym meczu lekkoatletycznym Polska - USA na Stadionie Dziesięciolecia. Zmarła zimą 1989 roku, gdy w Polsce rozpoczynały się obrady Okrągłego Stołu.

Konopacka i Dubieńska zrezygnowały z wyczynowego uprawiania sportu na początku lat trzydziestych XX wieku. Doczekały się godnych następczyń. Jadwiga Wajsówna, Stanisława Walasiewicz, Maria Kwaśniewska-Maleszewska zdobyły w sumie pięć medali olimpijskich. Jadwiga Jędrzejowska awansowała do światowej elity tenisistek. Następczyniom było już łatwiej – nie musiały walczyć z konserwatyzmem społecznym i nieufnością wobec wyemancypowanych kobiet.



Kalendarium

31 sierpnia 12: Caius Iulius Caesar Kaligula, cesarz rzymski w latach 37–41n.e.

Bieżący numer

04 wrzesień 2018
nr 9 (704)

Prenumerata  | Reklama  | Kontakt

Zamknij X

Błąd wczytywania.

Zamknij X