PIASTOWIE, CHRZEST POLSKI I POCZ�TKI PA�STWA POLSKIEGO
Krzy�acy Henryka Sienkiewicza � prawda i fikcja
dzieje.pl Imperium Romanum Muzeum Historii Pols Muzeum II Wojny Światowej Muzeum Pałac w Wilanowie NARODOWE ARCHIWUM CYFROWE PTH Zamek Królewski w Warszawie 
Polub nas na Facebook'u
ekiosk.pl

Mówią Wieki 12/2019

tylko
8.50 zł

DOSTʘPNE NA:
Win, iPad, Android

pobierz obrazy

GORALENVOLK – ANATOMIA ZDRADY

Damian Markowski


Polska szczyci się tym, że w przeciwieństwie do wielu okupowanych państw Europy nie wydała Quislinga. To prawda, chociaż wolimy nie pamiętać, że na Podhalu znaleźli się tacy, którzy wystąpili do hitlerowców z inicjatywą uznania górali za część narodu niemieckiego.

 

W ostatnich latach Drugiej Rzeczypospolitej Wacław Krzeptowski był jedną z ważniejszych osób powiatu nowotarskiego. Góral z dziada pradziada, znany i szanowany działacz ludowy, utożsamiał walkę Podhalan o ziemię z sanacyjną władzą. Prezesował Zarządowi Powiatowemu Stronnictwa Ludowego, stawał przy sztandarach podczas uroczystości patriotycznych. Tym większy szok wzbudziła jego postawa w pierwszych miesiącach okupacji niemieckiej.

Prawdopodobnie Krzeptowski nawiązał pierwsze kontakty z nowymi władzami kilka tygodni po zajęciu Polski przez Wehrmacht. Być może już wtedy proponował polityczne oddzielenie górali od reszty narodu polskiego. Początkowo nie chciano wierzyć, że tak zasłużony dla społeczności lokalnej człowiek przeszedł na stronę wroga.

Krzeptowski nie działał sam. Poważną, jeśli nie kierowniczą, rolę w tworzeniu Goralenvolku odegrali związani z Zakopanem Witalis Wieder oraz Henryk Szatkowski. Przed wybuchem wojny Wieder odpowiadał w stolicy Tatr za przysposobienie wojskowe, był też dzierżawcą jednej z zakopiańskich willi. Szatkowski natomiast, doktor praw rodem z Warszawy, ożenił się z góralką i był dyrektorem kolejki na Gubałówce. Wiarygodne poszlaki wskazują na ich powiązania z niemieckim wywiadem – Abwehrą, jeszcze przed 1939 r. Późniejsza działalność obu panów potwierdza te przypuszczenia. 

 

HOŁD KRAKOWSKI

 4 listopada 1939 roku Krzeptowskiego zaszczycił szef dystryktu krakowskiego Otto Wächter. Gość złożył byłemu ludowcowi propozycję, by jako przedstawiciel góralszczyzny przyjął w Krakowie samego Hansa Franka, mającego trzy dni później objąć urząd Generalnego Gubernatora. Góral nie dał się prosić i na czele naprędce zorganizowanego komitetu udał się do Krakowa.

Kiedy 7 listopada po południu Frank uroczyście wjeżdżał do miasta udekorowanego setkami chorągwi ze swastyką, oprócz Wächtera, zwierzchnika policji w Generalnym Gubernatorstwie  Alberta Weha i innych nazistowskich dostojników witała go delegacja pięknie przystrojona w tradycyjne stroje góralskie. Krzeptowski nieudolnie odczytał po niemiecku przemówienie przygotowane przez Wiedera. Wystąpił w roli marionetki, bo nie znając języka okupantów, nie wiedział nawet, co czyta. Wiadomość o wydarzeniach w Krakowie przyjęto w kraju z oburzeniem, a wiernopoddańczą postawę Krzeptowskiego i jego współpracowników nazwano pogardliwie „hołdem krakowskim”.

Obecność górali przy powitaniu zarządcy okupowanych ziem polskich skrzętnie odnotowała polskojęzyczna prasa ukazująca się w GG. Maszyna propagandowa Trzeciej Rzeszy szybko zrobiła użytek z czołobitności delegacji góralskiej, publikując zdjęcia z ceremonii. Niemcy grali dalej kartą góralszczyzny. Dr Szatkowski w pseudonaukowy sposób próbował wywieść pochodzenie górali od germańskiego plemienia Gotów i, co za tym idzie, udowodnić, że są oni integralną częścią narodu niemieckiego. Podpierając się pracami naukowców hitlerowskich, dopatrywał się wpływów germańskich nawet w konstrukcjach podtatrzańskich chałup. Pierwsze fundamenty pod budowę odrębności narodowej górali zostały położone.

 

KTO TY JESTEŚ? GÓRAL MAŁY...

Frank przybył do Zakopanego „z rewizytą” 12 listopada 1939 roku. Krzeptowski i jego stronnicy powitali go pod bramą FIS, udekorowaną swastykami, przygotowaną na rozpoczęcie zawodów narciarskich. W odezwie do mieszkańców Podhala gubernator podkreślił, że „rząd Rzeszy Niemieckiej zawsze dbał o dobro swych mniejszości” oraz że „zakończyły się czasy prześladowania górali”.

Za przyzwoleniem hitlerowców ludzie Krzeptowskiego starali się reaktywować przedwojenny Związek Górali, organizację społeczną cieszącą się sporym uznaniem. Napotkali jednak na opór byłych związkowców, którzy stwierdzili, że działalność wszelkich organizacji (poza charytatywnymi) została zawieszona u progu wojny przez władze polskie i tylko one mogą je prawnie reaktywować. Spotkanie musiało być zorganizowane pod egidą Abwehry, ponieważ najbardziej zapalczywi oponenci Krzeptowskiego trafili wkrótce do obozu koncentracyjnego Auschwitz.

W grudniowym zarządzeniu Hansa Franka do ludności GG znalazł się kolejny ukłon pod adresem Podhalan. Zezwolono bowiem, by górale, podobnie jak Ukraińcy, mogli posiadać odbiorniki radiowe. Kolejnym mocnym akcentem był przyjazd do Zakopanego... Heinricha Himmlera w styczniu 1940 roku. Szefa SS podjął na przyjęciu bezprawnie odtworzony Związek Górali. Fotografie dokumentujące to wydarzenie ukazały się w „Warschauer Zeitung” 30 stycznia 1940 roku. Dzięki udziałowi w przyjęciu rodziny góralskie mogły się upomnieć o krewnych znajdujących się w niemieckiej niewoli. Ale zwolniono nielicznych – 200 spośród ok. 5 tys. jeńców. Ten Akt „dobrej woli” okupanta był przemyślanym posunięciem, przydatnym w dalszej rozgrywce.

 Wiosną 1940 roku. burmistrz komisaryczny Zakopanego Johann Malsfey polecił wszystkim, którzy uważali się za górali, zapisywać dzieci do szkoły niemieckiej, „mając na uwadze ich przyszłość”. Wezwanie przyniosło mizerne efekty, więc przystąpiono do tworzenia szkoły „góralskiej”. Obiekt umiejscowiono w willi „Szarotka” na rogu ul. Nowotarskiej i Sienkiewicza. Podczas werbunku grożono wysiedleniem tym, którzy mówią po polsku (naziści uważali gwarę podhalańską za odrębny język).

Pomimo rozwinięcia szerokiej akcji agitacyjnej rezultaty nie były zadowalające. Z braku chętnych nie udało się przekształcić szkół powszechnych na Podhalu w „góralskie”, a w Zakopanem, gdzie taką szkołę utworzono, uczęszczało do niej nie więcej niż 20 proc. dzieci. Rodziców odstraszał język niemiecki, który od V klasy miał być językiem wykładowym. Walka o polską szkołę przybrała na sile w 1942 roku, gdy władze wydały zarządzenie zmuszające osoby z góralskimi kennkartami (dowodami tożsamości), by posyłały dzieci do szkoły góralskiej.

 

GÓROL-POLOK

Próbę oddzielenia osób „narodowości góralskiej” od Polaków Niemcy podjęli w czerwcu 1940 roku. Okazję dał im spis ludności na terenie powiatu nowotarskiego. W arkuszach spisowych obok działów dla Polaków, Żydów i Ukraińców znalazła się rubryka „góralska”. W określeniu przynależności narodowej „pomagali” członkowie Związku Górali, przekonując, że wszyscy którzy podadzą narodowość polską lub żydowską zostaną wysiedleni. Kluczem do odpowiedniego, zdaniem hitlerowców, określenia narodowości był także wykaz „niepolskich” nazwisk ogłoszony w podhalańskich wioskach. Ludzie noszący nazwiska widniejące na liście mieli się automatycznie uznać za Niemców lub przedstawicieli „narodu góralskiego”.

Fałszerstwa okupantów poważnie wypaczyły wynik spisu. Owszem, wielu Podhalan uważało się całym sercem za górali, ale w ramach narodu polskiego. Prości, niewykształceni ludzie wpisywali więc w punkcie „narodowość”: „Górol-Polok” lub „polski górol”. Zapoznawszy się z wynikami spisu, dr Szatkowski postanowił je „uściślić”. W efekcie skreślano jako niepoprawne słowa „Polok” albo „polski”, sztucznie uzyskując duży odsetek narodowości góralskiej wbrew woli badanych.

W listopadzie 1941 roku władze GG ogłosiły powstanie Komitetu Góralskiego. Organ ten miał być autonomicznym przedstawicielstwem góralskim i odpowiadać za krzewienie rodzimej kultury i oświaty w gminach podhalańskich. Jego działania były ściśle kontrolowane przez Lothara Weiraucha, szefa Wydziału Spraw Ludnościowych i Opieki Społecznej w rządzie GG. Przewodniczącym komitetu został Wacław Krzeptowski, a jego zastępcą Józef Cukier.

Polem do popisu dla Krzeptowskiego i jego „rządu” były zabiegi o przyjmowanie przez górali kennkarty góralskiej o niebieskiej barwie i z literą „G” (od Goralenvolk). Wyniki były różne, w zależności od okolicy i zastosowanych środków perswazji. Miejscami ludność przyjmowała kennkarty „G”, licząc na korzyści materialne, zmniejszenie kontyngentów czy przywileje. Gdzie indziej ludzie byli zastraszani przez gestapo lub żandarmerię i ratowali się w ten sposób przed represjami: wywózką na roboty do Rzeszy, zmniejszeniem kartkowych racji żywności. Ale nie brakowało takich, którzy twardo odmawiali kontaktów z przedstawicielami Goralenvolku.

Najwięcej kennkart góralskich wydano w ośrodkach miejskich. W Szczawnicy aż 92 proc. mieszkańców uznało się za „górali”, natomiast w Rabce na 3200 polskich kennkart przypadło 1100 góralskich. Zupełnie inaczej wyglądały na wsi: w Ochotnicy zaledwie 5 proc. mieszkańców przyjęło dokumenty z literą „G”, w Szaflarach i Czorsztynie – 3 proc., a w Krościenku tylko 2,5 proc. W połowie 1942 roku Komitet Góralski odnotował, że na obszarze wszystkich gmin podhalańskich wydano ogółem 18 proc. kennkart góralskich. Zważywszy na różne środki nacisku stosowane przez Niemców i goralenvolkowców podczas akcji identyfikacyjnej, było to niewiele.

Postępująca w ramach Goralenvolku dobrowolna i przymusowa kolaboracja skłoniła polskie podziemie do kontrakcji. W czerwcu 1941 roku w Nowym Targu powstała silna, zakonspirowana siatka wywiadowczo-bojowa, której przywódcy rekrutowali się z kręgów związanych przed wojną z wojskiem i lokalnym światem kultury. Organizacja przyjęła nazwę Konfederacja Tatrzańska i za jeden z celów uznała likwidację inicjatywy Krzeptowskiego. „Honor nakazuje, aby Goralenvolk został zdławiony przez samych Podhalan” – zaznaczono w deklaracji ideowej KT.

Do najsilniejszych punktów podhalańskiego ruchu oporu należała wioska Waksmund u podnóża Gorców. Niemal każda rodzina miała kogoś zaprzysiężonego w Konfederacji Tatrzańskiej. Placówką kierował Józef Kuraś „Orzeł” (od lata 1943 roku „Ogień”). „Orzeł” i jego partyzanci rychło stali się postrachem zdrajców. Szerszej działalności Konfederacja Tatrzańska nie zdążyła rozwinąć, gdyż w pierwszych miesiącach 1942 roku gestapo wprowadziło agenta w jej szeregi. Szybko rozpracował on kierownictwo organizacji i doprowadził do jego aresztowania oraz rozbicia struktur KT. Naczelnik Konfederacji, Augustyn Suski „Stefan Brus”, poeta, żołnierz i nauczyciel, zginął w Oświęcimiu. W brutalnym śledztwie nie wydał nikogo. Zniszczenie KT było niewątpliwym sukcesem Niemców, ale twórcom Goralenvolku przyniosło jedynie chwilowe wytchnienie.

 

Ciupaga i błyskawice

Na wzór zagranicznych ruchów faszystowskich współpracujących z Trzecią Rzeszą Komitet Góralski dążył do sformowania ochotniczej jednostki SS, która wzięłaby udział w walkach u boku armii niemieckiej. Rzecz jasna, stali za tym hitlerowscy urzędnicy GG, bez przyzwolenia których Krzeptowski nie mógł nic zrobić. Pierwsze kroki zmierzające do utworzenia oddziału poczyniono w grudniu 1942 roku. Szatkowski i Witalis Wieder objeżdżali podhalańskie miejscowości, agitując za wstępowaniem do „sojuszniczej armii” i wabiąc rozmaitymi korzyściami materialnymi.

Na przyjęcie inaugurujące werbunek przybyło ok.300 młodych mężczyzn. Po suto zakrapianym alkoholem poczęstunku wysłano ich pociągiem do Trawnik na Lubelszczyźnie, gdzie znajdował się obóz szkoleniowy.  Ku zdziwieniu Niemców, okazało się, że po wytrzeźwieniu spora liczba ochotników wyskoczyła z pociągu. Pozostali pobili się z kwaterującymi w obozie esesmanami ukraińskimi, niektórych odrzuciła komisja poborowa, a jeszcze inni zbiegli z koszar. Niedoszli żołnierze SS zostali aresztowani i wysłani na przymusowe roboty do Rzeszy albo do Auschwitz, natomiast do jednostek SS trafiło...kilku. Jeden z ochotników, by zmazać swe winy wobec Polski Ludowej, pracował po wojnie dla Urzędu Bezpieczeństwa, rozpracowując Zgrupowanie Partyzanckie „Błyskawica” Józefa Kurasia „Ognia”. Tak wyglądał niesławny koniec góralskiego legionu SS.

 

Wacuś do Śwabów się prosi...

Postępujący upadek niemieckiej machiny wojennej i zbliżanie się frontu wschodniego do Małopolski w lecie 1944 roku sprawiły, że administracja okupacyjna zajęła się przygotowywaniem do ucieczki na zachód. Akcja Goralenvolku praktycznie stanęła w miejscu. Osoby współpracujące z hitlerowcami nie mogły już liczyć na ochronę swych mocodawców. Jesienią partyzanci 1. Pułku Strzelców Podhalańskich Armii Krajowej i oddziału „Ognia” urządzali polowania na zdrajców, strzelając ich we własnych domach. Żandarmeria i sprowadzone na Podhale siły Wehrmachtu i SS nie miały środków ani ochoty nadstawiać głowy za Wacława Krzeptowskiego i jego ludzi.

Od kilku lat górale powtarzali dowcipne, lecz groźne powiedzenie odnoszące się do przyszłości „Goralenführera”: Wacuś do Śwabów się prosi, będzie wisiał za cosi. Zapowiedź miała się urzeczywistnić. Nie mogąc doprosić się Niemców o ochronę, pod koniec 1944 roku Krzeptowski zbiegł w Tatry, gdzie przez kilka tygodni żył jak osaczone zwierzę, klucząc wśród szczytów i toczących się tu walk. W ślad za nim podążał oddział egzekucyjny AK „Kurniawa”. Akowcy dopadli go w styczniu 1945 roku. Pozwolili mu wybrać drzewo, na którym ma wisieć, po czym wykonali wyrok podziemnego sądu.  

Goralenvolk był w czasie drugiej wojny światowej największą formą kolaboracji na ziemiach polskich. Uderzył w jedność społeczeństwa polskiego, dążąc do oderwania od niego jednej z lokalnych grup kulturowych. Kierowany przez niemieckich urzędników zajmujących się polityką wobec ludności podbitego Wschodu, wykorzystał w charakterze marionetek jednostki mające na uwadze własne korzyści. W powojennej Polsce doprowadził również do negatywnego postrzegania górali przez sporą część społeczeństwa. Warto jednak podkreślić, że ruch ten nie odniósł sukcesu przede wszystkim z powodu silnej niechęci większości Podhalan.

W 1946 roku w Zakopanem odbył się pokazowy proces kierownictwa Goralenvolku. Zastępca Krzeptowskiego, Józef Cukier został skazany na 15 lat więzienia. Mniej ważni członkowie Komitetu Góralskiego otrzymali wyroki od 3 do 5 lat więzienia. Główni organizatorzy zdrady Szatkowski i Wieder zdążyli się wycofać wraz z Wehrmachtem. Ich dalsze losy pozostają nieznane.



Kalendarium

11 grudnia 1994: wojska rosyjskie wkroczyły do Czeczenii, rozpoczynając pierwszą wojnę czeczeńską. Zakończył ją rozejm zawarty 31 sierpnia 1996 roku w Chasawjurcie.

Bieżący numer

06 grudzień 2019
nr 12 (721)

Prenumerata  | Reklama  | Kontakt

Zamknij X

Błąd wczytywania.

Zamknij X