PIASTOWIE, CHRZEST POLSKI I POCZTKI PASTWA POLSKIEGO
Krzyacy Henryka Sienkiewicza  prawda i fikcja
dzieje.pl Imperium Romanum Muzeum Historii Pols Muzeum II Wojny Światowej Muzeum Pałac w Wilanowie NARODOWE ARCHIWUM CYFROWE PTH Zamek Królewski w Warszawie 
Polub nas na Facebook'u
ekiosk.pl

Mówią Wieki 12/2018

tylko
8.50 zł

DOSTʘPNE NA:
Win, iPad, Android

pobierz obrazy

HANNIBAL ZWYCIĘSKI. MASAKRA NA BRZEGACH TRAZYMENU

Krzysztof Kęciek


Była to największa zasadzka starożytnych czasów. O świcie 21 czerwca 217 roku p.n.e. Hannibal wciągnął w gigantyczną pułapkę nad Jeziorem Trazymeńskim całą armię Rzymu. Zaskoczeni w oparach mgły legioniści bronili się mężnie, lecz tylko nieliczni uniknęli zguby. Wódz rzymski, utalentowany polityk Gajusz Flaminiusz, położył głowę w tej rzezi. Zrozpaczeni Rzymianie szukali schronienia w wodach jeziora, lecz puniccy jeźdźcy wycięli ich i tam.

 

Świat śródziemnomorski ogarniał pożar wojny, nazwanej przez historyków drugą punicką. W końcu 218 roku p.n.e. genialny wódz kartagiński Hannibal wraz ze swą wieloplemienną armią przekroczył Alpy i zszedł na Nizinę Padańską. Uzyskał wsparcie bitnych Celtów, pragnących zrzucić rzymskie jarzmo. W listopadzie zadał porażkę konnicy i lekkozbrojnym konsula Publiusza Korneliusza Scypiona nad rzeką Ticinus. Pod koniec grudnia zwyciężył nad Trebią legiony, którymi dowodził konsul Tyberiusz Semproniusz Longus. Przezimował wśród przyjaznych Celtów. Ostrej zimy nie przeżyły słonie, żywe tarany armii punickiej. Ocalał tylko jeden, być może imieniem Surus, co znaczy Tyryjczyk.


21_03_2014_14_02_57.jpg

 fot. Hannibal pokonuje Alpy. fresk Jacopo Ripendy z początku XVI wieku, Sala Hannibala w Muzeach Kapitolińskich w Rzymie


ZŁOWRÓŻBNE ZNAKI PRZED BITWĄ

Po dwóch klęskach lęk zapanował w Rzymie. Spostrzeżono wiele złowieszczych znaków (prodigia). Na Forum Boarium krowa sama wyszła na trzecie piętro i stąd przestraszona hałasem mieszkańców rzuciła się w dół; nie niebie pojawiło się światło w kształcie okrętów; w świątynię Nadziei przy Forum Olitorium uderzył piorun - relacjonował rzymski historyk Tytus Liwiusz. Senat zarządził liczne ceremonie religijne, aby przebłagać gniewne bóstwa.

Czyniono także rozległe przygotowania militarne. Konsulami na 217 rok zostali Gnejusz Serwiliusz Geminus oraz Gajusz Flaminiusz. Historycy rzymscy odsądzali potem Flaminiusza od czci i wiary jako zuchwałego demagoga, pochlebcę motłochu, który lekceważył nie tylko senat, ale także bogów i zsyłane przez nich złowróżbne znaki. Konsul poległ, więc nie mógł się bronić. A że był „człowiekiem nowym” (homo novus), tj. pierwszym ze swego rodu, który osiągnął konsulat, uczyniono go kozłem ofiarnym. Trzeba jednak podkreślić, że Flaminiusz był jednym z najwybitniejszych polityków rzymskich tamtych czasów i z pewnością miał poparcie licznych senatorów i najbogatszych obywateli. Jako konsul 223 roku p.n.e. pokonał celtyckich Insubrów i odbył triumf. Był owiany sławą zwycięskiego wodza, potrafiącego gromić Celtów z Niziny Padańskiej. A celtyccy wojownicy tworzyli połowę wielkiej armii Hannibala, liczącej zapewne 60 tys. zbrojnych.

W 220 roku p.n.e. Flaminiusz jako cenzor zbudował strategiczną drogę via Flaminia, która połączyła Rzym z Ariminum (obecnie Rimini) nad Adriatykiem i krainami, które Rzymianie odebrali mieczem celtyckim Senonom. Wydawało się, że tak znakomity wódz i administrator powstrzyma kartagińską inwazję z północy.

Przed walną rozprawą z Hannibalem Rzymianie przeprowadzili nowy pobór do wojska wśród własnych obywateli i italskich sojuszników. Senat zwrócił się także o posiłki do sprzymierzonego króla Syrakuz Hierona, który przysłał 500 kreteńskich łuczników i tysiąc lekkozbrojnych peltastów.

21_03_2014_14_03_01.jpgZapewne w 217 roku republika rzymska miała pod bronią 11 legionów, o trzy więcej niż w poprzednim roku. Konsul Serwiliusz Geminus stanął z wojskiem w Ariminum. Według greckiego dziejopisa Appiana z Aleksandrii miał 40 tys. zbrojnych. Tymczasem Flaminiusz obozował pod Arretium w Etrurii. Dowodził zapewne 30 tys. piechoty i 3 tys. konnicy. Rzymscy wodzowie rozdzielili swe siły, ponieważ nie wiedzieli, którym szlakiem Hannibal podąży na południe. Italia jest przedzielona potężnym łańcuchem Apeninów i wódz kartagiński mógł maszerować wzdłuż wybrzeża adriatyckiego albo przekroczyć Apeniny i wtargnąć do Etrurii. Konsulowie niewątpliwie uzgodnili, że połączą swe wojska, gdy tylko zamiary nieprzyjaciela staną się jasne, jako że Punijczycy mieli przewagę liczebną nad każdą z armii rzymskich. Nie można wykluczyć, że jeszcze jedno rzymskie zgrupowanie zajęło pozycję koło miasta Luca (obecnie Lukka). W Rzymie stały dwa legiony miejskie (legiones urbanae), zapewne jakieś 8 tys. żołnierzy.

Hannibal zdecydował się wtargnąć do Etrurii. Liczył może, że w tej urodzajnej krainie łatwo wyżywi wojsko, zachęci Etrusków do powstania przeciwko Rzymowi i zagrozi stolicy potomków Romulusa. Wiedział, że jeśli wybierze drogę wzdłuż Morza Adriatyckiego, nie będzie miał możliwości manewru i zderzy się frontalnie z armia Serwiliusza pod Ariminum. Swą kampanię wódz punicki zaplanował na wzór celtyckiego najazdu na Italię sprzed ośmiu lat. W 225 roku p.n.e. Celtowie wdarli się do Etrurii i wciągnęli Rzymian w zasadzkę. Teraz zastępy Barkidy (Hannibal był synem Hamilkara Barkasa, czyli Pioruna) prowadzili celtyccy przewodnicy, niewątpliwie weterani tamtej wyprawy.

 





fot. Hannibal ze zdobytymi orłami rzymskimi, rzeźba Sebastiena Slodtza z 1704 roku


POCHÓD PRZEZ MOKRADŁA

Armia punicka wyruszyła z obozów zimowych zapewne w maju, gdy śnieg na górskich przełęczach stopniał i można już było znaleźć prowiant dla wojska oraz paszę. Hannibal nie miał w Italii sprzymierzeńców ani punktów oparcia, dlatego jego hufce musiały być w nieustannym ruchu, aby znaleźć pożywienie dla ludzi i zwierząt.  

Wymaszerowały zapewne z okolic Bononii (obecna Bolonia) doliną w górę rzeki Reno aż do Bagni dela Poretta, potem podążyły doliną Limnestry i przez przełęcz Passo di Collina dotarły do Pistorii (obecnie Pistoia).

Potem wojsko musiało się przedrzeć przez podmokłą dolinę rzeki Arnus (obecnie Arno), która szeroko rozlała po ulewnych deszczach. Barkida wysłał w straży przedniej najbardziej doświadczonych żołnierzy – Libijczyków i Iberów. Za nimi szły tabory z żywnością. Środek kolumny tworzyły celtyckie hufce, a straż tylną – konnica. Jeźdźcy czuwali, aby znużeni trudami przeprawy, uważani za niesfornych Celtowie nie próbowali zawrócić. Liwiusz, a także grecki historyk Polibiusz szeroko rozwodzili się nad trudami tego pochodu, który jakoby trwał trzy dni i cztery noce. Iberowie i Libijczycy, którzy ciągnęli przez nienaruszone jeszcze bagna, niewiele ucierpieli i przebrnęli je... Natomiast Galowie z trudem szli naprzód po zmąconych i przedeptanych do głębi bagnach... A większość bydląt jucznych, zapadając się w błotach, ginęła na miejscu i tylko jednej korzyści użyczały one swoim upadkiem ludziom: ci bowiem gromadami siadając na nich i na tobołach, wystawali ponad wodę i mogli w ten sposób przez krótką część nocy spać... Hannibal zaś ledwie wyratował się z wielkim trudem na jedynym pozostałym słoniu, cierpiąc dotkliwie wskutek ciężkiego zapalenia oczu, przez które w końcu stracił jedno oko, bo czas i położenie nie pozwalały w żaden sposób zatrzymać się i leczyć (Polibiusz). Według Liwiusza Libijczycy w straży przedniej brodzili niemal po szyję w mokradłach wśród groźnych wirów rzeki.

Te opowieści należy traktować sceptycznie. Propaganda rzymska przedstawiała Hannibala jako okrutnego wodza, narażającego swych ludzi na żałosną śmierć w bagnie. Wydaje się, że zalana była jedynie dolina rzeki Arnus między Pistorią a Faesulae (obecnie Fiesole) na odcinku trzydziestu kilku kilometrów i żołnierze forsowali moczary tylko przez dzień i noc. Armia kartagińska zachowała wartość bojową. Wątpliwe, aby Hannibal stracił oko. Ze studiów, które na podstawie źródeł historycznych przeprowadził wybitny okulista z Duisburga Gerhard Holland, wynika, że wódz kartagiński zapadł na obustronne zapalenie spojówek z zapaleniem rogówki w prawym oku, przy czym choroba nie spowodowała trwałych następstw. Być może opowieści o jednookim wodzu pochodzą od propagandzistów punickich, którzy chcieli pozyskać serca Celtów. Hannibal miał uchodzić za inkarnację jednookiego celtyckiego boga Lugusa. W starożytności zresztą (i nie tylko) jednoocy wodzowie uchodzili za znakomitych i szczęśliwych. Przykładem Filip II Macedoński czy Antygonos Jednooki, jeden z diadochów (następców Aleksandra Wielkiego).

21_03_2014_14_03_07.jpg 

fot. Hannibal obozuje nad Jeziorem Trazymeńskim

PUŁAPKA NAD JEZIOREM

W Etrurii Hannibal założył obóz pod Faesulae i rozesłał wokoło zwiadowców. Gdy tylko konsul Flaminiusz dowiedział się o przybyciu nieprzyjaciela, pchnął umyślnych do Serwiliusza. Ten bez zwłoki poprowadził wojsko do Etrurii. Przodem wysłał całą swą konnicę – 4 tys. zbrojnych.

Barkida zamierzał pobić Flaminiusza, zanim drugi wódz rzymski nadciągnie z odsieczą. Ominął więc obóz konsula pod Arretium i szedł zbrojnym pochodem przez Etrurię. Gdy zrozumiał, że Etruskowie nie udzielą mu wsparcia, rozkazał swoim bezlitośnie pustoszyć okolicę. Rozgniewany Flaminiusz ruszył w pościg. Konsul wiedział, że między nieprzyjacielem a Rzymem nie ma już żadnego wojska rzymskiego. Zapewne w tej sytuacji każdy wódz republiki wydałby podobne rozkazy. Niektórzy roztropni oficerowie radzili jakoby Flaminiuszowi, aby ważył się na walkę dopiero po połączeniu sił z drugim konsulem, zwłaszcza że nieprzyjaciel ma znakomitą jazdę. Ale ten ich nie słuchał ­– nie mógł przecież pozwolić Punijczykom runąć na Rzym czy na wojsko Serwiliusza.

 


Barkida powiódł armię w stronę Perusii (obecnie Perugia), mając po prawej stronie miasto Cortona, a po lewej Jezioro Trazymeńskie, największe w Italii. Flaminiusz uznał, że nieprzyjaciel pomaszeruje via Flaminia na stolicę republiki. Już widział się zwycięzcą, wiedząc, że tą drogą nadciąga armia Serwiliusza i wkrótce Hannibal znajdzie się w potrzasku. Jak relacjonował Polibiusz, konsul wlał w swych żołnierzy taką nadzieję wiktorii, że więcej od noszących broń było takich, co poza pochodem towarzyszyli wojsku dla zdobyczy, niosąc ze sobą łańcuchy i pęta.

Podążając ku via Flaminia, armia Hannibala szła wzdłuż północnego brzegu Jeziora Trazymeńskiego. Polibiusz napisał, że na jej drodze leżała płaska dolina, po której obu podłużnych bokach ciągnęły się wysokie i nieprzerwane wzgórza, podczas gdy przy szerokich bokach z przodu wznosił się stromy i trudno dostępny pagórek, a z tyłu było jezioro, które pozostawiało tylko całkiem wąskie przejście w dolinę u stóp gór.



Hannibal spostrzegł, że to znakomite miejsce na zastawienie pułapki. Jeśli ukryje żołnierzy na stokach wzgórz niewidocznych od strony jeziora oraz zamknie wejście i wyjście z kotła, nieprzyjaciel nie uniknie zguby.

Nie wiemy, w którym miejscu stoczono tę niezwykłą bitwę. Opisy Liwiusza i Polibiusza nieco się różnią. Niektórzy włoscy naukowcy przypuszczają, że przez 22 wieki poziom wód Trazymenu znacznie opadł – w starożytności brzeg znajdował się bardziej na północ niż dziś. Część historyków uważa, iż Hannibal urządził zasadzkę we wschodniej części szlaku między Montigeto a Montecolognola – tam nadbrzeżna dolina ma jakieś 9 km długości. Inni badacze lokalizują bitwę pomiędzy Borghetto a wzgórzami Montigeto, gdzie równina nad jeziorem jest szersza. Być może rozegrała się ona pod Sanguineto, która to nazwa oznacza po polsku „miejsce krwi”. W pobliżu tej miejscowości odkryto groby całopalne, a w nich fragmenty ceramiki i broni datowane na III wiek p.n.e. Nie jest wszakże pewne, czy te pochówki mają coś wspólnego z bitwą. Przyjmijmy zatem lokalizację wskazaną przez Polibiusza, uchodzącego za rzetelnego dziejopisa.

25_03_2014_14_02_58.jpg 

 

ZASKOCZENI WE MGLE

Poeta Owidiusz podaje, że do trazymeńskiej rzezi doszło 21 czerwca. Dzień wcześniej Hannibal poprowadził wojsko, oddalając się  nieco od jeziora i maszerując w górę niewielkiej doliny w kierunku Magione. Być może wtedy punicki wódz zostawił część oddziałów w ukryciu po drugiej stronie wzgórz. Na pagórku kończącym pasmo wzgórz założył widoczny z daleka obóz. Miała to być swoista przynęta dla rzymskiego wodza. Pod osłoną nocy Barkida wyprowadził żołnierzy z obozu i rozmieścił ich na pozycjach w rozciągniętych liniach bojowych. Takie nocne manewry wieloplemiennych hufców świadczą o znakomitej dyscyplinie i sprawności armii punickiej. Konnica Hannibala tworzyła lewe skrzydło, najbliższe Rzymianom – miała zablokować wejście do doliny, kiedy cała armia konsula znajdzie się na nadbrzeżnym szlaku. Iberowie i Libijczycy stanęli na prawym skrzydle, w pobliżu punickiego obozu. Na lewo od nich zajęli pozycję balearscy procarze oraz piesi oszczepnicy, którzy mieli zablokować wyjście z doliny. Centrum szyku punickiego stanowili Celtowie – zaczaili się na wzgórzach na północ od jeziora.

Wieczorem 20 czerwca Flaminiusz spostrzegł ostatnie zastępy punickie znikające w nadbrzeżnej dolinie. Stanął obozem w pobliżu jeziora, zapewne między zboczem górskim Monte Gualandro a strumieniem Sanguineto. Być może konsul zamierzał dopaść nieprzyjaciela i wydać bitwę w wąskiej dolinie, w której Punijczycy nie mogliby wykorzystać przewagi liczebnej. Popełnił jednak fatalny błąd, nie wysyłając zwiadowców. Nie przewidział, że Hannibal urządzi nad Jeziorem Trazymeńskim największą zasadzkę w dziejach starożytnej wojskowości, ukrywając 60 tys. zbrojnych.

21 czerwca o pierwszym brzasku Flaminiusz poprowadził swoich w dolinę. Spieszył się, aby dopaść nieprzyjaciela. Jeśli armia rzymska maszerowała w jednej kolumnie, miała ona 8 – 9 km długości. Być może pochód odbywał się w trzech równoległych kolumnach, aby łatwiej było utworzyć linię bojową złożoną z trzech rzutów – triplex acies.

Dzień był bardzo mglisty. Szarobiałe pasma gęstej mgły zasnuły wzgórza i powierzchnię jeziora, co sprzyjało oddziałom punickim. Dopiero gdy czołowe oddziały rzymskie dotarły do miejsca, w którym dolina się rozszerzała, spostrzegły nieprzyjaciół, zapewne Iberów i Libijczyków albo procarzy i oszczepników, stojących im na drodze. Rzymianie rzucili się do boju, szturmując pod górę. Być może zapalczywy konsul liczył, że zdobędzie niespodziewanym atakiem obóz punicki.

Wtedy Hannibal dał hasło do ataku. Zagrzmiały trąby i rogi, w niebo uderzyły bojowe okrzyki. Gromady wojowników runęły na Rzymian z gór jak śmiercionośna lawina. Konnica zamknęła wejście do doliny pod Passignano. Celtowie nacierali z lewej strony i wzdłuż całej linii wzgórz. Oszczepnicy i balearscy procarze uderzyli z prawej strony. Libjczycy i Iberowie pomagali im blokować wyjście z matni.

Mgła w dolinie była gęstsza niż na wzgórzach. Zbiegający po stokach żołnierze Hannibala widzieli się nawzajem i szturmowali niemal jednocześnie. Rzymianie walczyli po omacku. We mgle i ciasnocie nie zdołali sformować szyku i zwracali się  w strony, z których dobiegały bezładne krzyki. Niektórych zasieczono, zanim zdążyli sięgnąć po tarcze i miecze. Zamęt ogarnął szeregi Flaminiusza. Gdy Hannibal dał rozkaz do szturmu, los armii rzymskiej był przesądzony. Mimo to legioniści bronili się z posępną odwagą całe trzy godziny. A bito się z taką zaciętością, że nikt z walczących nie zauważył nawet tego trzęsienia ziemi, które wtedy obróciło w ruinę wielkie części miast italskich, odwróciło w biegu rwące rzeki... – podaje Liwiusz, aczkolwiek jest bardzo wątpliwe, czy rzeczywiście miało wówczas miejsce trzęsienie ziemi.  

 

KRWAWA ŁAŹNIA ARMII FLAMINIUSZA

Flaminiusz z przybocznymi walczył dzielnie i zagrzewał swoich do walki. W końcu, jak opisuje Liwiusz, rozpoznał go Dukariusz, jeździec z celtyckiego plemienia Insubrów. Żądny odwetu za klęskę ziomków uśmierconych przez żołnierzy Flaminiusza sześć lat wcześniej, jak burza runął na konsula. Jak podaje poeta Siliusz Italikus, wódz rzymski miał na hełmie skalp zdarty z głowy zgładzonego Celta. Jeśli to prawda, Dukariusz miał powód, aby nacierać z wielkim gniewem. Przedarł się przez rzymskie szeregi, powalił jednego z przybocznych Flaminiusza, a w końcu przeszył włócznią konsula.

Kiedy poległ wódz, załamał się opór. Rzymianie i italscy sprzymierzeńcy daremnie szukali dróg ucieczki. Wycinano ich bez miłosierdzia. Tragiczny los spotkał tych, na których Punijczycy runęli pod Passignano, nad brzegiem Trazymenu. Niektórzy usiłowali się skryć w wodzie, uciekając ku jezioru przez przybrzeżne błota, i tonęli pod ciężarem zbroi. Inni, porzuciwszy tarcze i kolczugi, płynęli, lecz nie mogli pokonać rozległej wody i szli na dno lub zawracali prosto pod miecze prześladowców. Większość wchodziła do jeziora, jak daleko mogła, i tam zostawała, stercząc tylko głową ponad wodę. A kiedy zjawili się jeźdźcy i zagłada ich była widoczna, wyciągali w górę ręce i prosili, aby ich żywcem pojmano, krzycząc na całe gardło – relacjonował Polibiusz. Ale puniccy konni wjeżdżali do wody i ścinali Rzymian bezlitośnie. Na ten widok wielu legionistów pozabijało się nawzajem, czy to mieczami, czy też topiąc się w wodach Trazymenu.

Tylko 6 tys. żołnierzy rzymskich z czoła kolumny przedarło się przez pierścień nieprzyjaciół. Nie mogli zawrócić swoim na odsiecz, ponieważ nie widzieli za sobą niczego oprócz mgły. Gdy weszli na szczyty, spostrzegli w dolinie masakrę towarzyszy. Wycofali się do pobliskiej wsi etruskiej. Tam otoczyli ich Iberowie i oszczepnicy puniccy dowodzeni przez Maharbala. Osaczeni Rzymianie poddali się, otrzymawszy zapewnienie, że życie zostanie im darowane.

Jak zaświadcza Polibiusz, w krwawej łaźni trazymeńskiej zginęło 15 tys. rzymskich i italskich żołnierzy, a drugie tyle poszło w pęta. W wojsku Hannibala padło 1500 wojowników, przeważnie Celtów. Bolesną stratą dla kartagińskiego wodza była śmierć ok. 30 znakomitych oficerów. Według Liwiusza nad brzegami Trazymenu położyło głowy 15 tys. Rzymian, a 10 tys. poszło w rozsypkę i różnymi drogami dotarło do stolicy. Straty po stronie punickiej to 2500 zabitych i liczni ranni, z których wielu nie przeżyło.

Zwycięski Hannibal rozkazał pochować najznakomitszych poległych. Na pobojowisku nie odnaleziono zwłok Flaminiusza, zapewne dlatego, że Celtowie obdarli je ze zbroi i obcięli głowę, aby sporządzić z czaszki zabitego wodza nieprzyjaciół ceremonialny puchar. Barkida, podobnie jak po bitwie nad Trebią, obdarzył wolnością wszystkich italskich sprzymierzeńców Rzymu, oświadczywszy, że przybył do Italii, aby wyzwolić ich spod rzymskiego jarzma. Oderwanie od przeciwnika italskich aliantów miało mu pomóc odnieść zwycięstwo w całej wojnie.

 

NAJWIEKSZY BŁĄD HANNIBALA


Wkrótce po bitwie Hannibal dowiedział się, że zbliża się czterotysięczny zastęp rzymskich jeźdźców z propretorem Centeniuszem 21_03_2014_14_03_12.jpgna czele, który konsul Serwiliusz wysłał przodem na pomoc koledze. Wódz punicki pchnął przeciwko Rzymianom wytrawnych oszczepników i część kawalerzystów pod wodzą Maharbala. W bitwie Punijczycy położyli trupem prawie połowę rzymskich jezdnych, resztę zaś wzięli do niewoli. Po utracie konnicy okaleczona armia Serwiliusza nie mogła stawić czoła zwycięskim hufcom Hannibala. Konsul pospiesznie zawrócił do Ariminum.





fot. Jazda punicka w ataku na rzymską piechotę rys. Severino Baraldi


Rzym ogarnęła zgroza. Hannibal znajdował się zaledwie trzy dni marszu od miasta Romulusa. Rzymianie pospiesznie zerwali mosty na Tybrze. Senat zarządził powołanie pod broń starszych mężczyzn (seniores) w wieku 46 – 60 lat. Ale Barkida nie ruszył na Rzym, lecz pociągnął ku wybrzeżu Adriatyku. Był to jego najpoważniejszy błąd w całej drugiej wojnie punickiej (218 – 202 p.n.e.), w której Kartagina ostatecznie poniosła klęskę.

 

 

 

KONSUL BEZBOŻNY I ZUCHWAŁY?

Historycy rzymscy przedstawiali Gajusza Flaminiusza jako męża porywczego i zuchwałego, który lekce sobie waży ostrzeżenia zsyłane przez bogów. Jak zaświadcza Liwiusz, gdy konsul rozkazał wyruszyć przeciw Hannibalowi spod Arretium, koń się nagle potknął i zrzucił go przez głowę. A do tego jeszcze zameldowano, że chorąży mimo wszelkich wysiłków nie może wyrwać z ziemi chorągwi. Lecz on zwróciwszy się do meldującego odparł: „Ruszaj stąd i powiedz, żeby wykopali chorągiew, jeśli do tego, żeby ją wyrwać, zdrętwiały im ręce ze strachu”. Wydaje się, że dziejopisowie stworzyli te opowieści, aby uczynić niefortunnego wodza jedynym winowajcą klęski. Po rzezi trazymeńskiej na wniosek senatu lud rzymski wybrał dyktatora, tj. urzędnika o najwyższej władzy, powoływanego tylko w sytuacjach ostatecznych. Został nim Kwintus Fabiusz Maksimus, przyszły Kunktator. Fabiusz zwołał senat i stwierdził, że konsul Flaminiusz bardziej zawinił lekceważeniem świętych obrzędów i auspicjów niż brakiem doświadczenia w dowodzeniu. W ten sposób uwolnił wojsko i polityków od odpowiedzialności za klęskę.





Kalendarium

14 grudnia 1799: zmarł George Washington, amerykański polityk i dowódca, pierwszy prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej.

Bieżący numer

03 grudzień 2018
nr 12 (707)

Prenumerata  | Reklama  | Kontakt

Zamknij X

Błąd wczytywania.

Zamknij X