Historia na pocztówce
|
|
DZIADY
P.Z.
DZIADY Nasze pocztówki przedstawiają sceny z Dziadów Adama Mickiewicza. Wydało je w 1904 roku krakowskie Wydawnictwo Salonu Malarzy Polskich, zdjęcia wykonał Józef Sebald. Dziady to prastary obrzęd słowiański, mający na celu nawiązanie kontaktu z duchami przodków. Obchodzony był na terenach dawnej Polski i Litwy dwa razy do roku – na wiosnę i na jesieni (według faz księżyca ). Szczególnie uroczyste były obrzędy jesienne, przypadające w nocy z 31 października na 1 listopada. W czasie obrzędu należało duchy ugościć jadłem. Wskazywano im drogę, paląc ogniska. Chrześcijaństwo dopasowało swoje święta do pogańskich tradycji, godząc się z konieczności na pozostawienie niektórych, najbardziej zakorzenionych zwyczajów. Takie nieco schrystianizowane Dziady Mickiewicz znał dobrze z własnych obserwacji i uczynił je elementem spajającym dramat. Obrzędowi przewodniczy sędziwy Guślarz, wzywając przebywające w czyśćcu dusze zmarłych, aby posiliły się z żywymi i opowiedziały, czego potrzebują dla osiągnięcia zbawienia. Oto fragment części drugiej dramatu: GUŚLARZ Czyscowe duszeczki! W jakiejkolwiek świata stronie: Czyli która w smole płonie, Czyli marznie na dnie rzeczki, Czyli dla dotkliwszej kary W surowym wszczepiona drewnie, Gdy ją w piecu gryzą żary, I piszczy, i płacze rzewnie; Każda spieszcie do gromady! Gromada niech się tu zbierze! Oto obchodzimy Dziady! Zstępujcie w święty przybytek; Jest jałmużna, są pacierze, I jedzenie, i napitek. CHÓR Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, Co to będzie, co to będzie ? Jeszcze obecnie we wschodniej Polsce, a także na Białorusi, Ukrainie i w Rosji praktykuje się przynoszenie jadła na groby zmarłych. Chrześcijańskim odpowiednikiem pogańskiego obrzędu Dziadów są Zaduszki – dzień modlitwy za dusze zmarłych. Tradycja zapalania w tym dniu zniczy na grobach wywodzi się z pogańskiego zwyczaju rozpalania obrzędowych ognisk. P.Z. Pocztówki udostępnił Warszawski Antykwariat Naukowy „Logos”, Al. Ujazdowskie 16.
|
Historia na pocztówce
|
|
LATAJĄCE GIGANTY
P.Z.
Największymi maszynami latającymi zbudowanymi przez człowieka były sterowce. Ich geneza sięga 1852 roku, gdy francuski inżynier Henri Giffard (1825 – 1882) zbudował pierwszy sterowny statek powietrzny. Był to podłużny balon z zawieszoną pod nim gondolą wyposażoną w miejsce dla pasażerów i parowy silnik obracający śmigło. 24 września 1852 roku odbył nim udany przelot na liczącej 27 km trasie z Paryża do Trappes. W 1900 roku niemiecki generał Ferdinand von Zeppelin (1838 –1917) zbudował pierwszy sterowiec nowego typu – z metalowym szkieletem wewnątrz powłoki wypełnionej gazem. 2 lipca 1900 roku dokonał pierwszego, 18-minutowego lotu nad Jeziorem Bodeńskim. W następnych latach aż do 1936 roku założona przez niego firma zbudowała ponad 100 sterowców. Sterowce zaczęto też budować w innych krajach. Używali ich podróżnicy i wojsko, przewożono nimi pasażerów i ładunki. Złota era sterowców nie trwała długo. Zakończyła się wraz z katastrofą niemieckiego sterowca LZ 129 „Hindenburg”. Zbudowany w 1936 roku kolos był największym sterowcem w historii: miał 245 m. długości (prawie cztery razy więcej niż współczesny samolot Boeing 747), mógł przewieźć 72 pasażerów w luksusowych warunkach – w gondoli znajdowała się m.in. jadalnia i salon. Załoga liczyła 61 osób. 6 maja 1937 roku, po odbyciu kolejnego lotu przez Atlantyk,„Hindenburg” podszedł do cumowania na amerykańskim lotnisku w Lakehurst. Niespodziewanie maszyna zamieniła się w kulę ognia i runęła na ziemię. Zginęło 15 pasażerów i 25 członków załogi. Obecnie niewielkie sterowce wykorzystywane są przez wojsko, w meteorologii, a także jako nośniki reklam. Konstruktorzy snują marzenia, że kiedyś, gdy komunikacja lotnicza stanie się zbyt droga, ich powrót będzie jeszcze możliwy...
|
Historia na pocztówce
|
|
MOST PONIATOWSKIEGO
P.Z.
Nasze pocztówki wydane zostały prawdopodobnie krótko przed wybuchem II Wojny Światowej. Warszawski most Poniatowskiego wraz z wiaduktami wybudowano w latach 1904-1914 wg. projektu Mieczysława Marszewskiego i Wacława Paszkowskiego. Neorenesansowe wieżyczki, pawilony i wystrój mostu zaprojektował Stefan Szyller, twórca m. in. gmachu Politechniki Warszawskiej. W 1915 roku wycofujące się wojska rosyjskie wysadziły część mostu. W rok później, prowizorycznie uzupełniono konstrukcję elementami drewnianymi, które wkrótce spłonęły. Po odzyskaniu niepodległości odbudowano most w latach 1921-1926. W 1926 roku, podczas zamachu majowego , na moście doszło do pamiętnego spotkania marszałka Józefa Piłsudskiego i prezydenta Stanisława Wojciechowskiego. W 1944 roku, most został zniszczony przez wojska niemieckie. Po II Wojnie Światowej został odbudowany i oddany do użytku 22 lipca 1946 roku. W latach 1963-1966 most i wiadukt zostały przebudowane i poszerzone. Kolejny remont i przebudowę przeprowadzono w latach 1985-1990. Obecnie planowane jest przywrócenie mostowi jego pierwotnego wyglądu, w tym m. in. ozdobnej balustrady i latarni.
|
Historia na pocztówce
|
|
KSIĘGARNIA GEBETHNERA I WOLFFA
P.Z.
Nasza blisko stuletnia pocztówka przedstawia budynek, w którym mieściła się Księgarnia Gebethnera i Wolffa, największej w tym czasie polskiej firmy wydawniczej. Wydawnictwo założyli w 1857 roku: Gustaw Adolf Gebethner i August Robert Wolff. Siedziba firmy i pierwsza księgarnia mieściły się w Pałacu Potockich przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Gebethner i Wolff wydawali książki, nuty i czasopisma: „Kurier Warszawski”, „Kurier Codzienny” oraz słynny „Tygodnik Ilustrowany” – pismo, w którym publikowali czołowi polscy pisarze, a ilustrowali najlepsi malarze i rysownicy. Wydawnictwo dbało o najwyższy poziom swoich publikacji i drukowało dzieła najwybitniejszych polskich pisarzy: Marii Konopnickiej, Józefa Ignacego Kraszewskiego, Elizy Orzeszkowej, Bolesława Prusa, Władysława Reymonta, Henryka Sienkiewicza i Stefana Żeromskiego. Firma rozwijała się bardzo dynamicznie i otwierała oddziały w innych miastach: Krakowie, Lublinie, Łodzi, Poznaniu i Zakopanem. W 1925 roku utworzono filię w Paryżu – Librairie Polonaise. W latach trzydziestych aż do wybuchu drugiej wojny światowej głównym redaktorem wydawnictwa był Aleksander Wat, pisarz i poeta związany z nurtem futurystycznym. Po wojnie firma wznowiła działalność, jednak w 1950 roku została zlikwidowana przez władze komunistyczne. Taki sam los spotkał w tym czasie inne prywatne wydawnictwa.
|
Historia na pocztówce
|
|
PLAŻOWICZE SPRZED STULECIA
P.Z.
Wypoczynkowe wyjazdy nad morze są zjawiskiem stosunkowo nowym. Na szerszą skalę rozpoczęły się dopiero pod koniec pierwszej połowy XIX wieku, gdy zaczęła się rozwijać turystyka masowa. Dzięki wynalazkowi kolei podróżowanie stało się tańsze i łatwiejsze. Również stopniowe skracanie czasu pracy i wprowadzanie urlopów pozwoliły mieszkańcom miast na podróże, dawniej będące rozrywką dla zamożnych. Samo morze było zaś raczej domeną śmiałych kapitanów i dzielnych marynarzy, a u zwykłych „szczurów lądowych” budziło najczęściej grozę. Również dawniejsza literatura nie opisuje raczej rozkoszy kąpieli morskich, lecz żywioł jakim jest woda... „Oswajanie” morza przez mieszczuchów następowało stopniowo. Początkowo raczej spacerowano wzdłuż brzegu, a na kąpiel decydowali się nieliczni. Znajduje to odzwierciedlenie w ewolucji ubioru plażowego. Pierwsi plażowicze ubrani byli w zwykłe stroje spacerowe, które w XIX wieku całkowicie osłaniały ciało, do tego oczywiście obuwie i słomkowe kapelusze. Stopniowo zaczęły się pojawiać lżejsze ubiory, ale nawet stroje w których zażywano kąpieli do pierwszych lat XX wieku zakrywały większość ciała. Damski strój kąpielowy składał się z obszernej tuniki i pantalonów sięgających do kostek, do tego jeszcze pończochy i lekkie trzewiki! Tuniki lub bluzki były obficie zdobione falbankami i zapięte wysoko pod szyją. O dekolcie nie było mowy − dopuszczalny był tylko na balu lub w teatrze. Zresztą chroniono się przed słońcem, bowiem opalenizna mogłaby świadczyć o przynależności do niskiej warstwy społecznej. Męski strój również był skomplikowany, chociaż nie tak ozdobny. Początkowo panowie kąpali się zresztą oddzielnie. Ponieważ po wyjściu z wody stroje takie nie przedstawiały się zbyt pięknie, korzystano ze specjalnych przebieralni ustawionych wzdłuż plaży. Dopiero po I wojnie światowej nastąpiła prawdziwa rewolucja obyczajowa, moda stała się bardziej prosta i praktyczna. Również kostium kąpielowy stał się bardziej obcisły, a w latach dwudziestych odkrywał już ręce i nogi właścicielek. Pojawiła się też moda na opalanie. Późniejsze stroje, nadążając za większą swobodą obyczajową, odkrywały coraz więcej ciała. Po II wojnie światowej modny stał się kostium bikini, do uszycia którego zużywano stopniowo coraz mniej materiału... P.Z. Pocztówki udostępnił Warszawski Antykwariat Naukowy „Logos”, Al. Ujazdowskie 16.
|
Historia na pocztówce
|
|
KATEDRA W CHARTRES
P.Z.
KATEDRA W CHARTRES 80 km na południowy zachód od Paryża leży Chartres – miejscowość słynna z gotyckiej katedry Notre Dame, pierwszej świątyni we Francji pw. Najświętszej Marii Panny. Budowę najstarszego, romańskiego kościoła rozpoczęto w 1145 roku, ale w 1194 roku wielki pożar zniszczył budowlę. Ocalała relikwia sancta camisia, czyli suknia, którą ponoć miała na sobie Maria podczas narodzin Chrystusa. Uznano to za cud i postanowiono odbudować katedrę – już w stylu gotyckim. Ma ona dziś dwie wieże: niższą z XIII wieku i wyższą z początku XVI stulecia. Okna katedry zdobi 176 wspaniałych witraży. Oprócz tematyki biblijnej ilustrują one znaki zodiaku i cykl prac gospodarskich, a także prezentują pracę rzemieślników – fundatorów poszczególnych witraży. Na kamiennej posadzce katedry, na osi nawy głównej, znajduje się wielki, okrągły labirynt z XII wieku, prawdopodobnie pozostałość po świątyni romańskiej. Liczącą ponad 261 metrów trasę należało przejść na kolanach, aby dojść do środka, który symbolizował Boga. Drogę powrotną również trzeba było pokonać na kolanach. Zajmowało to wiele godzin i było traktowane jak pielgrzymka. Idea labiryntu chrześcijańskiego zupełnie różni się od starożytnego, znanego choćby z mitu o Minotaurze, Tezeuszu i nici Ariadny. Labirynt starożytny miał chronić tajemnicę ukrytą w środku, dlatego zbudowany był tak, aby ewentualny śmiałek zabłądził szukając drogi. Tezeusz, jak wiadomo, dotarł do ukrytego w labiryncie Minotaura i zabił go, lecz drogę powrotną znalazł tylko dzięki temu, że sprytna Ariadna doradziła mu rozwijanie kłębka nici wzdłuż trasy. W labiryncie chrześcijańskim nie można zabłądzić – do Boga prowadzi tylko jedna droga. Zwolennicy ezoteryki doszukują się w wymiarach labiryntu z Chartres tajemniczych znaczeń ukrytych przez budowniczych, mówią również o silnym polu magnetycznym odczuwalnym w centrum i uważają, że labirynt zbudowano dokładnie w miejscu dawnych kultów pogańskich. Wymiary labiryntu rzeczywiście nie są przypadkowe: średnica wynosi 12,73 m. co stanowi milionową część średnicy Ziemi, długość trasy labiryntu to tzw. złota liczba podniesiona do kwadratu. M.in. dzięki temu katedra w Chartres nadal jest celem licznych pielgrzymek. P.Z.
|
Historia na pocztówce
|
|
PLAC TEATRALNY W WARSZAWIE
P.Z.
Warszawski Plac Teatralny, leżący dziś nieco na uboczu, był kiedyś centralnym punktem miasta. Przez prawie cały XIX wiek i pierwsze dziesięciolecia XX wieku był to najbardziej ruchliwy punkt stolicy. Tu załatwiano sprawy urzędowe w Ratuszu. Tu mieściły się najlepsze sklepy, restauracje i cukiernie. Tu miało siedziby kilka banków. tu można było spędzić wieczór w operze lub w teatrze. Pierwsza pocztówka pochodzi z początku XX wieku. Widać na niej dwie najważniejsze budowle stojące przy placu – po lewej Ratusz, po prawej Teatr Wielki. Na drugiej pocztówce widzimy Ratusz, czyli dawny Pałac Jabłonowskich. Plac nazywany pierwotnie Marywilskim utworzono w 1808 roku na miejscu zlikwidowanego targowiska Pociejów. Pałac zbudowany dla wojewody poznańskiego Antoniego Barnaby Jabłonowskiego powstał w latach 1768 – 1785 według projektu Jakuba Fontany i Dominika Merliniego. W 1816 roku zakupiły go władze miejskie w związku z rozebraniem ratusza na Rynku Starego Miasta. Budynek został w 1863 roku zniszczony przez pożar, a potem odbudowany według projektu Józefa Orłowskiego. Dodano wtedy m.in. wieżę strażniczą z zegarami, a budynek nakryto wysokim dachem. Natomiast budowę Teatru Wielkiego rozpoczęto w 1825 roku, po rozebraniu Marywilu i powiększeniu placu. Monumentalny gmach według projektu Antonio Corazziego ukończono w 1833 roku. Ok. 1840 roku plac otrzymał obecną nazwę. Atmosferę placu z pierwszych lat XX wieku tak wspominał pisarz i dramaturg Jerzy Szaniawski (1886 – 1970): Całą jego stronę wypełniał wielki gmach teatru. Patrząc na liczne kolumny, przechodzień mógł pomyśleć o Grecji, o klasycyzmie czy neoklasycyzmie; naprzeciwko architektura zupełnie inna: idąc od strony Starego Miasta, mijało się mały pałacyk stojący w głębi, za nim okazały gmach magistratu, dostojny i urzędowy; mieściła się tam między innymi największa sala w dawnej Warszawie, znana jako „Ratuszowa”. Obok gmach z wieżą zegarową i galeryjką dla strażaka. Tuż za Ratuszem skromna kamieniczka klasztorna, dalej kościółek, wreszcie znów niewysoka, ciemna kamienica o licznych oknach wystawowych znanego wszystkim sklepu. Dwie ulice boczne, zamykające plac Teatralny, to ulice wybitnie handlowe. Na Wierzbowej widziało się wprawdzie zarysy dawnych pałaców, ale partery przerobiono w nich na okazałe sklepy. Sklepy widziało się także po przeciwnej stronie, przy ulicy zwanej Nowosenatorską, a później Focha. Ale nawet w samym gmachu teatralnym kwitnął ożywiony handel: „pod filarami”, za znaną cukiernią Semadeniego, można było nabyć najpiękniejsze brylanty albo przynajmniej popatrzeć na nie, w sklepie następnym – srebra i kryształy, dalej – wytworne cacka. W drugim skrzydle gmachu teatralnego, po lewej stronie patrzącego na piękną fasadę, także sklepy, tym ciekawe, że zupełnie odmienne: ciemne, ponure, nie dbające nawet o to, żeby nęcić przechodnia wspaniałością wystaw. [...] Ruch ogromny. Już od rana śpieszą do teatru ludzie: to jego pracownicy. Aktorzy, śpiewacy, tancerze, szkoła baletowa, członkowie orkiestry, chórzyści. Duży „personel techniczny”, a poza tym krawcy, perukarze, malarze, urzędnicy. Gdyby wszystkich tych ludzi z teatru dało się zgromadzić, to wraz z rodzinami mogliby zapełnić domy parotysięcznego miasteczka. Ku przeciwnej stronie placu śpieszą interesanci do magistratu, różnych biur, urzędów. We wrześniu 1939 roku prezydent miasta Stefan Starzyński kierował z Ratusza cywilną obroną Warszawy. Podczas drugiej wojny światowej zabudowa wokół placu Teatralnego została zniszczona. Po wojnie odbudowano tylko Teatr Wielki i pałac Blanka. W miejscu Ratusza w 1964 roku odsłonięto pomnik Bohaterów Warszawy, zwany Warszawską Nike, autorstwa Mariana Koniecznego. W pobliżu wzniesiono także – niestety – kilka wieżowców, które szpecą okolicę. Dopiero w ostatnich latach prywatni inwestorzy odtworzyli budynek ratusza (pomnik przesunięto ku tunelowi Trasy WZ). Nie jest to jednak rekonstrukcja bo układ i wystrój wnętrz są całkowicie zmienione. Szkoda, że władze stolicy nie wykazały się ambicją i nie odbudowały Ratusza na swą siedzibę. Byłby to powrót do tradycji tego pięknego miejsca. A tak plac Teatralny stracił swój dawny klimat i jest obecnie nieco wymarły... P.Z. Pocztówki udostępnił Warszawski Antykwariat Naukowy „Logos”, Al. Ujazdowskie 16.
|
Historia na pocztówce
|
|
NIETYPOWE POCZTÓWKI WIELKANOCNE
P.Z.
Najczęściej występującym motywem pocztówek wielkanocnych są pisanki, czyli pięknie ozdobione jajka. Na temat czasu i miejsca powstania tej tradycji do dziś trwają spory. W każdym razie postrzeganie jajka jako symbolu życia wywodzi się ze starożytności. Związek tej tradycji z Wielkanocą jest zrozumiały − istotą tego święta jest Zmartwychwstanie, czyli odrodzenie życia. Dlatego Wielkanoc jest świętem radosnym. Gdy chcemy podzielić się tą radością z innymi, wysyłamy życzenia na pocztówkach. Co przedstawiają typowe kartki wielkanocne? Na ogół są to powtarzające się w różnych kombinacjach pisanki, wielkanocne baby, baranki z cukru, koszyki ze święconką. Zdarzają się jednak kartki zupełnie inne i właśnie takie udało nam się znaleźć. Pochodzą one z lat międzywojennych i nie wymagają chyba specjalnego komentarza. Do nietypowych kartek dołączamy zabawny i również trochę nietypowy „Toast wielkanocny” pochodzący z literatury humorystycznej XIX wieku: Toast wielkanocny O panowie! Niech los w dani Przynosi nam dużo zysku: Bądźmy zdrowi i rumiani, Jak to prosię na półmisku. Człek na radość sieć zarzuca, Ale smutki zwykle łowi, Niech spokoju nic nie skłóca Nam – jak temu indykowi. Niechaj każdy będzie syty, Zdrów i wesół – i nie słaby Miejmy wygląd znakomity, Jak te placki oraz baby. Niech nie znęca się nad nami Los chorobą, ani zgonem Jak naprzykład my dziś sami Znęcamy się nad święconem. Na ostatek wasz poeta Śle życzenia tej godziny: Niech obejdzie się ta feta Bez dostojnej ... medycyny Znaleźliśmy go w antologii „Rok polski – w życiu, tradycyi i pieśni”. Książkę wydał w 1900 roku Zygmunt Gloger, znakomity badacz obyczajowości staropolskiej. P.Z. Pocztówki udostępnił Warszawski Antykwariat Naukowy „Logos”, Al. Ujazdowskie 16.
|
Historia na pocztówce
|
|
DOLNY ŚLĄSK NA STARYCH POCZTÓWKACH
p.z.
Niewiele wydaje się w Polsce książek o starych pocztówkach, a szkoda, bo stanowią cenne źródło dla badaczy przeszłości. Cieszy więc, że łódzkie wydawnictwo Piątek Trzynastego wydaje serię niewielkich albumów „Na starych pocztówkach”. Omówiliśmy już dwa z nich: „Zamki na starych pocztówkach” i „Łódź na starych pocztówkach”. Teraz sięgamy po następny: „Dolny Śląsk na starych pocztówkach”. Podobnie jak w pozostałych tomach, znajdziemy w nim setkę reprodukcji opatrzonych rozbudowanymi podpisami, a całość poprzedza interesujący tekst Sławomira Mierzwy, przedstawiający historię regionu. Reprodukowane pocztówki pochodzą ze zbiorów Ryszarda Jędrzejowskiego. Niezwykle korzystne położenie Śląska, piękna przyroda i bogactwa naturalne, sprawiły, że był terenem, o który rywalizowały różne ludy, a później państwa: Polska, Czechy i Niemcy. Wybór pocztówek jest na tyle reprezentatywny, że uważne przestudiowanie albumu uświadamia nam, jak skomplikowana i fascynująca jest historia tych ziem. Spośród kilkudziesięciu miast zaprezentowanych na widokówkach większość lokowali w średniowieczu książęta śląscy w miejscu dawnych słowiańskich grodów. Część miast powstała wokół klasztorów, część rozwinęła się z osad górniczych. Warowne zamki, które również możemy obejrzeć w albumie, kazali wznosić władcy polscy, czescy i niemieccy, a także lokalni książęta i możnowładcy. Każda pocztówka to osobna, ciekawa historia – zagęszczenie osadnictwa, ilość i wartość historyczna miast śląskich jest doprawdy imponująca! Nawet niewielkie, pięknie położone Bardo jest ważne, bo tu Bolesław Chrobry założył kasztelanię strzegącą szlaku z Pragi do Gniezna. Ważną rolę pełniły też zamki: Bolków – rozbudowany przez księcia Bolesława Łysego zwanego Rogatką, Brzeg – wzniesiony przez księcia Henryka I Brodatego, Książ – wielki zamek wybudowany na rozkaz piastowskiego księcia Bolka I Surowego. Na pocztówkach zobaczymy też Srebrną Górę – znaną z kopalń srebra, Szklarską Porębę – znaną z hut szkła, Bolesławiec – sławny dzięki wyrabianej tu ceramice. Mamy widoki ze słynnych uzdrowisk: Cieplic, Dusznik Zdroju, Kudowę, Polanicy, Szczawna, a także z największych miast: Jeleniej Góry, której nadano nazwę na pamiątkę legendy, że książę Bolesław Krzywousty zabłądził tu w czasie polowania na jelenie, Legnicy – na początku ośrodka plemienia Trzebowian, Świdnicy, starego Wałbrzycha, który w XIX wieku stał się dużym ośrodkiem górnictwa i przemysłu, Wrocławia, któremu wydawca poświęcił osobny album, i Zielonej Góry, wokół której już w średniowieczu zakładano winnice. Nie zabrakło gór – są stare obrazki Śnieżki i Ślęży, która od wieków była ośrodkiem kultów pogańskich Łużyczan, Celtów i Słowian. Album „Dolny Śląsk na starych pocztówkach” ucieszy nie tylko miłośników pocztówek, ale też miłośników pięknego Śląska. Na okładce albumu mamy kartki ze Świdnicy, Legnicy i okolic Międzygórza, z widocznym po lewej stronie wodospadem Wilczki.
|
Historia na pocztówce
|
|
WENECKIE KLIMATY
P.Z.
W lutym, jak co roku, Wenecja organizuje słynny karnawał, o którym pierwsza wzmianka pochodzi z XI wieku. Coroczne zabawy trwały do zajęcia weneckiej republiki przez oddziały francuskie Napoleona Bonapartego w 1797 roku. Później tradycja podupadła; ożywiono ją dopiero w latach osiemdziesiątych XX wieku dla przyciągnięcia turystów. Od tego czasu na karnawał ściągają do Wenecji tysiące ludzi z całego świata, a hotele pękają w szwach. Miasto zapewnia gościom starannie przygotowany program: przez 11 dni odbywają się festyny, przyjęcia i bale, koncerty, pokazy sztucznych ogni, konkursy, występy teatrów ulicznych i parady udekorowanych stateczków. Plac Św. Marka i niemal wszystkie uliczki zapełniają tysiące przebierańców w charakterystycznych maskach, ubranych często w stroje z XVIII stulecia, gdy karnawał trwał nawet kilka miesięcy. Wenecja – cel podróży zakochanych i marzycieli – kojarzy się jednak nie tylko ze swobodą obyczajową czasów Casanovy. Wielu odwiedzających, którzy podziwiają piękno zabytków i mistrzostwo budowniczych miasta na wodzie, ogarnia jednocześnie uczucie melancholii... Spośród licznych weneckich wspomnień pozostawionych przez podróżników i pisarzy znajdziemy refleksje rosyjskiego historyka sztuki Pawła Muratowa (1881 – 1950): „Wenecja nie ogranicza się do placu Św. Marka i do Piazzetty. Wystarczy zapuścić się nieco w głąb miasta i oddalić się od San Marco, aby nastrój nasz całkiem się zmienił. Wąskie uliczki wprawiają nas nagle w zdumienie swoją powagą i milczeniem. Kroki rzadkiego przechodnia rozbrzmiewają tu, jak gdyby gdzieś z daleka. Dźwięczą, a potem milkną, ich rytm pozostaje nam w uchu niby jakiś ślad, po którym wyobraźnia idzie w krainę wspomnień. [...] poruszając się ruchem konika szachowego i nie bez odchyleń od linii prostej, można dotrzeć aż do odległej dzielnicy Madonna dell’Orto. Znajduje się tu miejsce niezwykłe, a mianowicie otwarty na lagunę pustynny basen w pobliżu dawnego opactwa della Misericordia. Nieruchomość tych płytkich wód, bezludzie, ogromne opuszczone budowle na wybrzeżu – wszystko tchnie jakimś nieziemskim spokojem. [...] Opodal ciągnie się wybrzeże Fondamenta Nuove z widokiem na Murano i na ośnieżone Alpy Weneckie. Za tymi górami jest wszystko, co zostawiliśmy w naszym dawnym życiu i od czego dzieli nas teraz zwierciadło laguny. A dalej, w głębi, odludne Murano otoczone laguną. Mała wysepka przedzielona szerokim kanałem zwijającym się na kształt pętli. To prawie rzeka, tyle tylko, że znikąd i nigdzie nie płynie. Na płaskich brzegach stoją przeważnie nie zamieszkane domy, które przeżyły już swój czas; gdzieniegdzie widać skąpą roślinność, nasuwającą myśl o dawnych ogrodach. Wszędzie, we wszystkim odczuwamy tu zamieranie albo może jak gdyby powolne ustawanie życia. Twarze robotnic pracujących w wytwórniach szkła są blade jak wosk, a czerń chustek sprawia, że wydają się jeszcze bledsze. A może to są cienie, może tylko cieniem jest także ta gondola, która tak sprawnie i cicho przywiozła nas tu z Wenecji? A może te wody to wody śmierci, zapomnienia?” („Obrazy Włoch”). Nasze pocztówki wydano na początku XX wieku. Na pierwszej kartce bodaj najbardziej znany wenecki widok: wysoka na 99 m Campanile – dzwonnica św. Marka, i fragment Pałacu Dożów. Druga kartka przedstawia słynny Most Westchnień, którym prowadzono skazańców z Pałacu Dożów do więzienia. Wielu skazańców zapewne wzdychało patrząc, często po raz ostatni, na miasto przez jedno z okienek mostu. P.Z. Pocztówki udostępnił Warszawski Antykwariat Naukowy „Logos”, Al. Ujazdowskie 16.
|
|
|