|
DWAJ KRZYZOWCY Z MAZOWSZA |
|
DARIUSZ PIWOWARCZYK
Sto lat po upadku Akki rycerstwo europejskie nadal kultywowało ideę krucjat. Co prawda kolejni papieże i monarchowie nawoływali do zbrojnego odzyskania Ziemi Świętej, lecz nie widząc szans powodzenia nowych wypraw, posyłali wojska krzyżowców na Bałkany czy nawet do Tunezji. Krucjaty organizowano też w Europie Wschodniej, choć trudniej tu było o sławę i bogate łupy. Uczestniczyli w nich polscy i mazowieccy rycerze.
Zimą 1399 roku wojewoda czerski Jan Pilik z Sierpca herbu Rogala zwrócił się do papieża Bonifacego IX z prośbą o nadanie wyjątkowych przywilejów. W kwietniu otrzymał prawo wyboru własnego spowiednika. W innym piśmie papież udzielił mu odpustu na wypadek nagłej śmierci. O tego rodzaju przywileje szlachetnie urodzeni zwykle zabiegali przed wyruszeniem na wojnę, zresztą nie tylko przeciwko niewiernym. Wojewoda, jeden z najsłynniejszych mazowieckich rycerzy, postanowił wziąć udział w wyprawie litewskiego księcia Witolda przeciwko Tatarom.
Dzięki dyplomatycznym zabiegom Jagiełły antytatarska wyprawa Witolda zyskała oficjalną rangę krucjaty. 4 maja Bonifacy IX odpuścił grzechy wszystkim, którzy osobiście lub przez zastępców staną do walki z Tatarami. Podobne wezwanie przez swoich legatów wysłał do prawosławnych wiernych patriarcha Konstantynopola. Inicjatywa okazała się nieco spóźniona: zanim Wojciech Jastrzębiec przywiózł papieską bullę do kraju, a duchowni zaczęli wzywać z ambon do krucjaty, książę Witold zdążył już skoncentrować armię. Na decyzję piastowskich książąt z Płocka i Czerska, którzy otrzymali listy z zaproszeniami do uczestnictwa w krucjatowej wyprawie, niebagatelny wpływ miały wezwania płynące zza północnej granicy z zakonem krzyżackim, przez którą przenikała na Mazowsze kultura rycerska.
MAZOWIECKA RYCERSKOŚĆ
Częste i przyjazne kontakty mazowieckich elit społecznych z Krzyżakami spowodowały, że obyczaje rycerskie były znane na Mazowszu nie gorzej niż w innych piastowskich ziemiach. Piastowskie dwory w Płocku i Czersku pełniły podobną rolę kulturotwórczą jak dwór krakowski, a dostojnicy i zwykli rycerze z Mazowsza uczestniczyli w zagranicznych podróżach, pielgrzymkach i krucjatach. W ślad za pieniędzmi chętnie pożyczanymi książętom przez zakon na Mazowsze podążali specjaliści z Pomorza i Prus – lekarze, budowniczowie i rzemieślnicy.
Świadectwem popularności rycerskiej kultury może być zwyczaj nadawania szlacheckim synom nieznanych wcześniej imion bohaterów literackich. Przy czym znajomość epiki rycerskiej i liryki dworskiej brała się raczej z przekazów ustnych (za pośrednictwem utrzymywanych na dworach lub wędrownych śpiewaków) niż z lektury. Często goszczący w Malborku kasztelan wyszogrodzki Sasin tak bardzo
zafascynował się "Pieśnią o Rolandzie", że nadał swoim synom imiona jej bohaterów: Rolanda i Turpina. Razem z pierwszym z nich, tak jak jego literacki pierwowzór, poległ pod Nikopolis podczas antytureckiej krucjaty Zygmunta Luksemburskiego. Wśród mazowieckich możnych znajdziemy również inne imiona zaczerpnięte z literatury: Trojan, Parys i Hektor, Borsza (Bors był jednym z trzech rycerzy Okrągłego Stołu, którzy odnaleźli Graala) i Ratołd. Także jeden z bohaterów niniejszego artykułu Abraham Socha nazwał syna imieniem Bertrand.
KRZYŻOWCY I PIELGRZYMI
Rycerskie kariery urodzonych w końcu pierwszej połowy XIV wieku Abrahama Sochy (przydomek ten świadczy, że był wysoki i dobrze zbudowany) i Jana Pilika przebiegały podobnie. Pierwszy, jako przedstawiciel zamożnego rodu Nałęczów, wychowywał się na dworze Siemowita III, drugi początkowo był poddanym Kazimierza Wielkiego, ale w połowie lat siedemdziesiątych XIV stulecia uznał Mazowsze za kraj bardziej sprzyjający robieniu kariery. W tym czasie Pilik po raz pierwszy pojawił się w państwie zakonnym w Prusach.
Litewskie najazdy na Mazowsze skłaniały miejscowych rycerzy do współdziałania z Krzyżakami. Pobyt w Prusach wiązał się z wieloma atrakcjami – udziałem w polowaniach, turniejach, a i lubiącym kościany hazard czas się w krzyżackich zamkach nie dłużył. Poza łupami uczestnictwo w rejzach przynosiło zaszczyt. Jan Pilik na pewno uczestniczył w zimowej rejzie na przełomie 1378 i 1379 roku, walcząc w szeregach utworzonej z gości zakonu chorągwi św. Jerzego. Być może w wyprawie towarzyszył mu Abraham, możliwe jednak, że odwiedził Prusy dopiero rok później. W każdym razie jeszcze przed 1382 rokiem. Rycerz herbu Rogala był częstszym niż Nałęcz gościem w Malborku i Królewcu. Szczególny zaszczyt spotkał go w 1385 roku, kiedy otrzymał miejsce przy tzw. stole honorowym.
Tę cenioną przez rycerzy-gości uroczystość urządzano zapewne z rozkazu wielkiego mistrza w refektarzu konwentu królewieckiego. Przy specjalnym stole sadzano kilku lub kilkunastu najznakomitszych rycerzy. Nie decydowały o tym tytuły, urzędy i majątki, lecz rycerska sława. Wyróżnieni szlachcice otrzymywali też specjalną odznakę ze złotym napisem "Honor zdobędzie wszystko". W 1385
roku głównym bohaterem stołu honorowego był Peter Suchenwirt, a u jego boku znalazł się Jan Pilik.
Kilka lat wcześniej, w 1379 roku, a więc po swojej pierwszej rejzie, Jan Pilik wraz z grupą możnych udał się na pątniczą wyprawę do sanktuarium w Composteli. 2 stycznia 1380 roku w Barcelonie Jan oraz Paweł z Trębek otrzymali z rąk króla Piotra IV glejty umożliwiające bezpieczny przejazd przez Aragonię. Nie wiemy, czy Jan nie dotarł na wiosnę do Composteli, czy też postanowił przebyć tę drogę raz jeszcze, w każdym razie 10 czerwca ponownie otrzymał glejt na swobodną podróż do galicyjskiego sanktuarium. Tym razem jego towarzyszem był inny Mazowszanin Paweł z Radzanowa herbu Prawdzic. Pobożna peregrynacja mazowieckich rycerzy musiała prowadzić przez Węgry, gdyż w królewskim dokumencie nazwano ich pielgrzymami węgierskimi.
ZAUFANI KSIĄŻĄT MAZOWIECKICH
Rok później mazowieccy rycerze stanęli przed nowym wyzwaniem, gdyż zmarł książę Siemowit III. Musieli zabiegać o łaskę i jak najlepszą pozycję na dworach nowych władców podzielonego księstwa – Siemowita IV i Janusza I. Jan Pilik związał się z księciem Januszem i otrzymał od niego w 1396 roku urząd wojewody. Abraham, jako rówieśnik i towarzysz młodych lat Siemowita, opowiedział się po jego stronie. Wkrótce po objęciu władzy w Płocku Piastowic mianował go miejscowym wojewodą, wbrew obowiązującym, acz niepisanym, regułom, gdyż Socha nie sprawował poprzednio żadnego urzędu ziemskiego.
Przed laty, podczas walk na Kujawach o polską koronę dla Siemowita, dowodzący udanie mazowieckimi wojskami Abraham nie zawahał się podnieść ręki na dobra kościelne. Jak pisał Janko z Czarnkowa: "wojewoda płocki [...] złupił jednego dnia wsie kapituły gnieźnieńskiej [...] i całą zdobycz uprowadził do Kruszwicy". Kiedy w 1389 roku rozgorzał nowy spór między Władysławem Jagiełłą i Janem Kropidłą, który wbrew woli króla został nominowany na arcybiskupstwo gnieźnieńskie. Na rozkaz króla Siemowit IV wysłał wojska, by "zmiękczyły" opór arcybiskupa, łupiąc dobra jego diecezji. Abraham wywiązał się z tego zadania tak dobrze, że razem z księciem i innym rycerzem został ekskomunikowany, a na Kujawy nałożono interdykt. W późnym średniowieczu kary kościelne nie były już tak skuteczne jak w poprzednich stuleciach, ale wiązały się z licznymi uciążliwościami. Na terytorium obłożonym interdyktem nie można było odprawiać nabożeństw, udzielać sakramentów i organizować religijnych pogrzebów. Dlatego biskup kujawski Henryk zdjął ekskomunikę z księcia i jego rycerzy oraz uwolnił od interdyktu własną diecezję.
Z najazdami na dobra biskupie wiąże się pewien incydent, który Abrahamowi Sosze chwały nie przysporzył. W 1389 roku zagarnął on stado arcybiskupie, którym opiekował się zakonnik z Pelplina. Gdy prośby o jego zwrot zawiodły, zarządzający dobrami mnich uwięził Nałęcza i uwolnił dopiero wtedy, gdy ten obiecał, że odda stado. Abraham nie zamierzał dotrzymać słowa. Duchowny wyzwał więc wojewodę na pojedynek. Do walki chyba nie doszło, ale sam fakt, że znakomity rycerz był pozywany o czyn niehonorowy przez mnicha, miał tak bardzo ośmieszyć wojewodę, że, jak pisze krzyżacki kronikarz, wstydził się on wrócić do Płocka.
Skoro trudno było służyć Chrystusowi mieczem we własnym kraju, a po unii krewskiej udział w rejzach nie był dobrze widziany w Krakowie, mazowieccy możni nową szansę wyruszenia na krucjatę otrzymali od księcia Witolda.
REJZY KSIĘCIA WITOLDA
Kiejstutowic niechętnie uznawał nad sobą władzę Jagiełły i szukał sposobu na uniezależnienie się od króla. W tym celu kontynuował rozpoczętą w XIV wieku ekspansję na Ruś. Sprzyjało mu osłabienie Złotej Ordy. Na początku lat osiemdziesiątych XIV wieku, dzięki poparciu okrutnego władcy Samarkandy Tamerlana, władzę nad nią objął Tochtamysz. Ponownie podporządkował on Księstwo Moskiewskie, biorąc odwet za klęskę na Kulikowym Polu w 1380 roku. Konflikt energicznego chana z Tamerlanem dwukrotnie w 1391 i 1395 roku zakończył się straszliwą klęską Tochtamysza. Zniszczeniu uległa stolica i najważniejsze miasta Złotej Ordy, a jej władca salwował się ucieczką na Litwę.
W wysłanym w 1393 roku butnym liście do polskiego króla Tochtamysz domagał się wprawdzie danin z tytułu władania przez Jagiełłę częścią ziem ruskich, lecz równocześnie zabiegał o sojusz militarny. Tymczasem Witold zebrał armię i rozpowiadał, że wyrusza, by pomścić klęskę chana. W rzeczywistości celem jego wyprawy było zdobycie Smoleńska.
Wkrótce litewski książę i chan zawarli sojusz. Jak podają ruskie latopisy, Witold obiecał Tochtamyszowi: "Ja posadzę [Ciebie] w Ordzie na carstwie, a ty mnie posadzisz w Moskwie na wielkim księstwie". Ceną za odzyskanie władzy nad Ordą miało być dla chana zrzeczenie się władzy nad księstwami ruskimi. Władając nimi oraz Litwą i będąc w sojuszu z Tatarami oraz zakonem krzyżackim, Witold mógłby zerwać unię polsko-litewską, a może nawet sięgnąć po królewską koronę. Sprzeciw królowej Jadwigi spowodował, że Polska nie zaangażowała się w walkę o władzę nad Ordą, nie przeszkodził jednak rycerzom w udziale w Witoldowych wyprawach. W 1397 i 1398 roku wojska księcia odbyły dwie kampanie w stepach. Wyprawa nad Don zakończyła się wzięciem wielu tatarskich jeńców. Część z nich posłano Jagielle, a resztę osiedlono w Wielkim Księstwie.
Niebagatelne znaczenie dla Witolda oraz towarzyszących mu rycerzy miało wzorowanie książęcych wypraw na krzyżackich rejzach. Ze zrozumiałych względów litewskie ekspedycje na południe cieszyły się poparciem w Malborku. Na drugi z wojennych pochodów w stepy zakon wysłał księciu posiłki w sile 60 kopii (ok. 200 zbrojnych). Ważniejszy od skromnego wymiaru militarnego był dla Witolda wydźwięk propagandowy i nadzieja, że z krzyżacką pomocą zdoła pozyskać zagraniczne posiłki.
Sposobiąc się do kolejnych kampanii, Kiejstutowic polecił zbudować zamek nad Dnieprem. W ciągu czterech tygodni wzniesiono Zamek św. Jana (małą forteczkę z ziemnymi umocnieniami). Ta nazwa miała utwierdzić rycerzy w przekonaniu, że celem wyprawy jest walka z poganami. Podobne nazwy, sugerujące rycerzom-gościom, że w tym miejscu czeka na nich sława i przygoda, nadawali Krzyżacy swoim zamkom pogranicznym. Najlepszym przykładem może być słynny Ritterswerder, czyli Wyspa Rycerzy, nad Niemnem w okolicy Kowna – budowany, niszczony i odbudowywany w rytm krzyżacko-litewskich wojen, pokojów i sojuszy.
KLĘSKA NAD WORSKLĄ
12 października 1398 roku na Ostrowie Salińskim na Niemnie Krzyżacy zawarli układ z Witoldem. Ceną za pomoc rycerzy-mnichów w nadchodzącej wojnie było zrzeczenie się praw do Żmudzi. Licząc, że sukces Witolda rozbije unię polsko-litewską, zakon promował wyprawę w Europie. Głównie dzięki temu szeregi wojsk Kiejstutowica zasilili zagraniczni możni, którzy dotychczas walczyli w imię Boże przeciwko pogańskiej Litwie.
Miejscem koncentracji krzyżowców był Kijów, Witold zadbał, by oprawa towarzysząca przygotowaniom do wyprawy nie ustępowała tej, jaką on sam i jego goście znali z krzyżackich zamków. Odbywały się uczty, tańce i turniejowe zabawy, a książę urządził własny stół honorowy. Nie wiemy, kto przy nim zasiadł, lecz przynajmniej jedno miejsce musiało przypaść któremuś z mazowieckich wojewodów. Armia opuściła miasto na początku sierpnia. Termin wymarszu wybrano dość niefortunnie, w stepie panowały bowiem wówczas największe upały. Wojska maszerowały wzdłuż lewego brzegu Dniepru. Po kilku dniach krzyżowcy dotarli do Worskli, gdzie napotkali armię rządzącego wówczas Ordą Timura Kutłuka. Witold spodziewał się, że sama demonstracja siły jego wojsk skłoni chana do ustępstw, poza tym liczył, że część podkomendnych Timura przejdzie na stronę towarzyszącego mu Tochtamysza. Chan zgodził się na rozmowy i cierpliwie przyjmował żądania księcia oznaczające w praktyce poddanie Ordy Litwie. Była to tylko gra na zwłokę.
Chan czekał na posiłki prowadzone przez Edygeja (Ideku), utalentowanego wodza, który wkrótce potem został faktycznym władcą Złotej Ordy. Kiedy nadeszły, biorąc wojska krzyżowców w kleszcze, Timur zerwał rozmowy. Przed naczelnym wodzem krucjaty stanął problem, jak wydostać armię z pułapki: pertraktacjami czy walką. W radzie złożonej z najwyższych rangą dostojników i dowódców chorągwi doszło do rozłamu. Długosz utrzymuje, że polscy dostojnicy ze Spytkiem z Melsztyna na czele woleli uniknąć starcia. Książę parł jednak do bitwy.
Rozpoczęła się późnym popołudniem 16 sierpnia. Na dwie godziny przed zachodem słońca, gdy chrześcijańscy rycerze już spodziewali się, że do boju dojdzie dopiero następnego dnia, Tatarzy zaatakowali. Stosując strategię pozorowanej ucieczki, wywabili część krzyżowców z umocnionych pozycji nad rzeką. Konni łucznicy z łatwością zabijali konie ciężkozbrojnych rycerzy. Obezwładniona jazda stała się łatwym łupem, a pozostałe oddziały krzyżowców nie były w stanie stawić skutecznego oporu przeważającym siłom tatarskim atakującym z obu stron. Kompletnie zawiodła niedoskonała jeszcze artyleria Witolda. Na domiar złego, widząc nadchodzącą klęskę, oddziały Tochtamysza przyłączyły się do armii Timura, co przypieczętowało tragiczny los wyprawy.
Gdy zapadał zmrok, Witold myślał już tylko o ocaleniu głowy. W bitewnym zamieszaniu zdecydował się razem z kilkoma dostojnikami z rady wojennej i grupą rycerzy przemknąć między oddziałami wroga. Ratunek zawdzięczał Wielkopolanom: kasztelanowi nakielskiemu Sędziwojowi z Ostroroga i Dobrogostowi Świdwie z Szamotuł, którzy przeprowadzili Kiejstutowica przez wrogie linie. Głowę ocalił także jego brat książę Zygmunt oraz dowodzący krzyżacką chorągwią Markward von Salzbach. Z niewiadomych powodów do uciekającego Witolda nie przyłączyło się wielu możnych, w tym dowodzący polskimi posiłkami kasztelan krakowski Spytek z Melsztyna oraz mazowieccy wojewodowie Jan Pilik i Abraham Socha. Być może postanowili pomóc księciu i zadbali, by jego pierzchająca grupa nie przyciągnęła większej uwagi Tatarów. Równie prawdopodobna była ich troska o najcenniejszą dla rycerza wartość – droższy nad życie honor. Nie wiemy, w jakich okolicznościach zginęli dzielni rycerze z Mazowsza. Ich ciała pozostały w stepie nad Worsklą. Papieski odpust tym razem okazał się potrzebny.
HERB ROGALA
Na dwudzielnej tarczy w słup, po heraldycznej stronie prawej (w heraldyce strony tarczy określa się z pozycji osoby stojącej za nią) w polu czerwonym znajduje się srebrny róg tura, a po lewej stronie w polu srebrnym czerwony róg jelenia o pięciu rosochach. W klejnocie na hełmie okrytym czerwonymi i srebrnymi labrami znajdują się te same mobilia.
Najstarsze wzmianki o tym herbie pochodzą z XIV wieku. Jan Długosz przypisał mu obce, niemieckie pochodzenie, lecz nie zanotował ani charakterystyki członków rodu, ani legendy herbowej. Tę ostatnią znamy dopiero z dzieł szesnastowiecznego heraldyka Bartosza Paprockiego, który przypisał Rogali pochodzenie od herbu Bibersztejn, przedstawiającego w polu złotym czerwony róg
jelenia o pięciu rosochach. Według legendy nowy herb nadał jednemu z Bibersztejnów Bolesław Krzywousty, wracając ze zwycięskiej wyprawy na Pomorzan w 1109 roku. Miał on upamiętnić wyczyn rycerza, który odrzucając pomoc innych wojów, obronił się gołymi rękoma przed atakiem tura i ułamał zwierzęciu róg:
"Rycerz, broni nie mając, zabraniał im tego,Upatrzywszy sobie czas, sam się z turem skupił,Róg mu ze łba ogromny i z kością odłupił. Tur zaraz potrząsając łbem szedł ku lasowi,Rycerz mężny ochotnie z rogiem ku królowi,Który wziąwszy łaskawie podarek od niego,Darował go za klejnot im z potomstwem jego".
Oczywiście w czasach panowania Krzywoustego w Polsce nie istniały jeszcze herby rycerskie, ale ta legenda obrazuje zarówno myśliwskie zamiłowania szlachetnie urodzonych, jak i cenione przez nich cnoty – dumę, odwagę i siłę. Dlatego symbolami tych przymiotów w heraldyce są rogi dzikich zwierząt, choć róg jelenia oznacza także niestałość losu, skruchę, czystość duszy czy poskromioną podłość.
Ród Rogalów zamieszkiwał głównie na Mazowszu oraz w ziemiach dobrzyńskiej i bełskiej. Herbem Rogala pieczętował się m.in. twórca Mazurka Dąbrowskiego Józef Wybicki.
HERB NAŁĘCZ
W czerwonym polu tarczy znajduje się pomłość (słomiane powrósło do wiązania snopów) srebrna zawiązana u dołu w krąg. W klejnocie na ukoronowanym hełmie z czerwonymi labrami z białym podbiciem są dwa czerwone rogi jelenia, każdy o pięciu rosochach. Jest to jeden z najstarszych polskich herbów szlacheckich, występujący już w źródłach z końca XIII wieku. Jego nazwa pochodzi od jeziora Nałęcz. W następnych stuleciach od godła nałęczem nazwano obwiązkę – chustę na głowę, która zastąpiła w herbie podobną do niej pomłość. Przepaska na głowę uchodziła za oznakę władzy królewskiej u Sarmatów. Dało to impuls do ułożenia legend herbowych o przodku zrywającym ją z głowy wrogiego króla oraz o Bolesławie Krzywoustym obwiązującym chustą rany jednego ze swoich wojów. W Gnieździe cnoty Bartosz Paprocki podaje jeszcze inną wersję legendy, w której chusta jest darem Mieszka I dla poddanych dobrowolnie przyjmujących chrzest:Gdy wiara krześcijańska w Polszcze się zaczęła,
Nie chcieli bałwochwalstwa przestać domów siła,Miecław, monarcha święty, groźbą, prośbą, daryPrzymuszał je pokinąć on zły zwyczaj stary.Sam krzcząc, swymi rękoma głowy zawięzował,Miasty, wsiami i zamki hojnie ich darował.Darował i tym znakiem, chustą zawiązaną,Za herb im na wieczny czas z potomstwem daną.
|