Logo MW Logo portalu
GŁÓWNA STRONA

MÓWIĄ WIEKI
Telegraf historyczny
Rozmowy MW
Czas przeszły i zaprzeszły
Wojenko, wojenko
Historyczna Agencja Turystyczna
Okruchy historyczne
Klasyka eseju historycznego
Parada warchołów
Kobiety w purpurze
Na udeptanej ziemi
Wernisaż historyczny
Powieści, powieścidła
Celuloidowe dzieje
Szkolna Liga Historyczna
Komputer i historia
Recenzje
Z księgarni
Od redakcji
Edukacja
Konkursy
Zawód: historyk
Polemika
Archeologia PRL
Reportaż historyczny
Historia na pocztówce
Historia w karykaturze
Koszulka Dejaniry
Bogowie wojny
Plotki z brodą
Skarpeta pielgrzyma
Wydarzenie wydawnicze
W krainie czarów
Historia w internecie
Szkoła główna handlowa w Warszawie 1906-2006
Ludzie, którzy zmienili świat
Polska po zamachu majowym
51. Międzynarodowe Targi Książki w Warszawie
W Tarnowie i Galicji - Rozmowy MW
W Tarnowie i Galicji - Czas przeszły i zaprzeszły
W Tarnowie i Galicji - Wojenko, wojenko
W Tarnowie i Galicji - Bogowie wojny
W Tarnowie i Galicji
Kliomatograf
Polski rok 1956
Kroniki rycerskie
Bielsko-Biała - miasto i ludzie
Wojna na pustyni 1940-1943
Skierniewice - miasto i ludzie
Renesansowe opowieści
Kraków - znaki miasta
Kraków - mistrzowie dawni
Kraków - miasto i przestrzeń
Smaki Krakowa
Sławne muzea
Nadzieje i niepokoje
Dał nam przykład Bonaparte
Wernisaż historyczny
Na salonach i ulicach
Z przymrużeniem oka
Władysław Anders - żołnierz i polityk
Dawno, dawno temu
U stóp klasztoru
Ludzie i idee
Czasy wielkich przemian
W walce o niepodległą
Radom - narodziny miasta
Radom - arena wielkich wydarzeń
Radom - czas modernizacji i walki
Elbląg - zanim powstało miasto
Elbląg krzyżacki
Elbląg - czas prosperity
Elbląg - w cieniu polityki i wojny
Elbląg - Historyczna Agencja Turystyczna
Pożegnania
Świt Kozaczyzny
Państwo Kozaków
Rozwód z Rzecząpospolitą
W XX wieku
Podręcznikowy Trójkąt Weimarski
Święto Niepodległości
Na dzień Wszystkich Świętych
200. rocznica bitwy raszyńskiej
180 lat polskiego banku centralnego
Sandomierz - miasto i ludzie
Sandomierskie pradzieje
W walce z poganami
W obronie złotej wolności
Wojenne zawieruchy
Odkrywanie Sandomierza
Sandomierz muzealny
Sandomierz nowożytny
Polski rok 1989
Komentarz do podręcznika
Wrzesień 1939 - Rozmowy "Mówią wieki"
Wrzesień 1939 - Próba oceny
Wrzesień 1939 - Oczami świadka
Wrzesień 1939 - Wojna po niemiecku
Wrzesień 1939 - Arsenał
Wrzesień 1939 - Agencja turystyczna
Historie tatrzańskie
Zbrodnia katyńska po 70 latach
Znaczki z historią
Narodziny Węgier
Pod berłem Habsburgów
W cieniu Trianon
Socjalizm po węgiersku
Madziarska Agencja Turystyczna
Tradycje muzyczne
Grunwald - dogrywka
Polski pieniądz przez wieki


REDAKCJA
ARCHIWUM
REKLAMA
PRENUMERATA


Drukuj Wyślij

AFERA GENERAŁA GAJDY
Piotr M. Majewski

Fundamentem ustrojowym Pierwszej Republiki Czechosłowackiej była konstytucja z 29 lutego 1920 roku. Podobnie jak polska ustawa zasadnicza z marca 1921 roku, miała charakter demokratyczny i nawiązywała do wzorów francuskich. Gwarantowała obywatelom, bez względu na ich rasę, narodowość, wyznanie czy płeć, pełną równość w obliczu prawa i wszelkie swobody polityczne. Określała też w sposób wyważony kompetencje poszczególnych organów władzy. Dwuizbowe Zgromadzenie Narodowe zajmowało się działalnością legislacyjną i kontrolną, lecz chociaż przysługiwały mu szerokie uprawnienia (rząd był przed nim odpowiedzialny politycznie, mogło też np. większością 2/3 głosów postawić w stan oskarżenia prezydenta, premiera i ministrów) – nie zdominowało sceny politycznej tak jak w Polsce w latach 1921–1926. Twórcy czechosłowackiej konstytucji zadbali bowiem o odpowiednie wzmocnienie władzy
wykonawczej. Prezydent powoływał i odwoływał premiera oraz poszczególnych ministrów, przysługiwało mu też prawo weta zawieszającego wobec ustaw (aby wejść w życie, musiały one wówczas zostać przyjęte ponownie kwalifikowaną większością głosów) i prawo rozwiązania Zgromadzenia Narodowego. Rząd dysponował natomiast możliwością wydawania rozporządzeń do ustaw, miał inicjatywę ustawodawczą, a gdyby parlament utrącił jego projekt, mógł odwołać się bezpośrednio do społeczeństwa przez rozpisanie referendum. W konstytucji przewidziano zarazem mechanizm, który miał zapobiec ewentualnym próbom nadużywania przez władze wykonawcze przysługujących im uprawnień. W czasie, gdy nie obradował parlament, działał jego Stały Komitet, który mógł wydawać tymczasowe rozporządzenia (prezydentowi przysługiwało wobec nich nieograniczone prawo weta). Zabezpieczało to czechosłowacką
demokrację przed niebezpieczeństwem rządów za pomocą dekretów. Z pewnością nie będzie przesadą stwierdzenie, iż to właśnie równowaga między władzą wykonawczą a ustawodawczą w znacznym stopniu uchroniła Republikę przed zamachami stanu lub wyniszczającą "wojną na górze".
Zauważmy, że był to system podobny do tego, w jaki piłsudczycy zmodyfikowali konstytucję marcową po zamachu stanu (tzw. nowela sierpniowa). Czy historia Polski potoczyłaby się inaczej, gdyby władzy wykonawczej przyznano większe kompetencje już w 1921 roku?

POROZUMIELIŚMY SIĘ, ŻE SIĘ POROZUMIEMY
Do prawidłowego funkcjonowania demokracji konieczna jest jednak nie tylko równowaga sił między władzą wykonawczą a ustawodawczą, lecz także zdolność wyłaniania trwałej większości parlamentarnej. Przed zmorą upadających co chwila gabinetów Czechosłowację w pewnym stopniu zabezpieczał zapis konstytucyjny nakazujący, aby wniosek o wotum nieufności dla rządu podpisywało co najmniej stu posłów, a głosowanie nad nim odbywało się w trybie jawnym, w obecności co najmniej połowy parlamentu. Z pewnością jednak nie wystarczyłby on do zapewnienia trwalszej stabilizacji politycznej, tym bardziej że w pierwszej połowie lat dwudziestych znaczna część sił politycznych, choć obecna w parlamencie, odnosiła się z zasady wrogo do czechosłowackiej państwowości i nie wahałaby się wykorzystać każdej okazji, aby jej zaszkodzić. Wśród nich w pierwszej kolejności należy wymienić różne partie reprezentujące mniejszości niemiecką i węgierską oraz komunistów, którzy pod koniec 1920 roku dokonali secesji z partii socjaldemokratycznej. Wspólnie dysponowały one blisko 40 proc. miejsc w izbie poselskiej, co istotnie zawężało pole manewru przy tworzeniu większości rządowej. Ponieważ nigdy nie było do końca wiadomo, jakie stanowisko zajmie słowacka partia ludowa, w praktyce jedyną koalicją zdolną uzyskać większość parlamentarną mógł być sojusz pięciu największych partii czeskich: socjaldemokratycznej, narodowosocjalistycznej (nie mylić z nazistowską, również działającą w Czechosłowacji), ludowej (katolickiej), agrarnej oraz narodowodemokratycznej. Reprezentowały one zróżnicowany elektorat i miały diametralnie rozbieżne interesy, jednoczyło je zaś poczucie odpowiedzialności za państwo – aż do kolejnych wyborów w 1925 roku bez ich porozumienia w Republice nie mógł powstać żaden rząd.
Warunkiem przetrwania ogólnonarodowej koalicji było wypracowanie mechanizmu rozwiązywania konfliktów nieuchronnie pojawiających się pomiędzy tworzącymi je ugrupowaniami. Dlatego niemal równocześnie z grudniowym rozłamem na lewicy wykształcił się nieformalny organ skupiający przywódców wspomnianych pięciu partii, zwany "piątką". Wkrótce stał się on jednym z głównych centrów decyzyjnych czechosłowackiej polityki, coraz śmielej konkurującym z drugim ośrodkiem władzy – Hradem, czyli grupą skupioną wokół pierwszego prezydenta Tomása G. Masaryka i jego najbliższego współpracownika, ministra spraw zagranicznych Edvarda Benesa. Zasadę funkcjonowania "piątki" najlepiej oddawało chyba powiedzenie jednego z tworzących ją polityków, księdza Jana Srámka: "Porozumieliśmy się, że się porozumiemy". Niezależnie od pewnych negatywnych skutków funkcjonowania "piątki" zdolność czeskich elit do zawarcia ponadpartyjnego kompromisu w imię racji wyższej, jaką stanowiło dobro Republiki, była z pewnością miarą ich politycznej dojrzałości.

MASZYNKA DO GŁOSOWANIA
Jednak samo istnienie "piątki", nawet przy najlepszej woli jej członków, nie gwarantowało jeszcze stabilności państwa. Ogólnonarodowa koalicja dysponująca 160 miejscami w 281-osobowym sejmie łatwo mogła utracić większość wskutek secesji w którejś z wchodzących w jej skład partii. Tak się jednak nigdy nie stało, gdyż w wyborach głosowano nie na konkretne osoby, lecz na listy partyjne en bloc, a konstytucja dopuszczała odebranie mandatu parlamentarzystom, którzy z "pobudek niskich, bądź niehonorowych" przestali być członkami rodzimej partii. Ponieważ przed wpisaniem kandydatów na posłów i senatorów na swe listy partie żądały złożenia pisemnego zobowiązania o zdaniu mandatu w razie zmiany klubu bądź złamania dyscypliny głosowania, Sąd Wyborczy interpretował zaś niedotrzymanie takiego warunku jako postępowanie niehonorowe, walki frakcyjne w partiach nieodmiennie kończyły się usunięciem dysydentów z parlamentu i dokooptowaniem osób wskazanych przez partyjne prezydia.
W przedwojennej Czechosłowacji mandat wyborczy miał więc w praktyce charakter związany, co krytykowano jako stojące w jawnej sprzeczności z duchem demokracji. (Uważa się dziś powszechnie, że posłowie reprezentują nie tyle konkretnych wyborców, ile cały naród, w związku z czym partie nie mogą narzucać im, jak mają głosować). Czy takie pogwałcenie demokratycznych zasad stanowiło zbyt wygórowaną cenę za stabilizację polityczną – trudno jednoznacznie odpowiedzieć, ponieważ nie wiadomo, jak potoczyłyby się losy Republiki, gdyby nie było mandatów związanych.
Warto natomiast zwrócić uwagę na pewien negatywny skutek funkcjonowania samej "piątki". Istniejąca z przerwami przez sześć lat (1920–1926) i odnowiona w nieco zmodyfikowanej postaci w latach 1929–1938 ogólnonarodowa koalicja, stanowiąca w istocie swoisty rząd jedności, jaki w demokracji powołuje się zazwyczaj w sytuacjach kryzysowych, zmieniła czechosłowacki parlament w maszynkę do głosowania, działającą zgodnie z postanowieniami zawartymi w zaciszu partyjnych gabinetów. Jak zarzucają krytycy "piątki", praktyka polityczna w Czechosłowacji była czymś więcej niż tylko próbą wypracowania konsensusu – zdegradowała parlament do rangi organu reprezentacyjnego, nie mającego decydującego wpływu na politykę państwa, jak chciała konstytucja. Szczególnie niekorzystnie odbijało się to na pozycji senatu, który w sytuacji, gdy wszystkie istotne decyzje i tak były nieodwołalnie podejmowane przez "piątkę", całkowicie stracił rację bytu, stając się, jak mówiono, Kariernfriedhof – politycznym cmentarzyskiem.
Konieczność utrzymywania jedności znacznie ograniczała zdolność ogólnonarodowej koalicji do podejmowania ważkich decyzji, które z reguły, z takich bądź innych względów, nie odpowiadały części sprzymierzonych partii. Każdy kompromis poprzedzały więc targi, w których za ustępstwa w jednej dziedzinie partie płaciły sobie nie tylko ustępstwami na innym polu, ale też stołkami bądź przymykaniem oka na (częstą skądinąd) korupcję i inne nadużycia. Niemożność pogodzenia sprzecznych żądań stała się też ostatecznie przyczyną paraliżu, a potem rozpadu ogólnonarodowej koalicji w latach 1925–1926, pociągającego za sobą zanik "piątki". Kryzys wywołała sprawa protekcyjnych ceł na produkty rolne, których wprowadzenia domagali się agrariusze. Ponieważ przeciwne temu partie lewicowe odmówiły zgody, mimo że wcześniej zainkasowały zapłatę w postaci poparcia prawicy dla reformy ubezpieczeń społecznych, jedynym wyjściem stały się przedterminowe wybory (1925). Przyniosły one sukces centroprawicy, podczas gdy ugrupowania socjalistyczne poniosły porażkę (duży odsetek głosów zdobyli natomiast komuniści). W rezultacie partie tworzące "piątkę" utraciły większość w parlamencie.

ORDYNACJA WYBORCZA A SYFILIS
Rozpad wielkiej koalicji partii czeskich, zastąpionej ostatecznie w marcu 1926 roku gabinetem fachowców, ujawnił głęboki kryzys czechosłowackiej demokracji. Powszechnie mówiło się o wprowadzeniu dyktatury lub przynajmniej oktrojowaniu nowej ordynacji wyborczej (większościowej lub proporcjonalnej z pięcioprocentowym progiem), która zapobiegłaby rozdrobnieniu sceny politycznej, a tym samym zapewniła państwu stabilną większość rządową. Co ciekawe, tę drugą ewentualność brali pod uwagę także Masaryk i Benes, będący nie tylko "ojcami założycielami" Republiki, ale też głównymi ideologami czechosłowackiej demokracji. Benes prowadził na ten temat w kwietniu 1926 roku sondażowe rozmowy z przywódcą bliskiej Hradowi partii narodowosocjalistycznej (której sam był członkiem) Jírírm Strírbrnym, lecz nie udało im się porozumieć. Gdy sprawa wyszła na jaw i dostała się do prasy, Benes nie tylko wyparł się planów oktroju, ale ich autorstwo przypisał swemu rozmówcy.
Skandal zataczał coraz szersze kręgi, ponieważ na kwestię domniemanego oktroju nałożyła się rywalizacja o wpływy w partii narodowosocjalistycznej. Popierany przez Masaryka i Benesa konkurent Strírbrnego Václav Klofác sięgnął w niej po broń tyleż zabójczą, co podłą (nie wiadomo do dziś, czy uczynił tak za wiedzą swoich protektorów). Aby skompromitować znanego z licznych miłostek Stríbrnego, rozpowszechnił mianowicie, rzekomo w trosce o dobro państwa, nieprawdziwe orzeczenie lekarskie o jego syfilisie, przejawiającym się utratą poczytalności. Wydał je dermatolog, który nie widział nawet Stríbrnego, a swą diagnozę oparł wyłącznie na relacji innego medyka, który też wprawdzie polityka nie badał, lecz o romans z nim podejrzewał swą żonę, zarażoną wstydliwą chorobą. (Później wyszło na jaw, że miała ona jednocześnie innego kochanka, od którego się zaraziła). Jak to bywa, mimo że Stríbrny potrafił dowieść swego zdrowia, przedstawiając kilka niezależnych diagnoz lekarskich, i tak mało kto mu wierzył. Klofácowi nie udało się wprawdzie doprowadzić do jego przymusowej hospitalizacji w zakładzie dla umysłowo chorych, jak początkowo proponował, ale bez trudu wygrał z nim walkę o przywództwo w partii. Wykluczony z niej Stríbrny stał się wkrótce jednym z najzacieklejszych przeciwników Hradu i krytyków czechosłowackiej demokracji.

POSZUKUJE SIĘ GENERAŁA
O ile Masaryk i Benes przemyśliwali o oktrojowaniu ordynacji wyborczej, o tyle wykluczali wprowadzenie dyktatury. Obawiali się jednak, że o zamach stanu pokuszą się ich przeciwnicy – prawica i faszyści. Ci ostatni stanowili wprawdzie w Czechosłowacji folklor polityczny, ale w połowie lat dwudziestych, po sukcesach Mussoliniego, powszechnie wyolbrzymiano ich potencjał – tym bardziej że wyraźnie kokietowała ich wówczas partia narodowodemokratyczna. Rozległa sieć tajnych informatorów Hradu (opłacanych notabene wbrew prawu z funduszy kancelarii prezydenckiej lub Ministerstwa Spraw Zagranicznych) podsycała ten niepokój, na ogół zresztą mocno koloryzując. Panikę wywoływały zwłaszcza doniesienia o kontaktach faszystów z generałem Radolą Gajdą, ówczesnym szefem sztabu, nie ukrywającym swych prawicowych sympatii. (Jako dowódca czechosłowackich legii na Syberii w latach 1918–1920 otoczony był on nimbem bohatera narodowego, choć później dał się poznać jako oficer krnąbrny i rozpolitykowany). Atmosferę podgrzewały wiadomości z Polski, gdzie w maju 1926 roku po władzę sięgnął Piłsudski. Gdy wkrótce po dokonanym przez niego zamachu stanu na Hrad doszły informacje (jak się później okazało, fałszywe), iż Gajda rozmawiał ze Stríbrnym o puczu, Masaryk postanowił nie czekać i uprzedził cios – na razie na polu propagandowym.
13 maja w jednym z sympatyzujących z Hradem czasopism ukazał się artykuł pióra przywódcy partii socjaldemokratycznej Rudolfa Bechynego "Poszukuje się generała", który bądź powstał z inspiracji prezydenta, bądź został wręcz przez niego napisany. Tekst bronił demokracji i oskarżał prawicę o plany zamachu stanu, dla którego przeprowadzenia poszukuje wodza. Kończył się ultymatywnym stwierdzeniem: "Generał Republiki nie może nosić czarnej koszuli, chyba żeby wpierw zrzucił wojskowy mundur". Nazwisko Gajdy nie padło ani razu, ale Masaryk nie ukrywał przed swymi zwolennikami, że o niego właśnie chodzi.
Na Hradzie wierzono wówczas, że przygotowania do przewrotu są w toku i nastąpi on 4 lipca, w czasie praskiego zjazdu paramilitarnej organizacji "Sokół". Aby pokrzyżować te plany, na dwa dni przed tą datą na polecenie Masaryka minister obrony niespodziewanie skierował Gajdę na przymusowy urlop. W tym czasie montowano już przeciw niemu proces, i to wcale nie o antykonstytucyjny spisek, ale o szpiegostwo na rzecz ZSRR. Obciążające generała zeznania złożył jego zaprzysięgły wróg z czasów walk na Syberii płk Jaroslav Kratochvil, który, aby dodać sprawie pikanterii, otwarcie sympatyzował z komunistami i utrzymywał podejrzane kontakty z nieoficjalną radziecką misją dyplomatyczną w Pradze, pełniącą w istocie zadania agenturalne. Szef tej misji Władimir Antonow Owsjejenko ochoczo potwierdził wszystkie oskarżenia wobec Gajdy, a na Hradzie dano mu wiarę.
Po trwającym kilka miesięcy śledztwie w grudniu 1926 roku Gajda stanął przed komisją karną Ministerstwa Obrony, która uznając go za winnego szpiegostwa i planowania puczu, skazała go na degradację i utratę jednej czwartej uposażenia. Generał jednak odwołał się od tego wyroku do wyższej instancji, Kratochvilowi i innym świadkom oskarżenia wytoczył zaś proces przed sądem cywilnym, który bez większego trudu wygrał. Również rozpatrujący jego odwołanie sąd generalski w kwietniu 1927 roku oczyścił go z zarzutu o szpiegostwo. Werdykt ten wywołał prawdziwą furię Masaryka. Ciskał gromy na głowy generałów, którzy ośmielili się uniewinnić Gajdę, i nakazał nie uznawać ich wyroku. Zgodnie z jego dyspozycjami rząd w trybie administracyjnym usunął dwóch spośród trzech członków kolegium generalskiego, zastępując ich bardziej godnymi zaufania, a następnie wznowił proces. Po tych zabiegach 12 grudnia 1927 roku zapadł ostateczny werdykt, który utrzymywał wyrok sądu pierwszej instancji. Gajdzie nie przysługiwało już od niego odwołanie.

KOZIOŁ OFIARNY CZY WRÓG REPUBLIKI?
Chociaż proces Gajdy miał niewątpliwie charakter polityczny, a kierowane przeciw niemu oskarżenia o szpiegostwo zostały spreparowane, sam generał nie miał czystego sumienia, gdy idzie o wierność konstytucji. Wprawdzie wiosną 1926 roku nie należał do żadnej organizacji faszystowskiej, lecz istotnie prowadził rozmowy ze skrajną prawicą, w których przyobiecywał jej poparcie armii w spodziewanej konfrontacji z lewicą. Już w trakcie procesu nie tylko wstąpił do Narodowej Gminy Faszystowskiej, ale nawet został jej wodzem. Uzasadniona była na pewno opinia Masaryka o awanturnictwie i politycznej głupocie generała. Usunięcie Gajdy z funkcji szefa sztabu, a być może nawet z wojska, było więc koniecznością. Czy jednak nie można było tego dokonać inaczej, niż inscenizując polityczny proces, który urągał elementarnym zasadom praworządności?
Jeżeli wierzyć późniejszym wypowiedziom Benesa, dyskretne załatwienie sprawy uniemożliwił sam Gajda. Gdy jeszcze przed procesem, działając na polecenie Masaryka, minister zaoferował mu znaczną kwotę w zamian za usunięcie się na pewien czas z życia publicznego (np. na zagraniczną placówkę), ten pieniądze ponoć wziął, lecz do wyjazdu się nie kwapił. Możliwe więc, że gdy nie udało się ciche spacyfikowanie Gajdy, na Hradzie postanowiono rozprawić się z nim w sposób pokazowy, aby zniechęcić innych potencjalnych zamachowców. Na marginesie należy dodać, że obóz prezydencki nie zamierzał wyrządzić generałowi zbytniej krzywdy, lecz jedynie unieszkodliwić go politycznie. Najlepszym tego dowodem jest zasądzona kara, niewspółmiernie niska w stosunku do zarzutu o zdradę główną i sprzysiężenie przeciw konstytucji.
Przesilenie polityczne, jakie rozpoczęło się w Czechosłowacji wraz z kryzysem ogólnonarodowej koalicji w 1925 roku, zakończyło się po ponad roku, jednak nie dzięki stłumieniu w zarodku planów przewrotu, lecz na drodze parlamentarnej. Jesienią 1926 roku wyłoniła się nowa centroprawicowa koalicja z udziałem niektórych partii niemieckich, szybko okrzyknięta złośliwie "pańską", która wprowadziła sporne cła na produkty rolne. Chociaż nie cieszyła się sympatią Hradu, uparcie dążącego do wzmocnienia "lewej nogi", jej powstanie, a zwłaszcza pozyskanie współpracy ugrupowań niemieckich, poważnie wzmocniło czechosłowacką demokrację. Żadna z liczących się sił politycznych nie brała już poważnie pod uwagę oktrojowania nowej ordynacji wyborczej.
Siedem lat po wybuchu afery Gajdy próbę zamachu stanu podjęli natomiast jego zwolennicy. W nocy z 21 na 22 stycznia 1933 roku 70 czeskich faszystów zaatakowało koszary w Zidenicach pod Brnem. Po ich opanowaniu planowali przeciągnąć na swoją stronę inne jednostki wojskowe na Morawach i ruszyć na Pragę. Pucz się jednak nie powiódł, a jego uczestnicy zostali
rozbrojeni i wyłapani. Aresztowano także Gajdę, któremu zarzucono kierowanie spiskiem, ale
nie zdołano mu tego udowodnić. Czescy faszyści po raz kolejny okazali się niewielkim zagrożeniem dla Republiki, ale obawy Masaryka i Benesa przed totalitaryzmem były słuszne. Osiem dni po brneńskim puczu w Niemczech do władzy doszedł Adolf Hitler, który w 1938 roku, Wykorzystując pokrewną NSDAP Partię Niemców Sudeckich, zadał Czechosłowacji śmiertelny cios.





KALENDARIUM | DYSKUSJA | ARCHIWUM | KSIĘGARNIA

© 2001 Dom Wydawniczy BELLONA